26 maja 2012

[Recenzja] Deep Purple - "The Book of Taliesyn" (1968)



Amerykanie naciskali. Moim zdaniem uważali, że zespół nie przetrwa, trzeba go więc doić, póki się da. Nie dali nam czasu na tworzenie. Te słowa Nicka Simpera tłumaczą dlaczego drugi album Deep Purple - wydany zaledwie cztery miesiące po debiucie - jest jeszcze bardziej nieprzemyślany i niedopracowany od debiutu. Przede wszystkim zabrakło jednak pomysłów na nowe utwory. Muzycy ponownie sięgnęli więc po cudze kompozycje, czego wynikiem jest obecność "Kentucky Woman" w nie mniej banalnej wersji od oryginału Neila Diamonda, słabiutkie wykonanie beatlesowskiego "We Can Work It Out", oraz rozciągnięte zupełnie bez inwencji "River Deep, Mountain High" z repertuaru Ike'a i Tiny Turnerów. Autorski materiał to w znaczniej większości przyzwoite, ale kompletnie niezapamiętywalne, kawałki w około-psychodelicznej stylistyce ("Listen, Learn, Read On", "Shield", "Anthem"). Na plus wyróżnia się instrumentalny "Wring That Neck" (tudzież "Hard Road", jak podpisano go na wydaniu amerykańskim), zapowiadający hardrockowe wcielenie Deep Purple. Nie przypadkiem jest to jedyny utwór z tego albumu, jaki zespół wykonywał na żywo. Zresztą koncertowe wersje, często rozbudowane do kilkunastu minut, znacznie przewyższają studyjny pierwowzór.

"The Book of Taliesyn" to zupełnie niepotrzebne wydawnictwo. Nagrane zbyt szybko, w pośpiechu, bez pomysłu. Album nie powtórzył oczywiście komercyjnego sukcesu poprzednika, co akurat odniosło pozytywny efekt - wydawca nie naciskał na zespół, by śpieszyli się z nagraniem kolejnego longplaya, dzięki czemu muzycy mogli popracować nad swoim kompozytorskim warsztatem.

Ocena: 5/10



Deep Purple - "The Book of Taliesyn" (1968)

1. Listen, Learn, Read On; 2. Wring That Neck; 3. Kentucky Woman; 4.  Exposition / We Can Work It Out; 5. Shield; 6. Anthem; 7. River Deep, Mountain High

Skład: Rod Evans - wokal; Ritchie Blackmore - gitara; Jon Lord - instr. klawiszowe  Nick Simper - bass; Ian Paice - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Derek Lawrence


1 komentarz:

  1. Płyta jest faktycznie nijaka. Najbardziej lubię "Wring That Neck" i "Shield". Cover Beatlesów słabiutki. A "River Deep, Mountain High" brzmi trochę jak Krzysztof Krawczyk śpiewający "parostatkiem w piękny rejs..." ;)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.