28 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "Presto" (1989)



Muzycy Rush ugięli się pod krytyką swoich stricte popowych albumów "Power Windows" i "Hold Your Fire", a w rezultacie postanowili wrócić do bardziej rockowego grania. Na "Presto" syntezatory wciąż są obecne (szczególnie w "War Paint", "Red Tide"), ale zdecydowanie ustępują miejsca gitarom. Na tym jednak dobre wiadomości się kończą. Bo pod względem kompozytorskim jest niestety strasznie nijako i bezpłciowo. Longplay zdominowany jest przez proste, banalne melodycznie kawałki. Czasem naprawdę żenujące (na czele z "Anagram", "Red Tide"). W dodatku zespół wyraźnie nie był pewny, czy postawić na faktycznie rockowy czad i ciężar, czy zachować radiową przystępność i gładkość - zdecydowanie przeważa to drugie podejście, choć zdarzają się też iście hardrockowe, czy też raczej glammetalowe momenty (np. riff "Superconductor"). Nieco ciekawiej robi się w warstwie rytmicznej "Scars", z fajnym pulsem basu i inspirowaną muzyką afrykańską perkusją, ale mdła, rozwleczona melodia i tandetne syntezatory skutecznie obrzydzają ten kawałek. Ogólnie powstał strasznie nudny, trywialny i żałosny album. W sumie nie bardzo wiadomo dla kogo przeznaczony, bo jak na muzykę rockową, jest to zbyt wygładzone granie, a jak na pop - zbyt kiepskie melodycznie.

Ocena: 2/10



Rush - "Presto" (1989)

1. Show Don't Tell; 2. Chain Lightning; 3. The Pass; 4. War Paint; 5. Scars; 6. Presto;7. Superconductor; 8. Anagram (For Mongo); 9. Red Tide; 10. Hand Over Fist; 11. Available Light

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, syntezator; Alex Lifeson - gitara, dodatkowy wokal; Neil Peart - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Rupert Hine - instr. klawiszowe; Jason Sniderman - instr. klawiszowe
Producent: Rush i Rupert Hine


2 komentarze:

  1. Presto jest słabe ale na pewno lepsze od Hold your Fire, Power Windows i Roll the Bones więc ocena trochę za niska w stosunku do tamtych również słabych płyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Power Windows" i "Hold Your Fire" zdarzają się przyzwoite kawałki popowe, a na "Roll the Bones" - rockowe. Tutaj absolutnie nic mi się nie podoba, poza grą Lee i Pearta w "Scars". To taki rozmydlony rock nieudolnie próbujący być popem, tudzież nieco ostrzejszy pop nieudolnie próbujący być rockiem. Tak czy inaczej, za bardzo to wszystko mdłe.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.