29 lipca 2012

[Recenzja] Scorpions - "Virgin Killer" (1976)



Album "Virgin Killer" pamiętany jest głównie za sprawą swojej kontrowersyjnej okładki, która w połączeniu z tytułem nabiera jeszcze bardziej perwersyjnego charakteru. Choć zdaniem muzyków tytułowym zabójcą dziewic jest czas, a okładka została narzucona przez wydawcę. RCA poszło na całość - mówił w jednym z wywiadów Klaus Meine. Dzisiaj, kiedy myślisz o dziecięcej pornografii, nigdy byś czegoś takiego nie zrobił. Nie robiliśmy tego [jednak] z myślą o pornografii, lecz o sztuce. Ale firma płytowa popchnęła nas w taką stronę, bo świadomie chciała wywołać kontrowersje. Miało to pomóc w sprzedaży albumu. W wielu krajach album ukazał się z zupełnie inną okładką, przedstawiającą muzyków w pozach sprawiających wrażenie świętowania z radości, że ominęły ich konsekwencje za oryginalny projekt. Sprawa odżyła jednak w XXI wieku, gdy brytyjska organizacja Internet Watch Foundation wymusiła zablokowanie artykułu o albumie na Wikipedii (przywrócono go jednak po kilku dniach), a FBI postanowiło przesłuchać członków zespołu.

Pod względem muzycznym jest natomiast całkiem konwencjonalnie. Zespół kontynuuje drogę obraną na dwóch poprzednich longplayach, robiąc kolejny krok w stronę mega-komercyjnego grania, jakie przyniesie mu sławę już trzy lata później. Ewidentnie świadczy o tym pierwsza strona winylowego wydania, skomponowana głównie przez Meine'a i Rudolfa Schenkera. Kawałki "Catch Your Train" i "Backstage Queen" to zwykła sztampa, a ballada "In Your Park", choć nawet ładna melodycznie, razi naiwnością. Nieco lepiej prezentuje się energetyczny "Pictured Life", w którego skomponowaniu pomógł Uli Jon Roth. Ale już napisany wyłącznie przez niego tytułowy "Virgin Killer" wypada dość nijako muzycznie, zaś wokal Klausa brzmi jak autoparodia. Jest jednak jeszcze druga strona, pokazująca zespół od znacznie lepszej, mniej komercyjnej strony. Aż trzy z tych czterech utworów zostały skomponowane przez Rotha. Energetyczny "Hell-Cat" (w którym partia wokalna Uliego momentami ociera się o rap), nieco psychodeliczny "Polar Nights", oraz całkiem zgrabna i nastrojowa ballada "Yellow Raven" (z mocniejszym zakończeniem) przypominają o jego fascynacji Jimim Hendrixem. Nawet kolejna kompozycja spółki Meine/Schenker, "Crying Days", wypada całkiem dobrze - to kolejna ballada, ale zamiast lukru, tym razem otrzymujemy dość ciężkie brzmienie i nawet ciekawy klimat.

"Virgin Killer" to album bardzo nierówny, w najgorszych momentach brzmiący bardzo naiwnie i tandetnie, ale w tych lepszych naprawdę udany. Jako całość przekonuje bardziej od poprzednika, ale to wciąż tylko przeciętne hardrockowe wydawnictwo, jakich w tamtym czasie ukazywało się całe mnóstwo - i lepszych, i gorszych, ale podobnie jak "Virgin Killer", nic już do tego stylu nie wnoszących.

Ocena: 6/10



Scorpions - "Virgin Killer" (1976)

1. Pictured Life; 2. Catch Your Train; 3. In Your Park, 4. Backstage Queen; 5. Virgin Killer; 6. Hell-Cat; 7. Crying Days; 8. Polar Nights; 9. Yellow Raven

Skład: Klaus Meine - wokal (1-5,7,9); Rudolf Schenker - gitara, dodatkowy wokal; Uli Jon Roth - gitara, wokal (6,8), dodatkowy wokal; Francis Buchholz - bass; Rudy Lenners - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Achim Kirschning - instr. klawiszowe
Producent: Dieter Dierks

Po prawej: ocenzurowana wersja okładki.


2 komentarze:

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.