2 marca 2021

[Recenzja] Adam Makowicz - "Unit" (1973)



Adam Makowicz, a właściwie Matyszkowicz, to jeden z niewielu polskich jazzmanów, którym faktycznie udało się zaistnieć na całym świecie. Muzykiem został właściwie przypadkiem. Fortepianem zainteresował się w dzieciństwie, gdy instrument ten trafił do rodzinnego domu zamiast jednej z wypłat dla jego ojca. Makowicz zaczynał od grania Chopina i innych klasycznych kompozytorów, jednak z czasem zafascynował go jazz. W okresie studenckim grał w jednym zespole z Tomaszem Stańko, do czasu gdy trębacz pod wpływem Ornette'a Colemana zrezygnował z pianisty w składzie. Następnie współpracował z Andrzejem Kurylewiczem, a także ze Zbigniewem Namysłowskim, z którym odbył swoją pierwszą albumową sesję. Zarejestrowany wówczas "Zbigniew Namysłowski Quartet" opublikowano w 1966 roku jako 6. pozycję serii Polish Jazz. W tym samym okresie Makowicz rozpoczął współpracę z Novi Singers, a następnie z Urszulą Dudziak i Michałem Urbaniakiem. W połowie lat 70. coraz częściej występował za granicą, a pod koniec dekady na stałe przeprowadził się do Stanów, gdzie występował występował w najsłynniejszych jazzowych klubach oraz salach koncertowych.

Jako solista zadebiutował jeszcze w Polsce. W marcu 1973 roku zarejestrował swój pierwszy autorski album, "Unit", opublikowany w ramach cyklu Polish Jazz pod numerem 35. To jeden z pierwszych polskich albumów fusion. Prezentujący w dodatku dość oryginalne, bardzo minimalistyczne podejście do tego stylu, gdyż liderowi w nagraniach towarzyszył jedynie perkusista Czesław Bartkowski. Co jednak wcale nie oznacza przesadnie ascetycznego brzmienia. Lider przeważnie gra tutaj na dwóch elektrycznych pianinach jednocześnie, z których jedno - Fender Bass - skutecznie zastępuje kontrabas lub gitarę basową, a czasem, dzięki nałożonemu przesterowi, imituje brzmienie elektrycznej gitary, tworząc fajny kontrast dla drugiego pianina (np. w "Drinking Song", "Suggestion", a także interpretacji "Nie jest źle" Krzysztofa Komedy). Ze względu na kameralne instrumentarium, obaj muzycy musieli dać z siebie wszystko, by interesująco wypełnić całą przestrzeń. Znakomicie wywiązali się tego zadania, pokazując prawdziwą wirtuozerię, niemałą wyobraźnie, a także doskonałą interakcję. Błyszczą także wtedy, gdy grają osobno, jak choćby w finałowej przeróbce jazzowego standardu "Cherokee", rozpoczętego intensywną solówką Bartkowskiego, w dalszej części będącego solowym popisem Makowicza na akustycznym fortepianie. Pomijając dwa ostanie na płycie nagrania oraz "Seven for Five" Wojciecha Karolaka, materiał został stworzony głównie przez lidera, z małą pomocą perkusisty w "Blues". Pianista zaproponował całkiem różnorodne i charakterystyczne pod względem tematów kompozycje.

Nie jestem wielbicielem jazzu w tak kameralnym wydaniu, jednak ten album z przyjemnością wielokrotnie przesłuchałem. Jednak zdecydowanie nie nazwałbym tego wydawnictwa wybitnym. Czegoś tu jednak brakuje do prawdziwego zachwytu. Może większej odwagi w eksplorowaniu elektrycznych brzmień (za którymi Adam Makowicz ponoć nigdy nie przepadał), może jakichś prób odejścia od klasycznego schematu jazzowych kompozycji. Nie da się ukryć, że pod oboma względami jest to granie bardzo zachowawcze, jak na 1973 rok. Niemniej jednak warto się z tym materiałem zapoznać.

Ocena: 7/10



Adam Makowicz - "Unit" (1973)

1. The Song from the Valleys / Pieśń z dolin; 2. War Song / Pieśń wojenna; 3. The Song from the Hills / Pieśń ze wzgórz; 4. Drinking Song / Pieśń pijacka; 5. Sacred Song / Pieśń religijna; 6. Seven for Five; 7. Suggestion; 8. Blues; 9. It's Not Bad; 10. Cherokee

Skład: Adam Makowicz - instr. klawiszowe; Czesław Bartkowski - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Jacek Złotkowski


2 komentarze:

  1. Podzielam opinie Pawła, że nie jest to jakiś wybitny album, chociaż przyjemnie się go słucha.Adam Makowicz wyraźnie źle się czuł w graniu grupowym i po początkach zespołowych szybko poszedł w kierunku kameralistyki jazzowej solo lub w duetach (np. duo z basista George Mrazem). Jest niewątpliwie sprawnym technicznie pianistą, ale jest w jego graniu solowym coś co mnie nie porywa. Jego jazz brzmi jak wykalkulowany, bardziej w stylu pianistyki klasycznej niż wyzwolonej improwizacji. W USA jest gwiazdą, wypełnia największe sale koncertowe, ale gra głównie sprawdzony repertuar z Great American Songbook dla szerokiej publiczności, unikając zbytniego eksperymentu z tymi klasykami jazzu i muzyki popularnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Celna recenzja i trafna ocena. Dwóch świetnych muzyków, ale słychać, że Makowicz po prostu męczył się, grając muzykę bliską fusion (i to mimo doświadczenia, jakie zdobył u Urbaniaka). Na akustycznym fortepianie jest świetny - ma bajeczną technikę (jak dla mnie to taki jazzowy "Pollini") i mimo, że faktycznie jego styl jest dość zachowawczy - to Winter Flowers czy duety z Możdżerem są świetne. Widziałem go na żywo - przed 3 laty - ciągle w doskonałej formie (porywająco zagrał "Misty"), co u pianistów, którzy przekroczyli siedemdziesiątkę jest raczej rzadkością.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane.