[Recenzja] Yoko Ono - "Yoko Ono/Plastic Ono Band" (1970)



Ten album to właściwie efekt uboczny sesji nagraniowej solowego debiutu Johna Lennona - wydanego tego samego dnia, z niemal identyczną okładką i podobnym tytułem, "John Lennon/Plastic Ono Band". W trakcie jednego popołudnia sesji, w październiku 1970 roku, biorący w niej udział muzycy - Lennon, Ringo Starr i Klaus Voormann - zorganizowali, wraz z Yoko Ono, spontaniczne jam session. Materiał został zarejestrowany, zmiksowany i wraz z jednym nagraniem dokonanym przez Ono i innych instrumentalistów prawie trzy lata wcześniej, trafił na "Yoko Ono/Plastic Ono Band". Jest to album zupełnie inny od bliźniaczego wydawnictwa sygnowanego nazwiskiem Lennona - pozbawiony warstwy tekstowej, eksperymentalny, pozbawiony typowych struktur, w pewnym sensie wizjonerski, bo wpisujący się w ramy proto-punku, z pewnymi elementami kojarzącymi się z wówczas dopiero raczkującym krautrockiem, a nawet jeszcze nieznaną stylistyką no wave. Dodatkowo nie brak tu także nawiązań do muzyki konkretnej i free improvisiation.

Voormann i Starr grają w zupełnie nietypowy dla siebie, mechaniczny sposób, jaki - w bardziej dopracowanej formie - dopiero miał się stać znakiem rozpoznawalnym grup w rodzaju Neu! i Can. Najlepiej słychać to na przykładzie "Greenfield Morning I Pushed an Empty Baby Carriage All Over the City", zbudowanym na rytmicznej pętli. Tak samo Lennon gra tu na gitarze zupełnie inaczej niż zwykle, w atonalny sposób zdający się zapowiadać no wave. Tutaj trzeba wymienić przede wszystkim "Why" i "Touch Me". Bo już w takim "Why Not" partie gitary brzmią bardziej konwencjonalnie, niemal tradycyjnie bluesowo. Za to zawsze dalekie od zwyczajności są partie wokalne Ono, której wrzaski, piski i jęki stanowią próbę połączenia hetai - japońskiej techniki wokalnej wywodzącej się z teatru kabuki - ze śpiewem rockowych wykonawców. Tylko dzięki temu elementowi od całości nie odstaje "AOS" - nagranie z 29 lutego 1968 roku, dokonane podczas próby przed wspólnym występem (w londyńskiej Royal Albert Hall) Yoko i wybitnych muzyków freejazzowych: Ornette'a Colemana (tutaj występującego w roli trębacza), kontrabasistów Charliego Hadena i Davida Izenzona oraz perkusisty Eda Blackwella. To swobodna improwizacja, grana przez doświadczonych w takiej estetyce instrumentalistów - i może dlatego lekko rozczarowująca, ale wciąż interesująca. Podobnie jak cały album.

"Yoko Ono/Plastic Ono Band" to wydawnictwo raczej dla słuchaczy rockowej i jazzowej awangardy, niż miłośników The Beatles i solowego Johna Lennona. Oczywiście, nie jest to w żadnym razie wybitne dzieło, bo jednak grają tutaj (z wyjątkiem "AOS") instrumentaliści o raczej średnich umiejętnościach, pewniej czujący się w piosenkowym repertuarze (co udowadnia bardziej udany "John Lennon/Plastic Ono Band"). Trzeba jednak przyznać, że efekt jest nawet ciekawy i bezsprzecznie wizjonerski.

Ocena: 7/10



Yoko Ono - "Yoko Ono/Plastic Ono Band" (1970)

1. Why; 2. Why Not; 3. Greenfield Morning I Pushed an Empty Baby Carriage All Over the City; 4. AOS; 5. Touch Me; 6. Paper Shoes

Skład: Yoko Ono - wokal; John Lennon - gitara (1-3,5,6); Klaus Voormann - gitara basowa (1-3,5,6); Ringo Starr - perkusja (1-3,5,6); Ornette Coleman - trąbka (4); Charlie Haden - kontrabas (4); David Izenzon - kontrabas (4); Ed Blackwell - perkusja (4)
Producent: Yoko Ono i John Lennon


Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Od kiedy to takie komentarze są tu publikowane? Nawet jeśli trudno nie zgodzić się z meritum ;) Też mnie irytują te jej wokale, nie można im odmówić oryginalności, ale jak je słyszę, to przypomina mi się to: https://www.youtube.com/watch?v=HdZ9weP5i68 xD Sama muzyka jest jednak naprawdę ciekawa i wizjonerska, zresztą Ono nawet w wieku 80 lat pozostała poszukująca artystką, chociaż efekt mnie nie do końca przekonuje: https://www.youtube.com/watch?v=d3mvEfON2CI

      Nie żebym swoje wywody uważał za dużo lepsze. Odpiszę jeszcze pod “Senjutsu”, tylko muszę trochę zebrać myśli.

      Usuń
    2. Opinia faktycznie wyrażona w sposób, który nie powinien być akceptowalny w cywilizowanej dyskusji, ale w punkt. Tylko nie wiem, czy to miał być zarzut, czy pochwała.

      Usuń
  2. "Why", wraz z wydanym "LA Blues" przez The Stooges w tym samym roku, świetnie łączą proto punkowe granie z awangardowym podejściem. Cóż za powariowane granie!

    Nie zdziwiłbym się gdyby, The Pop Group, było pod wpływem tego albumu. Na "Y" efekt inspiracji awangardą, jest chyba jeszcze bardziej opętany i szaleńczy niż tutaj. Mimo wszystko, dokonanie TPG, jest jednak bardziej dopracowane i przemyślane (jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, w kontekście ich daleko odchodzącej od konwencjonalności, muzyki) niż u POB.

    Jedno jest pewne - oba wymienione albumy, są bardzo unikalne na skalę całej muzyki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)