2 lutego 2013

[Recenzja] Wishbone Ash - "Argus" (1972)



"Argus" to szczytowe osiągniecie Wishbone Ash, zarówno pod względem komercyjnym, jak i - przede wszystkim - artystycznym. Rozpoczyna się od niemal 10-minutowego "Time Flies". Utwór z początku jest bardzo delikatny - tylko wokal i gitara akustyczna - ale w trzeciej minucie nagle dołączają pozostałe instrumenty i robi się bardzo dynamicznie. Chwytliwej melodii towarzyszą długie popisy solowe i wiele zmian motywów. Na podobnej zasadzie został zbudowany "Sometime World" - zdecydowanie będący jednym z największych arcydzieł zespołu. Znalazło się w nim wszystko, co najlepsze w twórczości Wishbone Ash, z niesamowitymi solówkami gitarzystów i wyraźną partią basu na czele.

Najbardziej znanym utworem z albumu jest "Blowin' Free", wg mnie jest jednak także najbardziej nijakim, brzmiącym zbyt AOR-owo. O wiele lepsze wrażenie robi oparty na świetnym riffie "The King Will Come", z kolejnymi genialnymi popisami w partiach solowych. W wolniejszym  "Leaf and Stream" jest łagodniej, ale bynajmniej nie nudno. Ostatnie dwa utwory to tworzące całość pod względem tekstowym, mocny, hardrockowy hymn "Warrior" i łagodniejszy "Throw Down the Sword", zakończony kolejną piękną solówką.

Ocena: 8/10



Wishbone Ash - "Argus" (1972)

1. Time Was; 2. Sometime World; 3. Blowin' Free; 4. The King Will Come; 5. Leaf and Stream; 6. Warrior; 7. Throw Down the Sword

Skład: Martin Turner - wokal i bass; Andy Powell - gitara i wokal; Ted Turner - gitara i wokal; Steve Upton - perkusja
Gościnnie: John Tout - organy (7)
Producent: Derek Lawrence


3 komentarze:

  1. Ksiądz Piotruś11 września 2013 01:37

    Bardzo lubię, ale nie mogę ukryć, że wokale wraz z nadętymi tekstami o rycerzach i cierpieniu brzmią trochę pretensjonalnie. Jednak jest to problem raczej lekkiej nieudolności wokalnej. Niepotrzebnie wokalista sili się na jakieś, np. w przypadku "Sometime World". Lepiej by wyszło, gdyby zaśpiewał bardziej beznamiętnie i pozwolił gitarom robić swoje. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niekiedy wokal barwą przypomina mi Johna Wettona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałem takich skojarzeń ;) Co ciekawe, Wetton przewinął się przez skład Wishbone Ash, ale tylko jako basista (na albumie "Number the Brave").

      Usuń