11 maja 2013

[Recenzja] King Crimson - "Islands" (1971)



King Crimson w początkach swojej działalności nie mógł utrzymać stałego składu. Z czterech albumów wydanych w latach 1969-71, każdy był nagrywany w innej konfiguracji personalnej. Nic dziwnego, że Robert Fripp - jedyny stały członek - poważnie rozważał zakończenie działalności i przyjęcie którejś z licznych ofert od innych zespołów, które chciały z nim współpracować. Saksofonista Mel Collins przekonał go jednak, aby się nie poddawał, po czym sam znalazł nowych muzyków: śpiewającego basistę Boza Burrella i perkusistę Iana Wallace'a. Skład ten okazał się kolejną efemerydą, istniejącą ledwie kilkanaście miesięcy. W tym czasie udało się jednak zarejestrować kolejny album studyjny - "Islands" - i wyruszyć w pierwszą trasę koncertową od czasu występów w oryginalnym składzie.

W nagraniach, poza podstawowym składem, wzięło udział wielu sesyjnych muzyków, w tym znany już z dwóch poprzednich albumów pianista Keith Tippett, a także liczni muzycy grający na instrumentach dętych i smyczkowych (większość z nich nie została nawet wymieniona w opisie na okładce). Album składa się z sześciu kompozycji Frippa. Do czterech z nich teksty napisał nadworny tekściarz Karmazynowego Króla, Peter Sinfield; dwa pozostałe są instrumentalne. "Islands" stanowi w pewnym sensie logiczną kontynuację "Lizards" i "In the Wake of Poseidon", na których pojawiły się wpływy jazzowe. Tutaj stały się one jeszcze wyraźniejsze, jednak album zawiera bardzo zróżnicowany materiał.

Całość rozpoczyna się od jazzująco-folkowego "Formentera Lady", wyróżniającego się bardzo luźną strukturą. Istotną rolę odgrywają improwizacje na pianinie, flecie i saksofonie, a także partie instrumentów smyczkowych. Całość została natomiast zbudowana na wyrazistej, ostinatowej linii basu, o niemal hipnotyzującym charakterze. Pojawia się też melodyjna partia wokalna - choć Burrell nie jest niestety wybitnym wokalistą i jego głos może nieco irytować. Instrumentalny "Sailor's Tale" to już improwizacja na całego, mocno zakręcona, z dominującą rolą ostrych partii saksofonu i gitary, melotronowym tłem, oraz trzymającą wszystko w ryzach grą sekcji rytmicznej. "The Letters" z początku jest subtelną balladą, o poruszającej melodii, lecz w pewnym momencie niespodziewanie następuje agresywne wejście saksofonu. Zalążkiem tego utworu była kompozycja "Drop In", napisana jeszcze w czasach Giles, Giles & Fripp, a wykonywana na żywo przez pierwsze wcielenie King Crimson (po latach jedno z wykonań znalazło się na albumie "Epitaph").

Otwierający drugą stronę winylowego wydania "Ladies of the Road" to trochę bardziej konwencjonalny, energetyczny utwór rockowy, z bluesującymi zagrywkami gitary i beatlesowskimi harmoniami wokalnymi w spokojniejszym refrenie. Nietypowy dla King Crimson jest także tekst o groupies, wyjątkowo bezpośredni, jak na Sinfielda. "Prelude: Song of the Gulls" to kolejna kompozycja napisana w czasach Giles, Giles & Fripp (wówczas nosiła tytuł "Suite No. 1"). Ładny instrumentalny utwór, wyraźnie inspirowany muzyką klasyczną - wykorzystano tu tylko obój, kornet i smyczki - stanowi wstęp do kompozycji tytułowej. To jeden z najpiękniejszych utworów w dorobku zespołu. Zaczyna się bardzo spokojnie, poruszającą partią wokalną z delikatnym akompaniamentem pianina i fletu. Kompozycja stopniowo się rozwija, dochodzą kolejne instrumenty, ale subtelny nastrój pozostaje do końca. A finałowa solówka Marka Chariga na kornecie jest prawdopodobnie najbardziej jazzowym momentem dyskografii King Crimson.

Choć poszczególne utwory są bardzo zróżnicowane, utrzymane w różnych stylach, razem tworzą całkiem spójną całość. Wyraźnie słychać tutaj pewną myśl przewodnią, dzięki której te różnorodne utwory doskonale się uzupełniają. Może tylko "Prelude: Song of the Gulls" sprawia wrażenie wyrwanego z kontekstu, ale traktowany jako wstęp do tytułowej kompozycji nabiera sensu. Ogólnie, "Islands" jest naprawdę udanym longplayem, niesłusznie pozostającym w cieniu kilku innych dzieł zespołu.

Ocena: 9/10



King Crimson - "Islands" (1971)

1. Formentera Lady; 2. Sailor's Tale; 3. The Letters; 4. Ladies of the Road; 5. Prelude: Song of the Gulls; 6. Islands

Skład: Boz Burrell - wokal i bass; Robert Fripp - gitara i instr. klawiszowe; Mel Collins - saksofon i flet, dodatkowy wokal; Ian Wallace - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Gościnnie: Keith Tippett - pianino; Robin Miller - obój; Mark Charig - kornet; Harry Miller - kontrabas (1,6); Paulina Lucas - dodatkowy wokal (1); Peter Sinfield - efekty
Producent: King Crimson


3 komentarze:

  1. Posłucham, coś mnie w tym zaciekawiło.
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ksiądz Piotruś11 września 2013 01:04

    Dla mnie na albumie najbardziej nudzący jest właśnie ten utwór klasyczny. Fajnie, że Fripp go sobie napisał, ale powinien raczej trafić do szuflady. Jest typowy. Formentera Lady to wg mnie najciekawszy utwór na płycie. Udane połączenie folku, jazzu i atmosfery tajemniczości. Dla mnie bolączką tego albumu jest raczej brak spójności i może lekki przerost kreatywności nad sensem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nie fakt, że tytułowy utworek za wolno się rozwija, a gość ma zbyt sakralny głos, było by prześwietnie, ale i Lizard i Islands to świetne płyty.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.