Posty

[Recenzja] Miles Davis - "The Complete In a Silent Way Sessions" (2001)

Obraz
"The Complete In a Silent Way Sessions" wypełnia lukę pomiędzy wcześniej wydanymi boksami "Miles Davis Quintet 1965-68" i "The Complete Bitches Brew Sessions". Tytuł, podobnie jak w przypadku kilku innych pozycji z tej serii, wprowadza w błąd. Poza nagraniami z faktycznej sesji "In a Silent Way" znalazło się tu też sporo dodatkowego materiału, zarejestrowanego pomiędzy 24 września 1968 roku, a 20 lutego 1969 roku. Udokumentowano tu zatem cały okres pomiędzy rozpadem tzw. Drugiego Wielkiego Kwintetu, a rozpoczęciem prac nad "Bitches Brew". Koncertowy skład zespołu Davisa na przełomie lat 1968/69 tworzyli, prócz niego samego, saksofonista Wayne Shorter, klawiszowiec Corea, basista Dave Holland oraz nowy perkusista Jack DeJohnette. Był to tzw. zagubiony kwintet, gdyż nie pozostawił po sobie żadnego albumu. Efekty jego jedynej sesji, w postaci trzech utworów, są obecne w tym boksie. W pozostałych nagraniach ze bębnami zasiadał Tony Will...

[Recenzja] Joe Henderson - "Page One" (1963)

[Recenzja] Radiohead - "The Bends" (1995)

Obraz
W trakcie dwóch lat, jakie dzieli wydanie "The Bends" od premiery debiutanckiego "Pablo Honey", muzycy Radiohead poczynili spore postępy jako kompozytorzy. To znów bardzo piosenkowy materiał, jednak tym razem zawierający więcej naprawdę dobrych i zgrabnych melodii. Chociażby w utworze tytułowym, wzorowym przykładzie pop rocka - jest przebojowo, ale bez popadania w sztampę. Zapamiętywanych melodii nie brakuje ani w tych łagodniejszych, częściowo akustycznych momentach albumu ("High and Dry", "Fake Plastic Trees"), ani tych bardziej hałaśliwych ("Planet Telex"), ani w łączących oba te podejścia ("My Iron Lung"). Niestety, im dalej, tym album staje się coraz bardziej przewidywalny, powtarzalny i nużący. Poszczególne utwory bronią się słuchane oddzielnie (choć te niewymienione z tytułów pozostają w cieniu tych, które tu wspominam), ale razem tworzą zbyt monotonny zbiór, w którym jedynym urozmaiceniem jest zmiana natężenia b...

[Recenzja] John Coltrane - "Interstellar Space" (1974)

Obraz
"Interstellar Space", zarejestrowany podczas jednodniowej sesji w lutym 1967 roku (pomiędzy nagraniami, które trafiły na "Expression"), to nietypowy album w dorobku Johna Coltrane'a. Nie tylko ze względu na niesztampową okładkę (w końcu coś nowego i to w całkiem dobrym guście), ale przede wszystkim na fakt, że saksofoniście towarzyszy tu jedynie perkusista Rashied Ali. Sama koncepcja saksofonowo-perkusyjnego duetu nie była, oczywiście, niczym nowym w twórczości Trane'a - już przecież na "Kulu Sé Mama" znalazł się utwór "Vigil", będący jego duetem z Elvinem Jonesem. Jednak nagranie całego albumu w tym stylu to już pomysł dość szalony i zarazem odważny. I być może właśnie dlatego muzyk odłożył ten materiał na półkę, a po jego śmierci dość długo zwlekano z publikacją. Co nie znaczy, że nie są to udane nagrania. Wręcz przeciwnie. Muzycy musieli wykazać się sporą inwencją, by przy tak ograniczonym instrumentarium nagrać album ciekawy i ...

[Recenzja] Miles Davis - "Live at the Fillmore East (March 7, 1970): It's About that Time" (2001)

Obraz
Album zwiera zapis dwóch występów, jakie Miles Davis dał 7 marca 1970 roku w nowojorskim Fillmore East. Były to prawdopodobnie jego ostatnie występy z udziałem Wayne'a Shortera, który odszedł do założonego wspólnie z Joe Zawinulem zespołu Weather Report. W ówczesnym koncertowym sekstecie Davisa występowali także Chick Corea, Dave Holland, Jack DeJohnette, oraz perkusjonalista Airto Moreira. Zespół skupił się na swoim najnowszym, elektrycznym repertuarze, przede wszystkim z nagranego już pół roku wcześniej, ale wydanego dopiero pod koniec marca "Bitches Brew". Muzycy wykonali również zupełnie świeżą kompozycję "Willie Nelson", która dopiero w następnym roku została wydana na albumie "Jack Johnson". Podczas pierwszego występu sekstet zaprezentował niesamowicie intensywny i żywiołowy set. Nawet na tle innych koncertówek Davisa z elektrycznego okresu, wypada on niezwykle agresywnie, momentami wręcz freejazzowo. Tutejsze wykonanie "Directions...

