25 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "Power Windows" (1985)



Coś poszło bardzo nie tak. "Power Windows" to bezpośrednia kontynuacja "Grace Under Pressure", z tą różnicą, że pod każdym względem gorsza. Brzmienie, mimo wciąż słyszalnej gitary, stało się dużo bardziej plastikowe. Kompozycje zostały jeszcze mocniej uproszczone, strywializowane, ale nie idzie za tym większa przebojowość. Wręcz przeciwnie - kawałki są zupełnie bezbarwne melodycznie. Utwory w ogóle nie angażują, to taka typowa muzyka do hipermarketu i przysłowiowych wind (za granicą mówią na to elevator music, lecz u nas nigdy nie spotkałem się z windą, w której byłaby odtwarzana muzyka) lub dla stacji radiowych grających bezpłciową muzykę dla osób nie chcących słuchać muzyki, tylko tła dla mechanicznie wykonywanych codziennych czynności. "Power Windows" przypomina produkt, tworzony według określonych norm, w celach czysto użytkowych. Być może w tym tkwią wielkie pieniądze, o których Geddy Lee śpiewa w pierwszym utworze. Ale nie ma w tym produkcie niczego wartościowego pod względem artystycznym. Niczego, co by rozwijało słuchacza lub chociaż zapewniało głębsze przeżycia estetyczne.

Ocena: 3/10

FAQ:

To czemu 3, a nie 1?

Ponieważ, mimo wszystko, jakiś poziom to trzyma. Mizerny, to fakt, ale przynajmniej nie jest to amatorszczyzna w stylu Ramones ani żaden sztampowy metal.



Rush - "Power Windows" (1985)

1. The Big Money; 2. Grand Designs; 3. Manhattan Project; 4. Marathon; 5. Territories; 6. Middletown Dreams; 7. Emotion Detector; 8. Mystic Rhythms

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, syntezator; Alex Lifeson - gitara; Neil Peart - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Andy Richards - instr. klawiszowe; Jim Burgess - syntezator
Producent: Peter Collins i Rush


10 komentarzy:

  1. "Ponieważ, mimo wszystko, jakiś poziom to trzyma. Mizerny, to fakt, ale przynajmniej nie jest to amatorszczyzna w stylu Ramones ani żaden sztampowy metal." ...ani "Trance Visionary", który kiedyś określiłeś najgorszym albumem, jaki kiedykolwiek słyszałeś. Takim, że inne 1-kowe albumy zasługują przy nim na podwyższenie oceny ;)

    A sam "Power Windows" to dla mnie także jeden z najsłabszych albumów Rush. Niezwykle lubię za to jego następcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, "Trance Visionary" jest poza skalą ;)

      Usuń
    2. W spisie poprawek nie ma nic o tym żebyś mu podwyższał/obniżał ocenę - czyżby Pałer Łindołs od poczatku miało 3?

      Usuń
    3. Post z oryginalną recenzją został skasowany dawno temu, a nie pamiętam jaka była ocena. Ale na pewno nie wyższa od 5, mogło być nawet 2.

      Usuń
    4. a tak w ogóle to okładka mi się, nie wiem czemu, kojarzy z "Misplaced Childhood" Marylionu. Podobnie dziadowska.

      Usuń
  2. Jak kiedyś skomentowałem pod inną recenzją - oni tu uskuteczniają popierdalanko w stylu Lady Pank. Bezbarwne granie do puszczenia w tle. Jedynie "Manhattan Project" jest nieco lepszy od reszty numerów tutaj. Chyba tylko "Presto" oceniam niżej od tego. Już nawet AORy z "Hold Your Fire" bardziej mi pasują.

    OdpowiedzUsuń
  3. Power Windows-Hold Your Fire-Presto-Roll The Bones. Nie wiem jakim cudem z rąk gości którzy nagrali 7 wyśmienitych płyt od 2112 do Grace Under Pressure, wyszły nagle takie 4 gówna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Roll the Bones to już powrót na prostą IMO. Mam nadzieję, że Paweł nie pominie tego niechlubnego okresu II połowy lat 80.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powrót to dopiero od Counterparts ale do przeciętności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co racja to racja, ale tam przynajmniej były utwory, które dało się nie tylko słuchać, ale i zapamiętać. Po pierdzielach nie należy spodziewać się odkrycia prochu. (Tak, wiem Allman Brothers)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.