30 września 2012

[Recenzja] Soundgarden - "Badmotorfinger" (1991)



Jak każdy słuchający rocka nastolatek, na początku swojej muzycznej drogi przechodziłem fascynację Nirvaną. Kilka lat później największym uwielbieniem darzyłem Pearl Jam. Dziś jednak z zespołów grunge'owych najbardziej cenię Alice in Chains i Soundgarden. Choć w przypadku tego drugiego, nigdy nie udało mi się przekonać do jego najwcześniejszych dokonań (debiutanckiego "Ultramega OK" i jego następcy, "Louder Than Love"). Dla mnie Soundgarden zaczyna się od trzeciego albumu, "Badmotorfinger". Zresztą dla samego zespołu także było to przełomowe wydawnictwo, po którego premierze został zauważony w muzycznym świecie.

Na tle wcześniejszej twórczości, "Badmotorfinger" wyróżnia się na pewno lepszym, mocniejszym brzmieniem. Ale przede wszystkim, muzycy rozwinęli się jako kompozytorzy. Takie utwory, jak "Rusty Cage", "Outshined", "Slaves & Bulldozers", "Jesus Christ Pose" czy "Holy Water" fantastycznie łączą dobre melodie i sabbathowy ciężar. Wpływ Black Sabbath na grupę jest niekwestionowany, jednak nie ma tutaj zbyt oczywistych nawiązań ani bezrefleksyjnego kopiowania. Muzycy stworzyli swój własny styl, na miarę lat 90. Słychać tu zresztą także inne wpływy, jak punk rock ("Face Pollution"), rock tzw.  alternatywny ("Somewhere"), a nawet pojawia się odrobina psychodelii ("Search with My Good Eye Closed", "Mind Riot"). Świetnym - i niekonwencjonalnym, jak na taką muzykę - pomysłem było dodanie partii saksofonu i trąbki w "Room a Thousand Years Wide" i "Drawing Flies". Ten pierwszy to zresztą mój ulubiony kawałek w całym repertuarze Soundgarden. Jest tu wszystko, za co cenię zespół, a dodatkowo wspomniane dęciaki dodają lekko jazzowego posmaku. Nie przekonuje mnie natomiast finałowy "New Damage", który nie wnosi już nic ciekawego i tylko niepotrzebnie wydłuża album.

Mocnym elementem zespołu jest Chris Cornell, który ze wszystkich grunge'owych wokalistów ma zdecydowanie najlepszy głos i największe umiejętności śpiewania. Nie można jednak zapomnieć o umiejętności Kima Thayila do tworzenia świetnych riffów, ani o sekcji rytmicznej, która nie ogranicza się do konwencjonalnego akompaniamentu. Wśród zespołów grunge'owych Soundgarden wyróżnia się bardziej eksperymentalnym podejściem, objawiającym się poprzez kombinowanie z nietypowym strojeniem gitar lub nieoczywistym metrum. Na "Badmotorfinger" otrzymujemy to wszystko w bardziej dojrzałej formie, niż na wcześniejszych wydawnictwach. Album jest jednak nieco za długi i przez to pod koniec robi się lekko nużący.

Ocena: 8/10



Soundgarden - "Badmotorfinger" (1991)

1. Rusty Cage; 2. Outshined; 3. Slaves & Bulldozers; 4. Jesus Christ Pose; 5. Face Pollution; 6. Somewhere; 7. Search with My Good Eye Closed; 8. Room a Thousand Years Wide; 9. Mind Riot; 10. Drawing Flies; 11. Holy Water; 12. New Damage

Skład: Chris Cornell - wokal i gitara; Kim Thayil - gitara; Ben Shepherd - bass; Matt Cameron - perkusja
Gościnnie: Scott Granlund - saksofon (8,10), Ernst Long - trąbka (8,10)
Producent: Terry Date i Soundgarden


23 komentarze:

  1. już pisalem ale co tam, dla mnie pierwsze 4 kawałki miazga a reszta co najwyżej przeciętna... lepiej by było gdyby na płytce było mniej kawałków, wtedy byłoby lepsze wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No burwa, kiedyś draźniła mnie ta siódemka która tu widniała, szczególnie w kontraście z najnowszym (i ostatnim w ogóle, zapewne). Tak, długość męczy, o ile pamiętam to dwa ostatnie mnie za ostatnim słuchaniem już wchłonąłem tylko po to by mieć odfajkowany cały album (w ramach słuchania całego SG po śmierci Cornella). Dziwne, Louder Than Love chyba raczej Ci się podobało (z tego co pisałeś), a Ultramgi też nie zmieszałeś z błotem. Na dzień dzisiejszy to właśnie ten ostatni jest moim ulubionym albumem SG, który podobnie jak inne zespoły z czasów licealnych, przestał już na mnie robić wrażenie.

    najbardziej Sabbath jest słyszalny własnie na poprzedniku tego albumu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Louder Than Love" nie jest zły, ale przesłuchałem go 2 czy 3 razy i więcej nie wracałem. A "Badmotorfinger" i "Superunknown" swego czasu mocno katowałem ;)

      Usuń
  3. Co do pierwszego zdania, to ja nie miałem takiej fascynacji, nawet teraz twórczość Nirvany podoba mi się bardziej niż kiedyś.

