[Recenzja] Pearl Jam - "Vs." (1993)



Drugi album Pearl Jam jest zarazem jego drugim najbardziej cenionym. Choć komercyjnie był potężnym sukcesem, nie dorobił się aż tak kultowego statusu, jak debiutancki "Ten". Cóż, nie ma tu wielkich przebojów na miarę "Jeremy" czy "Even Flow", nie wspominając już o będącym niemalże pokoleniowym hymnem "Alive". Pod każdym innym względem jest to jednak płyta lepsza od poprzednika. Udało się tu zresztą uniknąć jego dwóch największych problemów. Znacznie poprawiło się brzmienie, stając się bardziej klarowne, jednocześnie zachowując odpowiedni ciężar oraz grunge'ową surowość. To zasługa nowego producenta i inżyniera dźwięku, Brendana O'Brien, współpracującego zresztą z zespołem do dzisiaj. Druga różnica, a zarazem istotny postęp, to bardziej wyrównany poziom utworów.

Album początkowo miał nosić tytuł "Five Against One" - identyczny wers pojawia się w utworze "Animal" - jednak w ostatniej chwili zmieniono go na krótsze, a zachowujące sens "Vs.". Zespół najwyraźniej lubił krótkie tytuły, bo niemal cała tracklista to pojedyncze słowa. Kiedy już jednak następuje odejście od tej reguły, to zdarza się przesada w drugą stronę: vide "Eldery Woman Behind the Counter in a Small Town". Tytułową kontrę można rozumieć na rożne sposoby. Często uznaje się go za sprzeciw wobec nieustannego porównywania Pearl Jam z innymi grupami ze sceny Seattle, robienia z nich konkurencji, choć w rzeczywistości ich muzyków łączyły kumpelskie relacje. Ale można też ten tytuł potraktować jako temat przewodni albumu, gdyż wiele tekstów to wyraz protestu - wobec przemocowego rodzicielstwa ("Daughter"), łatwego dostępu do broni ("Glorfield G"), brutalności i rasizmu policji ("W.M.A."), wykorzystywaniu twórców przez przemysł fonograficzny ("Blood") czy brakom perspektyw w małych miejscowościach ("Eldery Woman…").

Pod względem instrumentalnym "Vs." pokazuje Pearl Jam przede wszystkim w bardziej żywiołowym wydaniu. Najlepszym tego przykładem rozpędzony "Rearviewmirror", jeden z najbardziej ekspresyjnych, a zarazem najmocniejszych melodycznie kawałków w całym dorobku zespołu. Choć nie był singlem, wszedł do stałego repertuaru koncertów, a w 2004 roku trafił na kompilację największych przebojów grupy, której dal swój tytuł. Więcej takiego surowego, energetycznego i chwytliwego grania przynoszą "Go", "Rats", "Leash" czy niestety popadający w przesadny banał "Glorfield G". Nierzadko dochodzą do tego wyraźnie funkowe rytmy, jak w "Animal", "Blood", a zwłaszcza "W.M.A.". Trochę bardziej stonowanym, wolniejszym kawałkiem jest "Dissident", który jednak wciąż ma to brudne, grunge'owe brzmienie. Większe urozmaicenie przynoszą "Daughter" i "Eldery Woman Behind the Counter in a Small Town", oba z bardziej wypukloną warstwą melodyczną oraz wzbogacone akustycznymi gitarami, choć w tym pierwszym jest też trochę grunge'owego przybrudzenia. Największym zaskoczeniem mogł być natomiast "Indifference" - bardzo nastrojowy, nieco tajemniczy utwór, z organowym tłem, kontrabasem i nietypowymi, jak na ten zespół partiami gitar. To jedno z najbardziej niedocenianych nagrań Pearl Jam, absolutnie wyjątkowe w jego dorobku. Nigdzie indziej muzycy nie stworzyli tak psychodelicznego, nieco odrealnionego klimatu.

"Vs." przez blisko dwie dekady był dostępny jedynie w podstawowym wydaniu. Dopiero w 2011 roku doczekał się wznowienia z dodatkowym materiałem. Wśród bonusów pominięto jednak nagrania ze stron B singli i odrzuty, które w międzyczasie ukazały się na kompilacji "Lost Dogs". Stąd też ponowny brak jednego z najlepszych kawałków, jakie zarejestrowano podczas tej sesji - "Alone" z singla "Go", świetnie łączącego dość posępną, duszną atmosferę z ciężkim, brudnym brzmieniem i niezłą melodią. Reedycja zawiera natomiast trzy nagrania z okresu prac nad "Vs.", w tym dwa premierowe. "Hold On" to nowe opracowanie odrzutu z "Ten", znanego już ze wspomnianej składanki. W tej wersji zaaranżowany jest jednak bardziej oszczędnie - partii wokalnej towarzyszą jedynie akustyczne gitary. I w takim opracowaniu brzmi znacznie lepiej, ma fajny klimat, a linia melodyczna jest silniej zaznaczona. "Cready Stomp" to z kolei instrumentalny jam, który w najlepszym przypadku można uznać za nic nie wnoszący przerywnik. Ostatnim bonusem jest natomiast kompozycja dostępna wcześniej wyłącznie na "Sweet Relief", kompilacji różnych wykonawców z kompozycjami Victorii Williams. Przeróbka "Crazy Mary" to kolejny łagodny, bardzo zgrabny utwór. Niewątpliwie bardziej popowy niż inne ówczesne dokonania grupy, zawierający nawet żeńskie chórki, zresztą w wykonaniu samej kompozytorki.

"Vs." pokazuje fajny rozwój zespołu, który dopracował to, co mu najlepiej wychodziło, a także przekonująco dodał do swojego stylu nowe elementy, zachowując integralność stylu. Zdominowaną przez rockowy czad płytę urozmaicają utwory o innym klimacie, z brzmieniami akustycznymi czy klawiszowymi oraz mniejszej intensywności, ale są stosunkowo nieliczne i rozmieszczone w taki sposób, że całość zachowuje właściwą dynamikę oraz spójność.  A tych mniej wyrazistych kawałków nie zostawiono tym razem na sam koniec longplaya; zresztą na dwanaście ścieżek mam zastrzeżenia tylko do jednej, która pojawia się prawie na samym początku. Dodatkowym atutem drugiego albumu Pearl Jam jest brzmienie, dzięki czemu ten energetyczny materiał faktycznie ma w sobie sporo źycia.

Ocena: 8/10

Zaktualizowano: 4.2025



Pearl Jam - "Vs." (1993)

1. Go; 2. Animal; 3. Daughter; 4. Glorified G; 5. Dissident; 6. W.M.A.; 7. Blood; 8. Rearviewmirror; 9. Rats; 10. Eldery Woman Behind the Counter in a Small Town; 11. Leash; 12. Indifference

Skład: Eddie Vedder - wokal, gitara (8,10); Mike McCready - gitara; Stone Gossard - gitara, dodatkowy wokal; Jeff Ament - gitara basowa, kontrabas; Dave Abbruzzese - perkusja
Producent: Brendan O'Brien i Pearl Jam


Komentarze

  1. No, fajnie że go nie skrzywdziłeś. Indifference brzmi jak The Doors

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy psychodeliczny kawałek z organami brzmi jak The Doors, ten też nie. W ogóle nie kojarzy mi się z klasycznym rockiem, raczej z nowszymi nurtami, może z ambient-popem nawet.

      Usuń
    2. Mi kojarzy od wielu lat. Ma prawo.

      Usuń
    3. Jak już to "Indifference" jest bliżej do "Planet Caravan" pod względem klimatu.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)