17 listopada 2013

[Artykuł] Zaginiony album Pink Floyd

To mógł być jeden z najdziwniejszych i najbardziej oryginalnych albumów, jakie kiedykolwiek zostały nagrane. Niestety, nigdy nie został ukończony. Mowa o projekcie "The Household Objects" Pink Floyd. Muzycy chcieli wydać album, na którym zamiast tradycyjnych instrumentów, byłoby słychać jedynie... przedmioty codziennego użytku. Skąd taki pomysł i dlaczego płyta nigdy się nie ukazała, dowiesz się z poniższego tekstu.

Pink Floyd: Rick Wright, Roger Waters, Nick Mason i David Gilmour.

Sam pomysł narodził się już w 1969 roku i częściowo został zrealizowany w utworze "Alan's Psychedelic Breakfast" z albumu "Atom Heart Mother". Już w nim pojawiły się różne dodatkowe dźwięki - odgłosy przygotowywanego śniadania. Na początku 1971 roku, podczas kolejnej sesji nagraniowej (której ostatecznym rezultatem był album "Meddle"), muzycy postanowili pójść na całość i całkowicie zrezygnować z instrumentów muzycznych. Spędzili sporo czasu pracując nad płytą, która znana jest dzisiaj jako "Household Object" - wspominał John Leckie, operator taśm. Tworzyli akordy, stukając w butelki po piwie, darli gazety w celu uzyskania odpowiedniego rytmu i pryskali aerozolem, by osiągnąć brzmienie talerzy perkusyjnych. Głównym pomysłodawcą był Nick Mason, ale angażowała się cała czwórka. Problem polegał na tym, że zmierzało to donikąd. Muzycy w nagraniach wykorzystywali m.in. gumki recepturki, kieliszki do wina, zapalniczki, oraz miksery kuchenne. Wszystko oczywiście odpowiednio później przetwarzali, aby osiągnąć właściwe brzmienie. Podobno powstało wówczas około dwudziestu minut materiału, ale już po tygodniu muzykom znudziło się eksperymentowanie i zarzucili projekt.

Wrócili do niego jednak w grudniu 1973 roku, tuż po ogromnym sukcesie albumu "Dark Side of the Moon". Współpracujący wówczas z grupą inżynier dźwięku, Alan Parsons, opowiadał o tamtej sesji: Pamiętam, że rozciągnięto gumkę pomiędzy dwoma stołami, by uzyskać niski dźwięk. Za progi posłużyły zapałki. W jednym z ówczesnych wywiadów z Rogerem Watersem można było przeczytać: Zawsze uważałem, że rozróżnianie efektów dźwiękowych i muzyki jest głupotą. To bez znaczenia czy tworzysz dźwięki za pomocą gitary, czy otwierając wodę w kranie. Jednak, podobnie jak poprzednim razem, także wtedy muzycy szybko stracili zainteresowanie projektem. To jeden z tych szalonych kroków w bok, które człowiek czasem robi w życiu - mówił po latach David Gilmour. Wtedy wydawało nam się to dobrym pomysłem, ale bardzo szybko okazało się, że realizacja przekracza nasze możliwości, w każdym razie musiałaby nas kosztować wiele wysiłku. Uznaliśmy, że kontynuowanie tego projektu jest właściwie bezcelowe.

Tak naprawdę zawsze byłem trochę rozczarowany, że nic z tego wszystkiego nie wyszło - przyznawał Parsons. Nie do końca jest jednak prawdą, że nic z tego nie wyszło. Zarejestrowany wówczas dźwięk, uzyskany dzięki pocieraniu kieliszka palcem, został wykorzystany jako wstęp utworu "Shine on You Crazy Diamond". Ujawniony został jeszcze jeden fragment projektu, aczkolwiek dopiero w 2011 roku. Wśród bonusów najnowszej reedycji "Dark Side of the Moon" znalazł się m.in. utwór "The Hard Way", oparty na świetnej linii basu, uzyskanej za pomocą gumki recepturki. Być może w archiwach zespołu znajduje się więcej takich skarbów i kiedyś zostaną opublikowane.

4 komentarze:

  1. Wow, to byłby album :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój ukochany Pink Floyd :)
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając ten artykuł pomyślałem sobie, że pomysł na wydanie takiego albumu byłby kretyński, ale przesłuchawszy ten kapitalny utwór myślę, że mogłoby wyjść z tego coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam pomysł był świetny - to byłby najbardziej oryginalny, innowacyjny i odważny album nagrany przez zespół rockowy - w końcu do dziś żaden rockowy wykonawca takiego nie nagrał ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.