10 kwietnia 2017

[Recenzja] Deep Purple - "Infinite" (2017)



"Infinite" to dwudziesty - i być może ostatni - album tej zasłużonej, lecz od dawna nieekscytującej grupy. Przedpremierowe zapowiedzi nie nastrajały pozytywnie. Po przesłuchaniu longplaya mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że oba single dały dobry pogląd na to, czego spodziewać się po całości. "Time for Bedlam" - pierwszy ujawniony utwór, a zarazem otwieracz albumu - to taki typowy hardrockowy kawałek w szybkim tempie, lecz wygładzony brzmieniowo i pozbawiony dobrej melodii. Zaskoczeniem była elektroniczna klamra utworu, z przetworzonym głosem Iana Gillana, brzmiąca kuriozalnie i zbyt pretensjonalnie. Jak się okazuje, to nie jedyny utwór, w którym zespół próbuje ukryć braki kompozytorskie udziwnioną, taką niby-nowoczesną aranżacją. W "On Top of the World" pojawia się niemal identyczny fragment z deklamacją Gillana i elektronicznym podkładem, ale umieszczony w środku kompozycji. Z kolei "Get Me Outta Here" w całości opiera się na elektroniczne zniekształconym brzmieniu sekcji rytmicznej, które kompletnie nie pasuje do reszty utworu. Aranżacje są sporym problemem tego albumu. Chociażby to pianino bezsensownie plumkające w "One Night in Vegas", tworząc rażący dysonans z dość zadziornym brzmieniem pozostałych instrumentów.

Drugą zapowiedzią albumu był utwór "All I Got Is You" - spokojniejszy, momentami wręcz poprockowy, ale dość chwytliwy i po kilku przesłuchaniach nawet wpadający w ucho, ponadto wyróżniający się nietypowym dla grupy użyciem syntezatorów. Na tle całości wypada całkiem przyzwoicie. Zdecydowanie lepiej od innych kawałków, w których muzycy zbliżają się do popu - "Johnny's Band" ze sztampowym refrenem i kiczowatym brzmieniem klawiszy, oraz mdłym i znów nieco udziwnionym "Birds of Prey". Nieco różnorodności zapewniają trzy pozostałe utwory. "Hip Boots" to najbardziej energetyczny fragment albumu, nawet niezły pod względem melodycznym, a zarazem najbardziej purplowy. Choć bardziej odpowiada mi instrumentalna wersja z EPki "Time for Bedlam", bo partia Gillana pozostawia wiele do życzenia - ale do tego wrócę jeszcze później. "The Suprising" to z kolei próba stworzenia utworu... progrockowego. Można się domyślić z jakim skutkiem - cała "progresywność" ogranicza się do kilku zmian nastroju i wszechobecnego patosu. Najbardziej zaskakuje finał albumu. Zespół, po raz pierwszy od czasu niezatytułowanego albumu z 1969 roku, postanowił umieścić na longplayu cudzą kompozycję. Wybór niespodziewanie padł na "Roadhouse Blues" The Doors. Wersja Purpli utrzymana jest w bluesowym klimacie oryginału, nie zrezygnowano z partii harmonijki i pianina, zdecydowanie jednak brakuje energii, jaką miał pierwowzór. Zamiast tego utwór został niepotrzebnie rozwleczony.

Brak dobrych melodii i energii, wygładzone brzmienie, oraz udziwnione aranżacje to nie jedyne wady "Infinite". Wykonanie jest tu rzemieślnicze, a wiec solidne i poprawne, lecz nie porywające. Klawiszowe solówki Dona Aireya i gitarowe Steve'a Morse'a utrzymane są w typowej dla grupy konwencji, lecz nie mają nic do zaoferowania poza samą techniką. Brakuje wyrazistych, zapamiętywalnych motywów i riffów. Sekcja rytmiczna ogranicza się do trzymania rytmu. Największym problemem jest jednak głos Gillana. Wiadomo, że od ponad dwudziestu lat ma problemy ze śpiewaniem, ale obecnie jest już naprawdę tragicznie. W wielu utworach bardziej mówi, niż śpiewa, a gdy już decyduje się na to drugie, brzmi po prostu krucho, jakby robił to już resztami sił. Nie przypadkiem tak często jego wokal jest tutaj tak często modyfikowany elektronicznymi efektami. Podsumowując to wszystko, uważam "Infinite" za jeden z najgorszych albumów w historii Deep Purple. Chyba tylko "Slaves and Masters" stawiam niżej.