    A co do recenzji, to zachęciła do wgłębienia się w dyskografię, bo znam "tylko" dość sporo pojedynczych utworów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, bo Soundgarden to bardzo dobry zespół rockowy.

      A Nirvana była jednym z pierwszych zagranicznych, jakich słuchałem. Zaczęło się od zobaczenia w telewizji teledysku do "Smells Like Teen Spirit", w efekcie czego kupiłem sobie składankę "Nirvana". Potem poznałem lepsze kapele ;)

      Usuń
    2. Nie dziwię się, bo od Nirvany zaczyna większość rockowców, ale o dziwo w okresie nastoletnim jakoś nie przemawiała do mnie ich twórczość - może "Come as You Are" i "Something in the Way" ceniłem bardziej od reszty. Wróciłem po paru latach i lepiej przyswoiłem tę ich muzykę, szczególnie przekonałem się do "Bleach". Dlatego obecnie bardziej polecam i czerpię większą radość ze słuchania. U Ciebie było chyba odwrotnie (?).

      Usuń
    3. Tak. Uznałem, że to zbyt szczeniacka i prostacka muzyka. To jednak wciąż jeden z lepszych zespołów, na jakie może natrafić początkujący słuchacz przy pobieżnym sprawdzeniu tematu. Ale i dość niebezpieczny dla takich osób, bo mogący ich łatwo sprowadzić na manowce - zaczną słuchać jakiś śmieciowych (pop)punków, post-grunge'ów, nu metali i innego syfu. Sam to niestety przerobiłem.

      Usuń
    4. To pewnie dawno słuchałeś Nirvanę. Bo ciekawi mnie co obecnie myślisz o ich wydawnictwach, ale pewnie i za ich twórczość się weźmiesz przy okazji aktualizacji?

      Usuń
    5. A uwierzyłbyś, że można tego samego dnia poznać "Nevermind" i "Wish You Were Here" i oboma być równie zachwyconym ? :D Miałem tak całe lata temu. Od tych dwóch albumów zacząłem swoją przygodę z muzyką. Soundgarden też się przewijało i miało na mnie jakiś wpływ, przewijał mi się w MTV, gdy była to jeszcze stacja muzyczna. ;)

      Usuń
    6. @Fan Filmów - Tak, dawno nie słuchałem. Nie wiem jeszcze czy też będę poprawiał.

      @pablo... - Jasne, czemu miałbym nie uwierzyć? Sam zacząłem słuchać Nirvany i Pink Floyd w mniej więcej tym samym momencie. I oba lubiłem. Choć początkowo bardziej Nirvanę ;)

      Usuń
    7. Taaaaaaak za szczeniaka ta energia i gitarowy wykop najsilniej działały na wyobraźnię. Ale jednak bardzo szybko Floydzi zaczęli przewyższać... w tamtym okresie żaden dźwięk, jaki usłyszałem, nie mógł się równać z motywem gitarowym rozbrzmiewającym w "Shine On You Crazy Diamond" (chyba nie muszę mówić, o który chodzi). Zresztą dzisiaj niewiele się w tej kwestii zmieniło ;)

      Usuń
    8. Rzadko już słucham Floydów, bo większość ich albumów mogę sobie odtworzyć ze szczegółami w głowie. Ale jak już słucham "w oryginale", to wciąż robią wielkie wrażenie ;)

      Usuń
  4. Wiem, komentarz powinien być pod Iceage, ale ponieważ durno wyglądałby tam monolog to piszę go tutaj, trochę rozwijając temat "syfu", który pojawił się teraz: Co podoba się Tobie w post punku (do którego zaliczasz tam Iceage), który jest podobnie jak wszystkie punki graniem regresywnym, zwijką w stosunku do świetnych lat 65-75 i czymś co próbuję posępnym aranżem udawać coś ambitniejszego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post-punk jest przeciwieństwem punkrockowego regresu. Owszem, te najbardziej znane kapele (np. The Police, U2, The Cure) nie wniosły nic do muzyki, ale poza mainstreamem działo się dużo ciekawych rzeczy. To właśnie post-punk i new wave były najbardziej eksperymentalnymi i progresywnymi nurtami rocka w latach 80. Posłuchaj np. Television albo Talking Head - ani to prostackie, ani posępne, ani regresywne, ani nie próbuje udawać czegoś ambitnego.

      Usuń
    2. @Filip M choćbyś szukał miesiącami, nie znajdziesz bardziej rozwojowych stylistyk na przełomie lat 80 od post punku i nowej fali ;) Thrash metal był w pewnym stopniu powiewem świeżości, ale to jednak post punk najbardziej popychał wtedy rocka do przodu.

