1 sierpnia 2012

[Recenzja] Scorpions - "Tokyo Tapes" (1978)



W pierwszych latach swojej profesjonalnej kariery, grupa Scorpions zdobyła popularność jedynie w Japonii (gdzie właściwie każdy zachodni wykonawca, który odwiedzał ten kraj, odnosił sukces). Nic dziwnego, że właśnie tam zarejestrowana została pierwsza koncertówka zespołu. "Tokyo Tapes" to zapis występów z 24 i 27 kwietnia 1978 roku w stolicy Japonii. Były to jedne z ostatnich koncertów Scorpions z Ulim Jonem Rothem, który postanowił odejść z przyczyn artystycznych (nie odpowiadał mu komercyjny kierunek, w jakim chcieli iść Klaus Meine i Rudolf Schenker).

Na repertuar "Tokyo Tapes" składają się głównie utwory z czterech albumów Scorpions z Rothem. Ich wybór pozostawia sporo do życzenia. Kawałki w rodzaju np. "Backstage Queen", "Steamrock Fever" czy "Robot Man" zdecydowanie nie należą do ich najlepszych fragmentów (szkoda, że na ich miejscu nie znalazły się "This Is My Song", "Life's Like a River" i "The Sails of Charon"). Debiutancki "Lonesome Crow" reprezentowany jest tylko jednym utworem ("In Search of the Peace of Mind"). Ponadto w repertuarze znalazł się jeden premierowy utwór (całkiem nijaki "All Night Long"), jedna strona B singla (banalny "Suspender Love"), oraz kilka coverów (rockandrollowe standardy "Hound Dog" i "Long Tall Sally", oraz tradycyjna japońska pieśń "Kojo No Tsuki").

Z wykonaniem jest różnie. Muzycy próbują nadać swoim utworom nowego kształtu, ale zdecydowanie brakuje im improwizatorskich umiejętności na miarę choćby Deep Purple czy Led Zeppelin. Szczególnie żałośnie wypadają kanciaste solówki perkusyjne Hermana Rarebella ("Top of the Bill", "He's a Woman - She's a Man"). Irytują niektóre decyzje zespołu, jak pominięcie pierwszej części i pozbawione inwencji rozciągnięcie ostatniej w "Fly to the Rainbow", czy znaczne uproszczenie "In Search of the Peace of Mind", w wyniku którego ten złożony, w wersji studyjnej, utwór tutaj brzmi jak ogniskowa przyśpiewka. Zupełnie bez pomysłu wykonane zostały oba standardy. Z drugiej strony zyskują np. "Speedy's Coming", "In Trance", czy przede wszystkim "We'll Burn the Sky" - w tej wersji z lepszym, niepłaczliwym śpiewem Meine'a i świetną, wydłużoną solówką Rotha. Ciekawym momentem jest też na pewno śpiewany a capella "Kojo No Tsuki", dodający całości kolorytu. Do udanych fragmentów zaliczyć można też "Pictured Life" i "He's a Woman..." (pomimo nieudanego popisu Rarebella).

"Tokyo Tapes" na pewno wiele by zyskał, gdyby skrócono go do jednej płyty. A tak, fajne momenty przeplatają się z po prostu kiepskimi. Czyli dokładnie tak samo, jak na studyjnych albumach zespołu z Rothem. "Tokyo Tapes" doskonale zatem podsumowuję ten okres twórczości Scorpions.

Ocena: 6/10



Scorpions - "Tokyo Tapes" (1978)

LP1: 1. All Night Long; 2. Pictured Life; 3. Backstage Queen; 4. Polar Nights; 5. In Trance; 6. We'll Burn the Sky; 7. Suspender Love; 8. In Search of the Peace of Mind; 9. Fly to the Rainbow
LP2: 1. He's a Woman - She's a Man; 2. Speedy's Coming; 3. Top of the Bill; 4. Hound Dog; 5. Long Tall Sally; 6. Steamrock Fever; 7. Dark Lady; 8. Kojo No Tsuki; 9. Robot Man

Skład: Klaus Meine - wokal; Rudolf Schenker - gitara; Uli Jon Roth - gitara, wokal (LP1: 4,9, LP2: 7); Francis Buchholz - bass; Herman Rarebell - perkusja
Producent: Dieter Dierks

Po prawej: okładka wydania z Korei Południowej.


2 komentarze:

  1. Prawie doskonała koncertówka. Trochę niepotrzebne Hound Dog i Long Tall Sally. Dużym minusem jest brak The Sails of Charon. Czy w ogóle ten numer zespół wykonywał na żywo? Poza tym obłędne wykonanie We'll Burn the Sky. Cudowne solówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "The Sails of Charon" niestety nie był nigdy grany na żywo.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.