Ocena: 2/10



Deep Purple - "Infinite" (2017)

1. Time for Bedlam; 2. Hip Boots; 3. All I Got Is You; 4. One Night in Vegas; 5. Get Me Outta Here; 6. The Surprising; 7. Johnny's Band; 8. On Top of the World; 9. Birds of Prey; 10. Roadhouse Blues

Skład: Ian Gillan - wokal, harmonijka (10); Steve Morse - gitara, dodatkowy wokal; Don Airey - instr. klawiszowe; Roger Glover - bass; Ian Paice - perkusja
Gościnnie: Bob Ezrin - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Tommy Denander - gitara (8)
Producent: Bob Ezrin


37 komentarzy:

  1. A w Teraz Rock jak zwykle 4/5 - zdziwiłbym się, gdyby było inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co mieli zrobić? Wydawca dał im darmowy egzemplarz płyty, umożliwił przeprowadzenie wywiadu z zespołem, na koncert też będą mogli wejść za darmo - toż to nie wypada w takiej sytuacji napisać złego słowa ;) I właśnie przez takie układy ich dział z recenzjami nadaje się wyłącznie jako substytut papieru toaletowego. Zresztą reszta pisma nie jest lepsza.

      Usuń
    2. Teraz Rock już daaaaaaaaaaaawno temu przestał być jakimkolwiek punktem odniesienia i źródłem opiniotwórczym;)

      Usuń
    3. Niestety, dla bardzo wielu osób wciąż jest opiniotwórczy, skoro opłaca się wciąż go drukować. Naprawdę się dziwię, że ktoś to jeszcze kupuje. Przecież tam w kółko piszą o kilkunastu klasycznych zespołach, a poza tym o jakimś nowym badziewiu, które wytwórnie każą im promować.

      Usuń
  2. Łooooooj nieźle po albumie pojechałeś :D Ja po dwóch odsłuchach dałem mu coś koło szóstki, z wahaniem na piątkę za okropną przeróbkę „Roadhouse Blues”

    OdpowiedzUsuń
  3. A moim zdaniem album trzyma poziom kilku poprzednich, nie licząc oczywiście głosu Gillana ;) Może warto dać mu szansę, posłuchać jeszcze parę razy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, absolutnie nie warto. Jest tyle lepszej muzyki, że szkoda tracić czas na męczenie tego albumu, żeby wmusić w siebie polubienie kilku momentów. Na RateYourMusic ponad dwa tysiące albumów oceniłem lepiej od tego. Kilka, może kilkanaście razy tyle lepszych od niego czeka na ocenę. Naprawdę nie ma powodu, żeby tracić więcej czasu na "Infinite". Nigdy więcej nie przesłucham tego albumu ani żadnego jego fragmentu. To już definitywnie zamknięty temat.

      Usuń
    2. Ja za to na RYM widzę Dream Theater - będzie kiedyś?

      Usuń
  4. Ta płyta to jeszcze hard rock czy jakaś lżejsza odmiana? Bo nie ma podanego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeoczenie ;) Teoretycznie hard rock, ale tak wygładzony brzmieniowo i pozbawiony energii, że wpiszę rock.

      Usuń
  5. Zapowiadało się to w miarę, oczekiwania po Now What?! miałem spore. Po 5 przesłuchaniach słabo, słabo jeszcze raz słabo, nuda mało sia dzieje. Brak sił, pomysłów, wygląda to jakby zebrali odrzuty z poprzednich płyt i wydali.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z wielkim żalem podzielam zdanie przedmówców. Naprawdę mam wielki żal do zespołu że wypuszczają takiego gniota. Czy oni tego nie słyszą, że jest to po prostu słabe??? Tym bardziej jestem zawiedziony bo Deep Purple to moja ulubiona grupa, na której się wychowałem. Utwór otwierający płytę jeszcze się broni, to fajny szybki numer, jakiego brakowało na kilku poprzednich albumach. Całkiem niezłe jest jeszcze All I Got Is You, coś tam jeszcze ciekawego dzieje się w Birds of Prey, ale na TEN zespół to dużo za mało. Reszta kawałków jest nudna, wymuszona i pozbawiona dobrych melodii. Nie wiem czy posłucham ten album jeszcze raz. Jestem zdegustowany i bardzo zawiedziony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam prośbę do Pawła. Czy możesz podać kilka tytułów ostatnio wydanych płyt w stylu Purpli na które nie szkoda Ci czasu? Pytam szczerze, bo nie mam pojęcia o nowościach. Dlatego zajrzałem na Twojego bloga. Z góry dziękuję. Pozdrawiam. Rysiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie dwie dekady to w muzyce rockowej bieda z nędzą, dlatego radziłbym raczej poszukać wśród mało znanych zespołów z lat 60. i 70. Ale ponieważ pytasz o nowości, polecę Ci kilka albumów młodych wykonawców, którym daleko do poziomu, jaki Purple prezentowali w ich wieku i są bardzo regresywne, ale jeśli lubi się taką muzykę, to słuchanie ich nie powinno być stratą czasu.

