10 sierpnia 2015

[Recenzja] The Allman Brothers Band - "Brothers and Sisters" (1973)



Po śmierci Duane'a Allmana pozostali członkowie nie chcieli zatrudniać nikogo na jego miejsce. Zamiast tego wzbogacili skład o klawiszowca, a właściwie pianistę Chucka Leavella (na organach wciąż grał Gregg Allman). Miejsce zmarłego Berry'ego Oakleya zajął natomiast Lamar Williams, aczkolwiek na pierwszym albumie nagranym po tych zmianach, "Brothers and Sisters", znalazły się dwa utwory zarejestrowane jeszcze z oryginalnym basistą. Oba zresztą umieszczone zostały na samym początku. Dynamiczny, typowy dla grupy "Wasted Words" świetnie sprawdza się w roli otwieracza, a Dickey Betts po raz kolejny udowodnił, że w graniu techniką slide niewiele brakuje mu do Duane'a. Zdecydowanie gorzej wypada napisany i zaśpiewany przez gitarzystę "Ramblin' Man" - banalna piosenka w stylu country. Gitarowe solówki są jak zwykle świetnie, ale fragmenty z wokalem odrzucają swoim bezwstydnie komercyjnym charakterem. Zresztą utwór był największym singlowym sukcesem The Allman Brothers Band.

Na właściwe tory wracamy wraz z "Come and Go Blues". Utwór z początku wydaje się dość niemrawy, ale świetnie wypada fragment instrumentalny z solówkami Leavella i Bettsa. Do najlepszych fragmentów longplaya zalicza się natomiast "Jelly Jelly" (oryginalnie nagrany w 1940 roku przez Earla Hinesa). To klasyczny dwunastotaktowy blues, z rewelacyjnymi solówkami na organach i gitarze. W takim właśnie graniu zespół wypada najlepiej i najbardziej przekonująco. A chyba jeszcze lepszy okazuje się "Southbound" - pełen energii i naprawdę porywających solówek. Świetnych solówek nie brak także w instrumentalnym "Jessica", chociaż sam utwór sprawia wrażenie próby stworzenia nowego "In Memory of Elizabeth Reed", daleko mu jednak do tego poziomu. A całość kończy kolejny banalny kawałek Bettsa w stylu country - "Pony Boy". Strasznie monotonny i przydługi, będący fatalnym zakończeniem albumu.

"Brothers and Sisters" pozostawia bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony zawiera kompozycje utrzymane w stylu poprzednich albumów, wcale nieodbiegające od nich poziomem. Z drugiej strony, w pozostałych utworach zespół, pod wpływem Bettsa, zwrócił się w stronę muzyki country, co nie było najlepszym pomysłem. Przynajmniej pod względem artystycznym, bo komercyjnie zapewniło grupie sukces - album doszedł do 1. miejsca listy Billboardu, co nie zdarzyło się Allmanom nigdy wcześniej ani później.

Ocena: 7/10



The Allman Brothers Band - "Brothers and Sisters" (1973)

1. Wasted Words; 2. Ramblin' Man; 3. Come and Go Blues; 4. Jelly Jelly; 5. Southbound; 6. Jessica; 7. Pony Boy

Skład: Gregg Allman - wokal i organy, gitara (1); Dickey Betts - gitara, wokal (2,7); Berry Oakley - bass (1,2); Lamar Williams - bass (3-7); Jai Johanny Johanson - perkusja i instr. perkusyjne; Butch Trucks - perkusja i instr. perkusyjne; Chuck Leavell - pianino, dodatkowy wokal (2)
Gościnnie: Les Dudek - gitara (2,6); Tommy Talton - gitara (7)
Producent: Johnny Sandlin i The Allman Brothers Band


3 komentarze:

  1. w zasadzie zgadzam sie z recenzja..dla mnie jednak pony boy to swietny ,wyluzowany kawalek w sam raz na zakonczenie tej plyty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie się zgadzam z "Anonimowym" - Pony Boy to kapitalny kawałek, w cudowny sposób wieńczący niezłą - powstałą w piekielnie trudnym okresie - płytę.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja w 100% zgadzam się z jednak z Pawłem, Pony Boy jest strsznie nudne i nieciekawe. Ramblin Man też chluby zespołowi nie przynosi. Nie lubie tych klimatów country które czasami przemycał Betts. Reszta płyty świetna! Wasted Words dużo lepiej brzmi na koncercie ale i tak fajnie się tego słucha.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.