21 kwietnia 2017

[Recenzja] King Crimson - "Three of a Perfect Pair" (1984)



"Three of a Perfect Pair" to ostatnia część tzw. "kolorowej trylogii" - trzech albumów King Crimson nagranych w latach 80. przez ten sam skład, spójnych stylistycznie i ozdobionych podobnymi, minimalistycznymi okładkami z jednolitym tłem w innym kolorze. Po bardzo udanym, odświeżającym styl grupy "Discipline" i dobrym, choć nierównym "Beat", przyszła pora na... najsłabszą odsłonę trylogii.

"Three of a Perfect Pair" wyraźnie dzieli się na dwie części, odpowiadające dwóm stronom wydania winylowego. Strona A, zatytułowana "The Left Side", to utwory o bardziej piosenkowym charakterze. Tytułowy "Three of a Perfect Pair", "Model Man", "Sleepless" i "Man with an Open Heart", pomimo pewnych udziwnień (zwłaszcza w warstwie rytmicznej), to kawałki bardzo melodyjne, wręcz przebojowe. W przypadku "Sleepless" dosłownie - to największy singlowy przebój zespołu. Jedyny któremu udało się trafić na brytyjskie notowanie (choć 79. miejsce nie robi wrażenia). Zwraca uwagę bardziej syntetyczne brzmienie - oprócz tradycyjnego instrumentarium zespół sięgnął po syntezatory i elektroniczną perkusję. Stronę kończy łagodny instrumental "Nuages (That Which Passes, Passes Like Clouds)", w którym te technologiczne nowinki pełnią dominującą rolę, uzupełnia je jednak cieplejsza gitarowa partia Roberta Frippa.

"The Right Side", czyli strona B, to bardziej eksperymentalne oblicze grupy. Dominują utwory instrumentalne. "Industry", zgodnie z tytułem, brzmi bardzo industrialnie, mechanicznie. Muzykom udało się stworzyć tutaj świetny, mroczny klimat. "Dig Me" wyróżnia się dziwną partią wokalną i sprawiającym wrażenie kompletnego chaosu warstwą muzyczną. Równie przypadkowy wydaje się mroczny, zdominowany przez elektroniczne brzmienia "No Warning". Całość kończy trzecia część kompozycji "Larks' Tongues in Aspic", jeszcze bardziej pokomplikowana i pokręcona od poprzednich dwóch (z wydanego jedenaście lat wcześniej tak samo zatytułowanego albumu), świetnie wykorzystująca charakterystyczne dla tego albumu brzmienia elektroniczne.

"Three of a Perfect Pair" jako całość nie przekonuje, a raczej wywołuje ambiwalentne odczucia. Są tutaj naprawdę interesujące momenty (jak "Industry", "Larks'...", czy zgrabnie łączący przebojowość z bardziej ambitnym podejściem utwór tytułowy), ale czasem zespół za bardzo zapuszcza się w mainstreamowe rejony (jak na ten zespół zbyt konwencjonalne, wręcz banalne "Man with an Open Heart" i "Modal Man"), a kiedy indziej znów za bardzo komplikuje (przede wszystkim "Dig Me"). W sumie nie dziwi decyzja Roberta Frippa o ponownym rozwiązaniu grupy.

Ocena: 6/10



King Crimson - "Three of a Perfect Pair" (1984)

1. Three of a Perfect Pair; 2. Model Man; 3. Sleepless; 4. Man with an Open Heart; 5. Nuages (That Which Passes, Passes Like Clouds); 6. Industry; 7. Dig Me; 8. No Warning; 9. Larks' Tongues in Aspic (Part III)

Skład: Adrian Belew - wokal i gitara; Robert Fripp - gitara; Tony Levin - bass, Chapman stick, syntezator, dodatkowy wokal; Bill Bruford - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: King Crimson


6 komentarzy:

  1. Czytujesz/czytywałeś/kojarzysz Porcys?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy zajrzałem. Nie mogę zdecydować, czy ta strona mnie bardziej śmieszy, czy przeraża. A czemu pytasz?

      Usuń
  2. Pytam, ponieważ tam King Crimson jest uważany za zespół kultowy (nie lubię tego określenia, ale chyba najlepiej oddaje status KC w Porcys) i z tego co kojarzę to nie napisali tam na niego złego słowa (poza "lekką" korektą oceny KonstruKCtion of Light bodajże z 9 na 7) stąd moje pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie King Crimson nie jest uważany za kultowy? ;) Nawet w Teraz Rocku go cenią (choć pewnie gdyby nie powszechny kult wokół debiutu i "Red", to udawaliby, że taki zespół nie istnieje - tak jak lekceważą istnienie Gentle Giant czy Van Der Graaf Generator). Niemniej jestem zdziwiony, bo wydawało mi się, że Porcys pisze o kompletnie innej muzyce, niż ja.

      Usuń
  3. Jedno to recenzje, a drugie to indywidualne listy i felietony redaktorów - oni naprawdę się tym jarają (a przynajmniej jarali, kiedy jeszcze trzon Porcysia stanowili jego założyciele i ludzie będący w nim od samego początku_

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie to łabędzi śpiew King Crimson. Później było tylko gorzej. Jeszcze może "Thrakattak" był czymś twórczym i świeżym. Crimson zgubił drogę.

    OdpowiedzUsuń