      Witchwood - "Lithanies from the Wood"
      Witchwood - "Handful of Stars"

      Temu jest najbliżej stylistycznie do Deep Purple, choć raczej nazwałbym to krzyżówką Uriah Heep z Jethro Tull.

      DeWolff - "Roux-Ga-Roux"
      Ghost - "Meliora"

      To już nieco inne granie, ale brzmienia organów czasem mogą wywoływać skojarzenia z Deep Purple.

      Witchcraft - "The Alchemist"
      Blood Ceremony - "Living with the Ancients"

      A to już raczej klimaty Black Sabbath, ale też warto posłuchać. Wszystkie powyższe albumy zrecenzowałem, więc możesz o nich ewentualnie poczytać przed lub po odsłuchu. Więcej tytułów nie przychodzi mi teraz do głowy.

      Usuń
    2. Anonimowy, ale inny16 kwietnia 2017 14:39

      O, a ja bym chętnie się dowiedział o tych zespołach z lat 60 i 70, grających jak Purple ;)

      Usuń
    3. Świetnie, w takim razie jesteś we właściwym miejscu ;) Na początku muszę Cię jednak ostrzec, że nie było nigdy zespołu, który grałby identycznie jak Deep Purple. A najbardziej podobne są kapele, które z pewnością znasz (Uriah Heep i Rainbow z Dio do Mark II, wczesny Whitesnake do Mark III/IV). Ale jeśli chcesz posłuchać dobrego hard rocka z organami Hammonda, to polecam następujące albumy:

      Atomic Rooster - "Death Walks Behind You" (1970)
      Gentle Giant - "Gentle Giant" (1970), a konkretnie utwór "Why Not"
      Irish Coffee - "Irish Coffee" (1971)
      Keef Hartley Band - "Halfbreed" (1969)
      Kin Ping Meh - "Kin Ping Meh" (1972)
      Lucifer's Friend - "Lucifer's Friend" (1970)
      Night Sun - "Mournin'" (1972)
      Salem Mass - "Witch Burning" (1971), to w sumie co innego, ale też posłuchaj
      Warpig - "Warpig" (1970), a to najbardziej przypomina DP

      Usuń
    4. A ja bym mimo wszystko dodał Indian Summer, które moim zdaniem wbrew opinii Pawła i innych czytelników bloga jest świetne. Stawiam ten album prawie tak wysoko jak wymienione Atomic Rooster i Lucifer's Friend. A tak w ogóle to ta ostatnia grupa reaktywowała się ostatnio i wydała nowy album. Czy Paweł planujesz recenzję?

      Usuń
    5. Szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się tego słuchać. Obawiam się, że w obecnym wieku muzyków ciężko o kreatywność. Zresztą nawet za młodu nagrali tylko jeden naprawdę dobry album.

      Usuń
    6. A ja w tym przypadku oczekuję dobrego i czadowego hard rocka rodem z lat 70 a kreatywność zostawiam innym. Nie ma co liczyć na coś odkrywczego bo proch już dawno został wynaleziony.

      Usuń
    7. Nie lepiej więc posłuchać jakiegoś bardzo dobrego i czadowego hard rocka z lat 70.?

      Nie chodziło mi o granie czegoś odkrywczego (bo tego Lucifer's Friend nie robił nawet na debiucie), tylko o umiejętność tworzenia dobrych kompozycji.

