[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)
Trzy i pół roku po zrecenzowaniu premierowego wówczas albumu "Fossora", w końcu opisuję ostatnią z poprzedzających ją płyt Björk. Pominąłem tylko tę nagraną przez Islandkę w dzieciństwie oraz te z muzyką filmową. Była to jedna z najmocniejszych dyskografii, jakie miałem okazję tu opisywać. To rzadki przypadek artystki nietracącej z biegiem lat kreatywności, wykazującej coraz większe ambicje artystyczne, która po skonsumowaniu komercyjnych sukcesów dokonała wręcz sabotażu dalszej kariery. Szkoda tylko, że na koniec tego cyklu pozostała akurat najmniej ekscytująca pozycja z tych bardziej eksperymentalnych. Bjork wciąż próbuje tu nowych rzeczy, ale ma problem z nadaniem swoim pomysłom odpowiedniej dla nich formy. Oprawa graficzna jest tu akurat niezbyt postępowa. Widząc tę okładkę trudno nie skojarzyć jej z równie szpetną grafiką "Homogenic". A najbardziej ekskluzywne wydanie to powtórka z albumu "Biophilia" - tam było pudełko z dziesięcioma fletami w tonacji...