Posty

Wyświetlam posty z etykietą andrew hill

[Recenzja] Andrew Hill - "Compulsion" (1967)

Obraz
Na poprzednich albumach Andrew Hill wypracował swój własny styl, mieszczący się mniej więcej dokładnie pomiędzy głównym nurtem, a jazzową awangardą. Pianista nie chciał jednak stać w miejscu, a zamiast tego próbować nowych rozwiązań. Album "Compulsion" to próba zdefiniowania się na nowo. Zdecydowany krok w bardziej awangardowym kierunku. Nie jest to może pójście w kompletny freejazzowy radykalizm, jednak zawarta tu muzyka ma bardzo wyzwolony charakter. Jednak album jest przede wszystkim próbą nawiązania do afrykańskiego dziedzictwa lidera i jego współpracowników. Materiał został zarejestrowany 8 października 1965 roku w studiu Van Geldera, a w sesji uczestniczyli tacy muzycy, jak trębacz Freddie Hubbard, grający na saksofonie tenorowym i klarnecie basowym John Gilmore (stały współpracownik Sun Ra), basiści Cecil McBee i Richard Davis (ten drugi wystąpił tylko w jednym utworze), perkusista Joe Chambers, a także grający na afrykańskich perkusjonaliach Renaud Simmons i Na...

[Recenzja] Andrew Hill - "Point of Departure" (1965)

Obraz
Przełom lat 1963/64 był niezwykle pracowity dla Andrew Hilla. W ciągu pół roku pianista nagrał cztery autorskie albumy dla Blue Note: "Black Fire", "Smoke Stack" (choć nagrany jako drugi, wydany jako ostatni, dopiero w 1966 roku), "Judgment!" oraz "Point of Departure". I na każdym z nich udało mu się utrzymać bardzo wysoki poziom. Był w końcu niezwykle utalentowanym kompozytorem (samodzielnie skomponował cały materiał na wspomniane albumy) i instrumentalistą, w dodatku zawsze dobierającym sobie współpracowników z najwyższej półki. W przypadku albumu "Point of Departure" - zarejestrowanego 21 marca 1964 roku w Van Gelder Studio - byli to: Eric Dolphy, Joe Henderson, Kenny Dorham, Richard Davis i Tony Williams. Te nazwiska mówią same za siebie. Warto natomiast zauważyć, że Hill po raz pierwszy skorzystał z tak rozbudowanego składu. Do tamtej pory preferował granie w kwartecie, z basistą, perkusistą i - w zależności od albumu - saksof...

[Recenzja] Andrew Hill - "Judgment!" (1964)

Obraz
"Judgment!" to jeden z tych albumów, która można brać w ciemno. Wystarczy spojrzeć na okładkę, ze znaczkiem Blue Note i czterema nazwiskami: Andrew Hill, Bobby Hutcherson, Richard Davis, Elvin Jones. A na odwrocie winylowej koperty pojawia się nie mniej zachęcająca informacja o tym, że nagrań dokonano w Van Gelder Studios, pod producenckim nadzorem Alfreda Liona, w dniu 8 stycznia 1964 roku. Po takim składzie, miejscu i czasie nagrywania można spodziewać się muzyki na najwyższym poziomie. I to właśnie przynosi ten album. Na swojej drugiej sesji nagraniowej dla Blue Note pianista Andrew Hill ponownie wystąpił w kwartecie. Tym razem zrezygnował jednak z udziału saksofonu - instrumentu, który zdecydowanie nie był niezbędny dla jego muzyki. Zamiast tego postanowił wykorzystać wibrafon, którego obsługę powierzył coraz bardziej cenionemu w jazzowym środowisku Bobby'emu Hutchersonowi. Było to doskonałe posunięcie. Hill i Hutcherson od razu nawiązali muzyczną nić porozumie...

[Recenzja] Andrew Hill - "Black Fire" (1964)

Obraz
Andrew Hill to jeden z najzdolniejszych i najbardziej cenionych pianistów oraz kompozytorów nowoczesnego jazzu. Niespecjalnie jednak przekładało się to na jego popularność. Być może dlatego, że podobnie jak chociażby Eric Dolphy, tworzył muzykę zbyt awangardową dla mainstreamu, a jednocześnie zbyt mainstreamową dla awangardy. Na pewno nie pomagał fakt, że Hilla rzadko można było usłyszeć na płytach innych jazzmanów. Spośród tych kilku, na których zagrał, najbardziej znane są chyba "Our Thing" Joego Hendersona i "Dialogue" Bobby'ego Hutchersona, a więc zdecydowanie nie pierwsza liga, jeśli brać pod uwagę samą popularność. Z drugiej strony, na jego własnych albumach można usłyszeć wielu wybitnych i bardziej od niego samego znanych instrumentalistów, co pokazuje, jak wielkim uznaniem cieszył się w środowisku jazzowym. Pierwszy autorski album Andrew Hilla, "So in Love", został nagrany jeszcze w latach 50. Jednak jego działalność na dobre zaczęła się...