13 grudnia 2012

[Recenzja] Bruce Dickinson - "Tyranny of Souls" (2005)



"Tyranny of Souls" to jedyny - przynajmniej na obecną chwilę - solowy album Bruce'a Dickinsona nagrany i wydany po jego powrocie do Iron Maiden. I zarazem najbliższy twórczości jego głównego zespołu. Takie utwory, jak "Abduction", "Soul Intruders" czy "Power of the Sun", spokojnie mogłyby trafić do repertuaru Żelaznej Dziewicy i nie wymagałyby nawet żadnych zmian. Wiele pozostałych nagrań również nie odchodzi daleko od tego stylu. Co najwyżej pojawiają się w nich nietypowe dla zespołu Steve'a Harrisa brzmienia elektroniczne ("Kill Devil Hill", "River of No Return", "Believil"). Czymś zupełnie innym jest jedynie częściowo akustyczny "Navigate the Seas of the Sun", z ładną, zupełnie niemaidenową melodią i wyjątkowo subtelnym śpiewem Dickinsona. To za mało, żeby uzasadnić sens wydania takiego albumu - wokalista mógł zachować swoje pomysły na kolejne wydawnictwo Iron Maiden. Inna sprawa, że poza "Navigate...", ewentualnie jeszcze "Abduction" i "Kill Devil Hill", jest to mocno przeciętny materiał, całkiem pozbawiony świeżości. Choć poza tandetnie popowym refrenem "Devil on a Hog" nie ma tutaj szczególnie irytujących momentów. Tylko po co w ogóle ten album powstał?

Ocena: 5/10



Bruce Dickinson - "Tyranny of Souls" (2005)

1. Mars Within (Intro); 2. Abduction; 3. Soul Intruders; 4. Kill Devil Hill; 5. Navigate the Seas of the Sun; 6. River of No Return; 7. Power of the Sun; 8. Devil on a Hog; 9. Believil; 10. A Tyranny of Souls

Skład: Bruce Dickinson - wokal; Roy Z - gitara, bass (7,9); David Moreno - perkusja; Ray Burke - bass (1,4-6,8,10); Juan Perez - bass (2,3); Maestro Mistheria - instr. klawiszowe
Producent: Roy Z


4 komentarze:

  1. W mojej ocenie płyta obok Accident of Birth to największe solowe osiągnięcie Dickinsona. Brak tu słabych utworów. Fantastyczne melodie, dobre brzmienie - czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy solowy Bruce jakiego usłyszałem (w okolicach premiery albumu), więc jakiś tam sentyment jest. Fajna, dość różnorodna płytka, z typowo ironowymi czadami (jak "Power of the Sun") i kawałkami które na płycie Maidenów raczej by się nie znalazły, przynajmniej w tamtym czasie. Spośród tego zestawu chyba najbardziej przypadł mi do gustu rozbudowany, nastrojowy "Navigate the Seas of the Sun" i "Kill Devil Hill" z fajną zmianą klimatu w drugiej połowie.

    Jak ci się podoba ten album po latach od napisania recenzji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Po co ten album powstał? Bruce'owi się nudziło między "Dance of Death" a "A Matter of Life and Death", ewentualnie bardzo polubił współpracę z Roy'em Z. I tyle.

    " Takie utwory, jak "Abduction", "Soul Intruders" czy "Power of the Sun", spokojnie mogłyby trafić do repertuaru Żelaznej Dziewicy i nie wymagałyby nawet żadnych zmian. ". No niekoniecznie, bo McBrain nie gra - z jednym wyjątkiem - na podwójnej stopie ;) Choć akurat w "Power of the Sun" tego brakuje.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.