      Usuń
  8. Czytając takie recenzje zastanawiam się czy słuchałem tej samej płyty co piszący. Ale chyba nie. Narzekanie na słabe melodie i wyróżnianie jednocześnie pod tym względem słabowitego "Hip Boots" to nieporozumienie. Ale faktycznie, skoro recenzentowi potrzeba było kilka razy, żeby "nawet wpadła w ucho" "All I got is you" (której melodia od razu "działa", bo jest po prostu tak napisana) to, jakby to delikatnie ująć....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie znasz tak mało wykonawców, że potrafisz jeszcze doceniać taką słabiznę. Ale skoro już tu trafiłeś, możesz poszerzyć swój gust, obserwując nowe wpisy i przeglądając bogate archiwum recenzji.

      Usuń
  9. ...być może pan Łukasz Jakubowicz zna więcej zespołów niż pan Paweł Pałasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. Jest też taka możliwość, że pan Łukasz zna mnóstwo przeciętnych grup hardrockowych i metalowych, przy których nawet "Infinite" wydaje się mu interesujący.

      Usuń
  10. Autorowi brak świeżego spojrzenia , został w latach 70. Świadczą o tym ci młodzi wykonawcy , których wymienił(może poza Ghost) .Wyglądają brzmią jakby ktoś ich przeteleportował z lat 70,czasami bywa to wręcz zabawne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz szczerze - próbujesz być złośliwy za wszelką cenę, a dokładniej kosztem merytorycznej i logicznej treści komentarza, czy tylko masz problem z czytaniem ze zrozumieniem? Pytanie Anonimowego bardzo konkretnie dotyczyło "nowych płyt w stylu Purpli". Skoro Deep Purple to zespół hardrockowy z lat 70., to oczywiste, że zespołami grającymi w jego stylu są te, które jawnie inspirują się hard rockiem z lat 70. A wspomniałem przecież, że te polecone nowe zespoły nie są ani wybitne (chociaż ten album Witchcraft jest naprawdę fajny, szczególnie ostatnie utwory), ani oryginalne (może poza Ghost).

      A może znasz jakiś dobry nowy zespół grający w stylu Purpli, ale niemający nic wspólnego z hard rockiem lat 70.? Jeśli tak, to się nim z nami podziel, zamiast trollować.

      Usuń
  11. Nie jestem złośliwy ,ty wszystkich traktujesz z góry.(np. widocznie znasz tak mało wykonawców)a prawda jest taka ze ty trochę jeszcze musisz posłuchać. W stylu Purpli nie oto chodzi .A jak szukasz klimatów z lat 70 to np. ASTRA The Weirding ,The Black Chord.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, traktuję z góry tych, którzy przypadkiem przeczytają tu jeden z ponad tysiąca tekstów i na jego podstawie wyrabiają sobie opinię na mój temat, którą postanawiają się podzielić w komentarzach, choć nie wnosi to nic interesującego do tematu samego albumu. Jak kogoś takiego traktować poważnie?

      Nie wiem na jakiej podstawie uważasz, że muszę jeszcze wiele posłuchać (jeżeli chodzi o zamieszczone tutaj recenzje, to zdążyłem opisać ledwie część tego, co znam), ale masz tutaj całkowitą rację. Zdaję sobie sprawę z tego, że wciąż nie przesłuchałem wszystkiego, co warto znać. I dlatego cały czas nadrabiam zaległości. Skupiam się głównie na muzyce z lat 60. i 70., bo to był najbardziej twórczy okres w wielu gatunkach (rock, jazz, blues, folk) i uważam, że powinno się przede wszystkim poznać solidnie podstawy. Nowsza muzyka, zwłaszcza z ostatniego ćwierćwiecza, niestety niewiele wnosi - to wszystko to tylko mniejsze lub większe przetwarzanie pomysłów starszych wykonawców ("The Weirding" Astry to też nie jest jakieś innowacyjne granie, jeśli mnie pamięć nie myli).

      O co chodzi w stylu Purpli? Masz może na myśli to, że zespół szukał swojego własnego, rozpoznawalnego brzmienia, które w pełni wypracował na "In Rock"? Ale przecież kapel z takim podejściem było mnóstwo (zwłaszcza w tamtych czasach), tylko że - co wynika z tego podejścia - stylistycznie w ogóle nie przypominają Purpli. A sądzę, że Anonimowemu chodziło o wykonawców, którzy grają podobnie do DP, a nie takich z własnym stylem.