      Usuń
    3. Thrash był tylko połączeniem heavy metalu i punk rocka, które okazało się ślepą uliczką - z inspiracji nim nie powstało już nic nowego, tylko setki identycznie grających kapel, będącymi coraz gorszymi epigonami Metalliki, Slayera i Megadeth.

      Za to post-punk i new wave faktycznie przyczyniały się do powstawania coraz to nowszych rzeczy.

      Usuń
    4. Odnosiłem się tu rzecz jasna do tzw. pierwszej fali thrashu, czyli powiedzmy klasycznej Wielkiej Siódemki. Dalej faktycznie nic nowego z tego nie wynikło i kolejne grupy były tylko naśladowcami, ale to już nie wina ani Metalliki, ani Megadeth, ani Slayera ;)

      Usuń
    5. Tak, tylko to pokazuje, że styl tych zespołów już sam w sobie był zupełnie nieinspirujący w tym sensie, że nikogo nie zachęcił do twórczych poszukiwań, a jedynie do ślepego naśladownictwa.

      Usuń
    6. A groove metal to aby nie jest coś co było ewolucją thrashu i czymś do czego powstania się przyczynił? Nowsze wydawnictwa Pantery, Sepultura i wszystkie projeksty braci Cavalera, początki Machine Head?

      W wakacje recenzji będzie więcej, mniej czy to nie ma wpływu?

      Usuń
    7. Żaden z tych zespołów nie wniósł nic nowego do muzyki. Tylko nieznacznie przetworzyły to, co było już wcześniej. Groove metal to jedna z tych licznych, a zupełnie niepotrzebnych etykiet.

      "Wakacje" mam od końca kwietnia, więc nic się nie powinno zmienić. Teoretycznie mogłyby się pojawiać częściej zupełnie nowe recenzje (bo niektóre z ostatnich były pisane nawet z dwutygodniowym wyprzedzeniem), ale sobie tak wymyśliłem, że publikuję co drugi dzień (i co druga recenzja to jazz, a pozostałe - niejazz, choć od tej reguły są wyjątki). Dzięki temu mam dużo czasu na poprawianie starych tekstów.

      Usuń
    8. A w ogóle uważasz, że na tym albumie perkusja brzmi sporo za lekko? O ile sprawdza się to w kawałkach dynamicznych, których tutaj jest mniejszość (ze 4?) to w czołgach typu Slaves and Bulldozers prosiłoby się o mniej wysokich tonów w perkusji.

      W ogóle w temacie produkcji, już wiem co mi przeszkadza w wielu starszych albumach - gitara, szczególnie solówki brzmi często bardzo niechlujnie, tak jakby gitarzysta nie dawał każdemu dźwiękowi wybrzmieć, a właśnie perkusja brzmi kartonicznie, jakby ktoś grał na pudłach z tektury - takie mysli naszły mnie parę miesięcy temu jak słuchałem płyty "Layla and other Assorted Love Songs"

      Jeszcze młodyś, noga się zrasta szybko, a po lekkim spadku ilości recenzji sądziłem że już wróciłeś do aktywności, porannych gimnastyk i biegów do szkoły. A nauczycielowi chyba też podczas nieobecności robią się zaległości? Chociażby programowe. Przepraszam za małpią złośliwość.

      Fajnie że poprawiasz stare recenzje, z tego co pamiętam to mówiłeś że z sentymentu zostawiłeś 360(?) ocen, więc rzeczywiście sporo tego i częstsze nowe recenzje wymagałyby od Ciebie 24/7 przed ekranem.

      Być może w "wakacje" będę przejazdem w Gdańsku. Być może, bo nawet nie wiem kiedy i czy, nie zależy to ode mnie. Co Ty na to by się wtedy spotkać?

      Usuń
    9. Perkusja to ostatni instrument na jaki zwracam uwagę i nie, nie zauważyłem, żeby brzmiała za lekko. Brzmienie na starszych i nowszych albumach różni się według mnie tym, że na tych pierwszych jest więcej przestrzeni, dynamiki i naturalności, a nowsze mają brzmienie gęstsze, bardziej intensywne i często całkiem pozbawione dynamiki. Mnie bardziej odpowiada to pierwsze.

      To bardziej skomplikowana sprawa, bo to nie złamanie, a zwichnięcie. Wszystko się zrosło, ale muszę się jeszcze wyrehabilitować. Cóż, zwolnienie dostałem do końca czerwca. A w pracy ktoś mnie czasowo zastąpił.

      Ta liczba, którą wtedy podałem, to były losowe cyfry wciśnięte na klawiaturze. Tak szczerze, to nie mam pojęcia ile takich ocen zostało.

      A takim spotkaniom jestem z różnych względów przeciwny.

      Usuń
    10. W drugą stronę też można przegiąć - na takim Cure - Pornography, perkusja brzmi tak tłukowato i głucho, że tego nie da się słuchać. Na całą sekcję rytmiczną zwracam dużą uwagę. W ogóle jak jakiś instrument ma skaszanioną produkcję to odbiera to zawsze przyjemność ze słuchania.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.