[Recenzja] Eskaton - "4 Visions" (1981)



Historia wydawnicza drugiego albumu Eskaton jest dość nietypowa. "4 Visions" został nagrany w 1978 lub 1979 roku, jeszcze przed debiutanckim "Ardeur". Ukazał się jednak parę miesięcy później, początkowo wyłącznie na kasecie magnetofonowej. Pierwszego wznowienia materiał doczekał się dopiero w 1995 roku, na płycie kompaktowej wydanej przez szwedzką wytwórnię Ad Perpetuam Memoriam. W tej wersji posiada zupełnie nową okładkę (widoczną powyżej), zmieniono też kolejność utworów, a nawet dodano jedno dodatkowe nagranie (z innej, późniejszej sesji), co jednocześnie trochę pozbawia sensu tytuł. Japońskie wydanie z 2003 roku jest niemalże dokładną repliką szwedzkiego, zarówno pod względem graficznym, jak i doboru materiału. Longplay doczekał się jeszcze dwóch reedycji firmowanych przez francuski label Soleil Zeuhl. Na kompakcie z 2010 roku kolejność utworów jest zgodna z dwoma poprzednimi wznowieniami, ale zupełnie inny jest materiał bonusowy (cztery nagrania zarejestrowane w latach 1984-85) i okładka. Na winylowej edycji z 2013 roku przywrócono wcześniejszą (niebieską) okładkę i nie zamieszczono żadnych bonusów.

W chwili nagrywania tych utworów Eskaton był oktetem z dwiema wokalistkami, trzema klawiszowcami, gitarzystą, basistą oraz perkusistą (na "Ardeur" skład zmniejszył się do sekstetu, tracąc jednego z klawiszowców, Erica Guillaume'a, a także gitarzystę Alaina Blesinga). Pomimo pierwotnej formy wydania (w tym oryginalnej grafiki - patrz niżej) i faktu, że połowa kompozycji została powtórzone na następnym - choć wcześniej wydanym - albumie ("Attente", "Eskaton"), zdecydowanie nie należy traktować "4 Visions" jako demówki. Przede wszystkim dlatego, że to bardzo dojrzały - i bardzo dobry - materiał, a chyba nawet staranniej wyprodukowany i lepiej brzmiący (nie dysponuję jednak oryginalnymi wydaniami, żeby to potwierdzić).

Eskaton ewidentnie był pod silnym wpływem  swoich rodaków z grupy Magma, ale już tutaj zespół zaproponował własną wizję zeuhlu, w której jest mniej patosu, mniej naśladowania Orffa czy Strawinskiego za pomocą rockowego instrumentarium i chóralnych partii wokalnych, natomiast więcej ładnych, wyrafinowanych melodii. No i teksty są śpiewane po francusku, a nie w sztucznym języku kobaiańskim. Kunsztowne, ciekawie się dopełniające partie wokalne Paule Kleynnaert i Amary Tahir już w tych najstarszych nagraniach były wyznacznikiem zespołu. W porównaniu z "Ardeur", na "4 Visions" bardziej wyrazista, uwypuklona jest warstwa rytmiczna (gęsta, transowa gra Bernardiego i Koniga wywołuje najsilniejsze skojarzenia z Magmą), mniej tu brzmień syntezatora, a więcej elektrycznego pianina, organów oraz gitary, ponadto utwory są bardziej rozbudowane, więcej w nich interesujących solowych partii instrumentalnych. Wszystkie cztery utwory są niesamowicie intensywne (jedynie w "Pitié" następują momenty wytchnienia), ale jest to jednocześnie muzyka bardzo wysublimowana, pokazująca duże możliwości muzyków, z których umiejętnie korzystają. Opisywanie poszczególnych utworów nie ma większego sensu, gdyż wszystkie są równie wspaniałe.

"Le Cri", utwór dodany do reedycji z lat 1995 i 2003, zdecydowanie nie odstaje poziomem, jednak wyraźnie różni się brzmieniem (ze znacznie szerszym wykorzystaniem syntezatora). Z początku charakteryzuje się bardziej melancholijnym nastrojem, który podkreślają bardzo ładne partie basu i pojedyncze dźwięki syntezatora, ale z czasem nabiera większej intensywności, zbliżając się do muzyki z "4 Visions". Na pewno warto poszukać wydania z tym utworem. To nic, że pochodzi z innej sesji - doskonale uzupełnia ten album. Natomiast cztery bonusy z 2010 roku - "Les Chutes Du Sanzu", "La Horde", "La Nuit" i "Le Gros Délire" - już tak udane nie są i zdecydowanie nie pasują tu ani pod względem brzmienia, ani stylistyki - wciąż jest to zeuhl, ale znacznie bardziej przesiąknięty elektroniką i estetyką lat 80. Może jazzujący "La Nuit" aż tak bardzo nie odstaje od podstawowego materiału, choć bardzo się od niego różni, ale cała reszta, na czele z "Le Gros Délire", nie powinna się tu znaleźć. Nieporównywalnie brzydsza jest też okładka, więc lepiej unikać tego wydania.

"4 Visions" to jeden z niewielu zeuhlowych albumów, które faktycznie można postawić w jednym szeregu z największymi dokonaniami Magmy. I w ogóle wśród najlepszych wydawnictw z kręgu rocka progresywnego. Jest też kolejnym dowodem, że 1981 był bardzo dobrym rokiem dla ambitniejszych rodzajów muzyki rockowej. To wtedy ukazały się przecież tak doskonałe albumy, jak np. "The Ascension" Glenna Branki, "Barndomens Stigar" Kultivator, "Deceit" This Heat, "Desire" Tuxedomoon, "Discipline" King Crimson, "Eros" Dün czy koncertowy "Rétrospective" Magmy.

Ocena: 9/10



Eskaton - "4 Visions" (1981)

1. Ecoute; 2. Pitié; 3. Attente; 4. Eskaton

Reedycje z lat 1995 / 2003: 
1. Eskaton; 2. Attente; 3. Ecoute; 4. Pitié; 5. Le Cri

Skład: Gilles Rozenberg - syntezator, organy; Marc Rozenberg - elektryczne pianino; Eric Guillaume - elektryczne pianino; Alain Blesing - gitara; André Bernardi - gitara basowa; Gérard Konig - perkusja; Amara Tahir - wokal; Paule Kleynnaert - wokal
Producent: Eskaton


Po prawej: okładka oryginalnego wydania na kasecie magnetofonowej.


Komentarze

  1. Ze względów, które wymieniłem w komentarzu pod Twoim artykułem/przeglądem zespołów zeuhlowych, osobiście bardziej preferuję "Ardeur", co ogólnie wpisuje się w pewną prawidłowość jaką u siebie zauważyłem - nie przeszkadza mi za bardzo "wtórność" jako taka, za to bardziej pewien rodzaj monotonii/transowości (szczególnie w sekcji rytmicznej) - ogólnie można by rzec - pewien odcień na pozór może nawet pożądanej estetyki danej płyty (często wokal, frazowanie itp.), albo czasem estetyki z miejsca mnie odrzucającej, co może być wadą w otwieraniu się na nowe "wynalazki"...choć pod pewnymi względami to czasem ulga, że może jednak starczy życia na zapoznanie się z wyśnioną acz nieogarnioną płytoteką wszechczasów...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)