27 lipca 2012

[Recenzja] Scorpions - "In Trance" (1975)



Na okładce "In Trance", trzeciego albumu Scorpions, po raz pierwszy pojawiło się charakterystyczne logo grupy. Natomiast zdobiące ją zdjęcie wyznaczyło standard dla kolejnych wydawnictw grupy, które - zgodnie z zamysłem wydawcy - miały przyciągać uwagę kontrowersyjnymi grafikami. W Stanach okładka została ocenzurowana, co również stało się swego rodzaju tradycją. Co jednak najważniejsze, sama muzyka także okazała się drogowskazem dla dalszych poczynań Scorpions. Muzycy zdecydowanie odcięli się od swoich korzeni, decydując się na granie prostych, melodyjnych piosenek.

Ale przede wszystkim, właśnie na tym albumie zespół zaczął się specjalizować w balladach, które zajmują równo połowę wydawnictwa. Kompozycja tytułowa, z łagodnymi zwrotkami i zaostrzonym, chwytliwym refrenem, stała się wzorem, który muzycy do znudzenia powielali na swoich kolejnych longplayach. Choć utwór brzmi nieco sztampowo i nieporadnie, jest jednym z ciekawszych momentów "In Trance". Bardzo ładnym i zgrabnym utworem jest natomiast kolejna ballada, "Life's Like a River". To w ogóle jedna z najlepszych kompozycji grupy, a bardzo niedoceniana. Ciekawie wypada też klimatyczna "Evening Wind", odchodząca od piosenkowej struktury. "Living and Dying" jest już bardziej toporna, a finałowa, instrumentalna "Night Lights" brzmi strasznie naiwnie i kiczowato.

Jeśli chodzi o bardziej dynamiczne kawałki, to nie bardzo jest co chwalić. Otwierający całość "Dark Lady" pod względem instrumentalnym jest kompletnie nijaki, a wokalny duet Meine'a i Rotha jest naprawdę fatalny. "Top of the Bill", mimo ciężkiego, charakterystycznego riffu, wypada strasznie infantylnie. Choć jeśli chodzi o infantylność, to bezkonkurencyjny jest "Robot Man". To dla mnie niepojęte, że zespół, który jeszcze rok wcześniej wykazywał pewne artystyczne ambicje, nagle zaczął grać tak naiwną muzykę. W "Longing for Fire" na pewno nie jest poważniej, ale dość przyjemnie, za sprawą wyraźnego, pulsującego basu. "Sun in My Hand" jest natomiast kolejną, po "Drifting Sun" z poprzedniego albumu, próbą Rotha grania w stylu Jimiego Hendrixa. I znów zespół zrobił krok wstecz, bo utwór jest po prostu nieudolny.

Trudno uwierzyć, że "In Trance" to album nagrany po "Lonesome Crow" i "Fly to the Rainbow". Brzmi raczej jak demo jakiegoś amatorskiego zespołu, który dopiero uczy się jak komponować i grać na instrumentach. Zdarzają się tutaj pewne przebłyski, ale w większości jest to bardzo kiepski album.

Ocena: 5/10



Scorpions - "In Trance" (1975)

1. Dark Lady; 2. In Trance; 3. Life's Like a River; 4. Top of the Bill; 5. Living and Dying; 6. Robot Man; 7. Evening Wind; 8. Sun in My Hand; 9. Longing for Fire; 10. Night Lights

Skład: Klaus Meine - wokal (1-7,9); Uli Jon Roth - gitara, wokal (1,8); Rudolf Schenker - gitara; Francis Buchholz - bass; Rudy Lenners - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Achim Kirschning - instr. klawiszowe
Producent: Dieter Dierks

Po prawej: okładka wydania amerykańskiego.


9 komentarzy:

  1. Kolejna udana płyta. Chociaż na pewno nie tak dobra jak poprzednia. Otwierający Dark Lady zaśpiewał gitarzysta Uli Jon Roth i wcale mi to nie przeszkadza, to chyba ewenement i dość ryzykowne zagranie aby otwieracz śpiewał kto inny niż frontman. Zwraca uwagę świetna partia gitary. In Trance to już klasyka i jeden z najbardziej znanych utworów grupy. Zaskakuje Evening Wind z mrocznym, pulsującym basem. Klimat nieco sabbathowy. Sun in My Hand to drugi kawałek śpiewany przez gitarzystę, nie robi już niestety takiego wrażenia. Album kończy się niebyt udanym instrumentalnym utworem Night Lights. Można było trochę bardziej nad tym popracować. Potencjał był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Dark Lady" Roth śpiewa w duecie z Meinem, więc nie było to aż tak "ryzykowne" otwarcie.

      Usuń
  2. Przełknąłem wiele zmian ocen na mniejsze, ale tak znakomite dzieło "In Trance" na 6 (RYM)? No tego już nie rozumiem i z tego trzeba będzie się jakoś wytłumaczyć :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co tu jest takiego znakomitego? ;) Utwór tytułowy i "Life's Like a River" są dobre, może bardzo dobre, ale nie wybitne. A "Living and Dying", "Evening Wind" i "Longing for Fire" są po prostu niezłe. Ale reszta? Dość żałosna. Przez lata przymykałem na to oko, najpierw przez uwielbienie dla tej grupy, a później sentyment.

      Usuń
    2. Znakomite? Moim zdaniem pierwsza czwórka i "Longing for Fire" (szczególnie solówki). "Night Lights" to też bardzo uroczy instrumental. Ja z kolei nie wiem co tu jest żałosnego - może tylko refren "Robot Man".

      W sumie to właśnie moje odczucia w ok. 95% oddaje powyższa recenzja :)

      Usuń
    3. Żałosne są te wszystkie ostrzejsze utwory - "Dark Lady", "Top of the Bill", "Robot Man" - które brzmią dziecinnie i nieudolnie, zwłaszcza jeśli porównać z innymi hardrockowymi zespołami z tamtych czasów. Nawet nie brytyjską ekstraklasą, ale choćby niemieckimi grupami Lucifer's Friend, Nosfertu, Night Sun, itp. Bardzo nieporadnie brzmi także ten efekt zwolnienia głosu w "Sun in My Hand". A "Night Lights" jest strasznie przesłodzony.

      Usuń
    4. Czekam więc na odświeżenie recki w przyszłości - choć wiem, że ogarnięcie wielu recenzji płyt ze zmienionymi ocenami nie należy do najłatwiejszych.

      Usuń
  3. Było 8 jest 5 ... ale też nie darzę tej kapeli wielką sympatią. Plus nigdy nie miałem do niej sentymentu. Wiesz, że zdjąłeś też recenzję "Lonesome Crow"? Też idzie (po raz drugi) do poprawki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, muszę się przyjrzeć, co trzeba tam poprawić.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.