12 kwietnia 2013

[Recenzja] Alice in Chains - "Facelift" (1990)



Zbliżająca się premiera nowego albumu Alice in Chains to świetna okazja, aby przybliżyć dotychczasową twórczość tego zespołu. Jednego z najsłynniejszych i najważniejszych przedstawicieli sceny Seattle. Sami muzycy co prawda nie czuli się jej częścią i odrzucali przylepioną przez dziennikarzy etykietkę "grunge", jednak ich brudne, surowe brzmienie i ponura, depresyjna tematyka tekstów doskonale wpisują się w wspomniany nurt. Zespół wypracował jednak swój własny, rozpoznawalny styl, którego korzeni należałoby szukać w twórczości Black Sabbath. Podobieństwo tych dwóch zespołów kończy się jednak na ciężkim brzmieniu i ponurej atmosferze. Muzycy zaproponowali zupełnie inne podejście do konstrukcji riffów, solówek i melodii. A najbardziej charakterystyczną cechą stylu Alice in Chains są dopełniające się partie wokalne Layne'a Staleya i Jerry'ego Cantrella.

Na przełomie lat 1989/90 grupa zarejestrowała swój debiutancki album, zatytułowany "Facelift". Już tutaj muzycy pokazali talent do tworzenia całkiem solidnych utworów. Przyciągających uwagę czy to potężnymi riffami i metalowym czadem (rozpędzony "We Die Young" i wolniejszy "Man in the Box" - idealny duet na otwarcie) czy też interesującym nastrojem (mocarny "Love Hate Love", balladowy "Confusion") lub po prostu dobrymi melodiami (np. "Sea of Sorrow", "Bleed the Freak", "I Can't Remember", "It Ain't Like That"). Niestety, nie wszystkie z dwunastu zamieszczonych tutaj utworów trzymają wysoki poziom. W drugiej połowie albumu napięcie wyraźnie spada. Kawałki w rodzaju "Put You Down" i "Real Thing" są przeciętne i nic nie wnoszą do całości. Natomiast mieszane odczucia budzi we mnie funkujący "I Know Somethin (Bout You)", który mógłby być fajnym urozmaiceniem, gdyby tak bardzo nie odstawał od reszty albumu.

"Facelift" to w sumie udany debiut, pokazujący spory potencjał zespołu. Album jest jednak trochę nierówny i odrobinę przydługi - przy prawie godzinnym czasie trwania spokojnie można było zrezygnować z dwóch, trzech słabszych kawałków, co tylko wpłynęłoby z korzyścią na poziom i spójność tego wydawnictwa. Wciąż jednak jest to pozycja warta uwagi.

Ocena: 7/10



Alice in Chains - "Facelift" (1990)

1. We Die Young; 2. Man in the Box; 3. Sea of Sorrow; 4. Bleed the Freak; 5. I Can't Remember; 6. Love, Hate, Love; 7. It Ain't Like That; 8. Sunshine; 9. Put You Down; 10. Confusion; 11. I Know Somethin (Bout You); 12. Real Thing

Skład: Layne Staley - wokal; Jerry Cantrell - gitara i wokal; Mike Starr - bass; Sean Kinney - perkusja, pianino (3)
Producent: Dave Jerden


3 komentarze:

  1. "Zbliżająca się premiera nowego albumu Alice in Chains to świetna okazja, aby przybliżyć dotychczasową twórczość tego zespołu." - to zdanie out/do poprawki. Bo album się już ukazał 5 lat temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Data recenzji to wciąż 12 kwietnia 2013, więc nie ma czego tu poprawiać.

      Usuń
  2. Zgadzam się, gdyby usunąć "Put You Down" i "I Know Somethin (Bout You)" byłby to album zdecydowanie lepszy, dla mnie i tak 8/10.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.