[Recenzja] The Yardbirds - "For Your Love" (1965)



Pierwsze studyjne wydawnictwo The Yardbirds, zatytułowane "For Your Love", ukazało się jedynie w Stanach. I to wyłącznie w celu jak najszybszej kapitalizacji sukcesu singla o tym samym tytule oraz zbliżającej się pierwszej amerykańskiej trasy zespołu. To po prostu zbiór kawałków zarejestrowanych podczas kilku różnych sesji. Ponad połowa materiału pochodzi z trzech wydanych do tamtej pory singli ("I Wish You Would" / "A Certain Girl", "Good Morning Little Schoolgirl" / "I Ain't Got You" oraz "For Your Love" / "Got to Hurry"), dwa kolejne nagrania to niewydane wcześniej demówki ("Putty (in Your Hands)", "Sweet Music"), a trzy pozostałe przygotowano z myślą o wydanej nieco później brytyjskiej EPce "Five Yardbirds" ("I'm Not Talking", "I Ain't Done Wrong", "My Girl Sloopy"). Kompilacja pozostawia naprawdę sporo do życzenia. Pomiędzy poszczególnymi fragmentami słychać ewidentne różnice nie tylko w brzmieniu, ale i jego jakości. Niektóre kawałki, np. te z dwóch pierwszych singli singla, wypadają jak amatorskie nagrania.

Materiał powstawał pomiędzy marcem 1964, a kwietniem 1965 roku. Przez ten czas grupa ewoluowała od grania energetycznych, ale poza tym bardzo zachowawczych przeróbek bluesowych i rhythm'n'bluesowych standardów (np. "I Wish You Would" Billy'ego Boya Arnolda, "Good Morning Little Schoolgirl" Sonny'ego Boya Williamsona), po granie zahaczające o psychodelię ("For Your Love") lub zapowiadające nadejście hard rocka (zaczerpnięty z repertuaru Mose'a Allisona "I'm Not Talking"). Nie wszystkim w zespole odpowiadał taki zwrot. Eric Clapton był wówczas tak zakręcony na punkcie bluesa, że nie miał zamiaru grać czegokolwiek innego, co doprowadziło do jego odejścia z zespołu. O dziwo, przełomowym momentem nie było wcale nagranie okropnie banalnej piosenki pop "Sweet Music", lecz bardziej pasującego do reszty repertuaru "For Your Love". To kompozycja Grahama Gouldmana, późniejszego wokalisty i basisty 10cc, która nie spodobała się pozostałym muzykom jego ówczesnego zespołu, Mockingbirds. Jej potencjał dostrzegł jednak menadżer Gouldmana, który chciał sprzedać kompozycję Beatlesom, jednak wcześniej zainteresował się nią obóz The Yardbirds. To w zasadzie typowa dla tamtych czasów, proto-rockowa piosenka, wyróżniająca się jednak za sprawą instrumentarium rozbudowanego o klawesyn, kontrabas i bongosy. Sprzeciwiający się jej wydaniu Clapton odszedł w dniu premiery singla, który okazał się pierwszym przebojem grupy, zajmując miejsce w pierwszych dziesiątkach brytyjskiego i amerykańskiego notowania.

Funkcję nowego gitarzysty solowego The Yardbirds miał objąć Jimmy Page, jednak ostatecznie odmówił, proponując na swoje miejsce Jeffa Becka, który skorzystał z zaproszenia. W trzech kawałkach z jego udziałem, obecnych na tej kompilacji, uwagę zwraca zdecydowanie ostrzejsze, przesterowane brzmienie gitary. Jeśli gdzieś szukać początków hardrockowego brzmienia, to właśnie w tych nagraniach. Sam Jimi Hendrix zawsze wyrażał się bardzo pozytywnie o Becku i możliwe, że właśnie pod jego wpływem mocniej rozkręcił wzmacniacz i zaczął korzystać z gitarowych efektów. Oczywiście, brzmienie na recenzowanym krążku - czy jakimkolwiek innym z dyskografii Yardbirds - nie jest aż tak powalające, jak na wydanym dwa lata później debiucie Hendrixa. Najbardziej czadowemu "I'm Not Talking" bliżej w sumie do tego, co niedługo później grały grupy pokroju Bluesbreakers Johna Mayalla czy amerykańskie grupy wykonujące garażowego rocka. Z kolei "I Ain't Done Wrong" to już typowy dla Yardbirds rhythm'n'blues, tylko z agresywniejszym brzmieniem gitary. Warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy tym nagraniu, ponieważ wyjątkowo nie jest to przeróbka lub utwór napisany przez kogoś spoza zespołu, ale pierwsza autorska kompozycja muzyka grupy, a ściślej mówiąc wokalisty Keitha Relfa. Zdecydowanie mniej postępowo wypada "My Sloopy Girl", przeróbka hitu The McCoys, w tutejszej wersji brzmiąca jak rozwleczone wykonanie beatlesowskiej interpretacji "Twist and Shout".

Absolutnie nie klei się to wszystko w spójną całość. Słychać, że nagrania powstawały na przestrzeni dłuższego czasu i w różnych studiach (a czasem można wątpić, czy faktycznie w studiu), w dodatku w okresie, gdy zespół dopiero szukał odpowiedniej dla siebie stylistyki. Część tych kawałków w chwili wydania "For Your Love" brzmiała naprawdę świeżo, zaś inne okazały się reliktem wyraźnie już mijającej epoki. Co gorsze, te wykonania często brzmią naprawdę nieporadnie (szczególnie trzy ostatnie kawałki), a pozostałe okazują się ledwie poprawne. Ciekawe, czy ktokolwiek by pamiętał o tym wydawnictwie, gdyby nie późniejsza kariera Erica Claptona i Jeffa Becka? Ja na pewno nie zawracałbym sobie głowy jego opisywaniem.

Ocena: 5/10



The Yardbirds - "For Your Love" (1965)

1. For Your Love; 2. I'm Not Talking; 3. Putty (in Your Hands); 4. I Ain't Got You; 5. Got to Hurry; 6. I Ain't Done Wrong; 7. I Wish You Would; 8. A Certain Girl; 9. Sweet Music; 10. Good Morning Little Schoolgirl; 11. My Girl Sloopy

Skład: Keith Relf - wokal, harmonijka, instr. perkusyjne; Eric Clapton - gitara (1,3-5,7-10); Jeff Beck - gitara (2,6,11); Chris Dreja - gitara; Paul Samwell-Smith - gitara basowa, dodatkowy wokal; Jim McCarty - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Gościnnie: Brian Auger - klawesyn (1); Denny Pierce - bongosy (1); Ron Prentice - kontrabas (1); Giorgio Gomelsky - dodatkowy wokal (8); Manfred Mann - instr. klawiszowe i dodatkowy wokal (9); Tom McGuinness - gitara (9); Mike Vickers - gitara (9); Paul Jones - dodatkowy wokal (9)
Producent: Giorgio Gomelsky; Manfred Mann (9)


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Death - "Human" (1991)

[Recenzja] Republika - "Nowe sytuacje" (1983) / "1984" (1984)

[Recenzja] Present - "This Is NOT the End" (2024)

[Zapowiedź] Premiery płytowe kwiecień 2024

[Recenzja] Extra Life - "The Sacred Vowel" (2024)