      Usuń
  12. Chciałbym jedynie odnieśc sie do kwestii odtwarzania przez wspólczesne grupy pomysłów z lat 70 i 60. Moim zdaniem dobra muzyka to nie tylko ta która wnosi coś nowego. Odnosze wrażenie że dla Pawła tylko tacy wykonawcy sie liczą. Ja np bardzo lubie Marillion z Fishem pomimo że ponoć podrabiają Genesis. I co z tego skoro mi się to podoba? Marillion poznałem wcześniej niż Genesis i ta muzyka od razu mnie zafascynowała. Nie ma powodu abym w tym momencie uznał że jest to kiepskie bo Genesis już kiedyś tak grali. Nie podchodzę w ten sposób do muzyki. Podobnie jest np. z Anathemą która bardzo gra pod Pink Floyd. No i co z tego? Jeśli jest to dobre i mi się podoba to ja sie ciesze że w dzisiejszych czasach ktoś tak gra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie tak. Oryginalność nie zawsze jest gwarancją jakości, ale imitatorstwo polegające na kopiowaniu jednego czy dwóch wykonawców, bez żadnych własnych pomysłów, zazwyczaj nie ma do zaoferowania nic, czego ktoś inny nie oferowałby na wyższym poziomie.

      Chciałem dodać, że czasem imitator może mieć lepsze kompozycje od wykonawcy, którego kopiuje, ale nie przyszedł mi do głowy żaden przykład.

      Usuń
    2. No to ja podam przykład ale zaznaczam że moja opinia. Otóż jeśli powszechnie uważa się że Marillion z Fishem podrabiają Genesis to moim zdaniem nie dą jedynie marną kopią tej grupy ale grają równie ekscytująco. Są dobre melodie, są świetne kompozycje, jest doskonałe wykonanie, jest charyzmatyczny wokalista i momentami jest też hard rockowy czad. Absolutnie uważam że nie jest to gorsza muzyka od osławionego Genesis. Powiem więcej, że na chwilę obecną ich muzyka bardziej mi odpowiada. Dyskusja na temat Marillion jest w innym miejscu więc kończe tutaj ten wątek.

      Usuń
    3. A które to te hardrockowe utwory Marillion? Pytam serio, bo chciałbym się w końcu dowiedzieć. We wspomnianej dyskusji pojawił się ktoś twierdzący, że Marillion taki wspaniały i różnorodny, w przeciwieństwie do wstrętnego i grającego ciągle tak samo Iron Maiden. Więc poprosiłem go o wskazanie dwóch utworów Marillion, które różniłyby się od siebie tak bardzo, jak "Transylvania" i "Strange World" Ironów, i najlepiej też pochodziły z jednego albumu, ale do dzisiaj nie doczekałem się odpowiedzi...

      Usuń
  13. Nie napisałem, że Marillion ma hardrockowe utwory a że są hardrockowe momenty a to jest znaczna różnica. Takich momentów może nie jest zbyt dużo ale jednak są. Mam tu na myśli głównie solówki gitarowe np. w Script for A Jester's Tear albo wspaniałym Grendel ale też w White Russian.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dawno nie zaglądałem a tu taka polemika. Paweł, dziękuję za podpowiedzi, DeWolffa słuchałem z dużą przyjemnością na Youtube, chyba kupię płytę którą polecałeś. Co do grup nawiązujących do hard rocka lat 70 to moim zdaniem można wymienić prawie wszystkich stonerów, czy takie retro zespoły w stylu np. Blues Pills czy Kadavar. Zresztą pewnie korzenie większości godnych uwagi zespołów tkwią w latach 70,ale to już banały piszę...:) Trudno jednak ogarnąć cała współczesną muzykę i dlatego szacunek dla Pawła za bloga, dzięki któremu można coś wyłowić z tego muzycznego mnóstwa. Jeszcze raz dziękuję za informacje i ciekawe recenzje. Pozdrawiam. Rysiek

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaki był Twoim zdaniem ostatni album na którym Gillan śpiewał naprawdę dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam. Od lat nie słyszałem żadnego albumu wydanego między "Perfect Strangers" i "Now What?!", a musi to być któryś z nich. Choć w sumie już na "PS" śpiewa nieco gorzej, niż na albumach z lat 70., ale wciąż świetnie.

      Usuń