[Recenzja] East of Eden - "East of Eden" (1971)

Obraz
Przed nagraniem tego albumu, ze składu East of Eden odeszli wszyscy muzycy, z wyjątkiem Dave'a Arbusa. Na ich miejsce lider zatrudnił gitarzystę Jima Roche'a (znanego z oryginalnego wcielenia Colosseum), śpiewającego basistę i okazjonalnie drugiego gitarzystę Davida Jacka, oraz perkusistę Jeffa Allena. Powstał zupełnie nowy zespół, który powinien przyjąć nową nazwę. Oczywiście, ze względów merkantylnych nie wchodziło to w rachubę. Jednak na debiutanckim albumie nowego składu (zuchwale zatytułowanym nazwą zespołu), nie zostało nic z tej charakterystycznej dla poprzednich albumów mieszanki psychodelii, folku, jazzu i muzyki wschodniej. "East of Eden" to zwrot w stronę zwyczajnego rocka. Jedynie partie Arbusa na skrzypcach, saksofonie i flecie przywołują odrobinę klimatu wcześniejszych dokonań. Początek nie zachwyca. "Wonderful Feeling" to banalny kawałek, kojarzący się z solową twórczością Erica Claptona. Nie ratuje go nawet udana środkowa część instrum...

[Recenzja] Rage Against the Machine - "The Battle of Los Angeles" (1999)

Obraz
Tym razem przygotowanie nowego materiału zajęło muzykom odrobinę mniej czasu. I może dlatego na "The Battle of Los Angeles" jest, w porównaniu z "Evil Empire", znacznie więcej energii i konkretnego czadu, zamiast wysilonego wydziwiania. Świetnym przykładem są wszystkie cztery single promujące album: "Testify", "Guerrilla Radio", "Calm Like a Bomb", oraz oparty na bardzo klasycznie rockowym riffie "Sleep Now in the Fire". Sporą dawkę energii i przebojowości zawierają także takie kawałki, jak "Maria" czy "War Within a Breath". Jednak i tutaj zdarzają się próby wyjścia ze schematu. Czasem naprawdę udane, jak właściwie stricte-hiphopowy "Mic Check", zbudowany na bardzo intrygującym podkładzie. Ciekawych dźwięków nie brakuje też w ostrzejszym "Born as Ghosts". Ale czasem eksperymenty są zbyt zachowawcze, jak "Born of a Broken Man", którego balladowe (!) zwrotki wprowadzają do m...

[Recenzja] Blue Effect & Jazz Q Praha ‎- "Coniunctio" (1970)

Obraz
Album "Coniunctio" jest wynikiem współpracy dwóch czechosłowackich, a ściślej mówiąc praskich zespołów: bluesrockowo-psychodelicznego Blue Effect (później używającego nazwy Modrý Efekt i grającego w bardziej jazzowo-progrockowym stylu), oraz freejazzowego (później jazzrockowego) Jazz Q Praha. Z pierwszej z tych grup wywodzą się gitarzysta Radim Hladík, basista Jiří Kozel, oraz perkusista Vlado Čech, natomiast z drugiej - klawiszowiec i trębacz Martin Kratochvíl, saksofonista i flecista Jiří Stivín, kontrabasista Jiří Pellant, oraz perkusista Milan Vitoch. Dla obu zespołów "Coniunctio" był fonograficznym debiutem, chociaż Blue Effect zarejestrował wcześniej (jeszcze z wokalistą Vladimírem Mišíkem) materiał na wydany nieco później w 1970 roku album "Meditace". Jazz Q swój pierwszy samodzielny album, "Pozorovatelna / The Watch-Tower", wydał dopiero w 1973 roku, gdy w składzie z wyżej wymienionych muzyków pozostał tylko Kratochvíl....

[Recenzja] Miles Davis - "The Complete Bitches Brew Sessions" (1998)

Obraz
"The Complete Bitches Brew Sessions" to drugi z serii boksów, których celem jest skompilowanie jak największej ilości materiału pochodzącego z danego etapu kariery Milesa Davisa. W przypadku tej części mamy do czynienia z nagraniami dokonanymi od połowy sierpnia 1969 do połowy lutego 1970 roku. Jest to znacznie dłuższy okres, niż rzeczywista sesja nagraniowa "Bitches Brew" - cały album został zarejestrowany w ciągu trzech dni, pomiędzy 19-21 sierpnia. Tytuł "The Complete Bitches Brew Sessions" jest tym bardziej mylący, że z tej sierpniowej sesji nie znalazło się tutaj nic, poza albumowym miksem Teo Macero. Wersje tych kompozycji sprzed edycji byłyby z pewnością wartościowym dodatkiem. Boks na czterech płytach zawiera 22 utwory. Kolejno są to: Kompletny album "Bitches Brew" - 6 utworów z 19-21 sierpnia 1969. 2 utwory z 19 listopada - wydane wcześniej na "Big Fun" (1974). 2 utwory z tej samej sesji - niepublikowane wcześniej kompozyc...

[Recenzja] Dire Straits - "Dire Straits" (1978)

Obraz
Dire Straits to jeden z dosłownie kilku klasyków rocka, których twórczości nigdy nie potrafiłem polubić. Nie żebym jakoś szczególnie próbował. Zawsze uważałem, że to zespół w sam raz dla ludzi po czterdziestce, którzy w sumie za bardzo muzyką się nie interesują, dlatego wybierają takie melodyjne, spokojne i niezbyt absorbujące granie. Zapoznałem się jednak z całą studyjną dyskografią, oraz koncertowym "Alchemy" (z większością tych albumów w ciągu kilku ostatnich miesięcy), ale tylko utwierdziło mnie to w moim przekonaniu. Choć muszę przyznać, że jedno wydawnictwo wyróżnia się in plus na tle pozostałych, a jest nim eponimiczny album debiutancki. W 1978 roku muzyczny mainstream zdominowany był przez punk rock i disco. Był to też okres wzmożonego rozwoju muzyki elektronicznej, awangardowego rocka progresywnego oraz tych nieco ambitniejszych rzeczy wyrastających z punku, czyli tzw. post-punku i szeroko rozumianej nowej fali. Debiut Dire Straits w takim otoczeniu wydawał s...