30 maja 2020

[Recenzja] Camberwell Now - "The Ghost Trade" (1986)



Grupa This Heat przez zdecydowaną większość swojej działalności była triem. Jednak jej główną siłą napędową niewątpliwie był Charles Hayward. Nie zostawia co do tego żadnych wątpliwości jego późniejsza działalność pod szyldem Camberwell Now. To kolejne trio, którego składu dopełnili Trefor Goronwy, grający na różnych gitarach, oraz Steve Rickard, odpowiedzialny głównie za obsługę taśm (na koncertach używał urządzenia własnej konstrukcji, umożliwiającego stosowanie technik studyjnej obróbki dźwięku na scenie). Obaj byli związani wcześniej z This Heat - Goronwy zajął miejsce Garetha Williamsa podczas ostatnich koncertów, a Rickard współpracował z zespołem jako techniczny. Twórczość Camberwell Now stanowi bezpośrednią kontynuację dokonań poprzedniej grupy Haywarda - wystarczy porównać to charakterystyczne podejście do rytmu i harmonii, ale też proces tworzenia muzyki - a jednocześnie ich rozwiniecie, w dokładnie takim kierunku, jaki wytyczały kolejne wydawnictwa This Heat. Dźwiękowe eksperymenty nie są już celem samym w sobie, a jedynie jednym ze stosowanych przez grupę rozwiązań. Forma utworów jest zdecydowanie przystępniejsza, a struktury bardziej określone. Pokręcona warstwa rytmiczna przypomina o avant-progowych korzeniach, ale czyste brzmienie i uwypuklone melodie kierują tę muzykę raczej w stronę post-punku.

Camberwell Now pozostawił po sobie tylko dwie EPki oraz jeden album długogrający, "The Ghost Trade". Składający się zaledwie z sześciu utworów, niespełna czterdziestominutowy longplay to jedno z najwspanialszych muzycznych dokonań lat 80., łączących prawdziwie progresywne ambicje artystyczne z niebanalną przystępnością. Nie jest to, oczywiście, muzyka, która każdemu przypadnie do gustu, dla wielu będzie zbyt dziwna, zbyt inna od wszystkiego, co znają i lubią. Zainteresuje jednak z pewnością tych bardziej otwartych słuchaczy. Na mnie największe wrażenie robią tutaj te najbardziej energetyczne utwory w rodzaju "Speculative Fiction", "Green Latern" i przede wszystkim "Working Nights", które uporczywie wkręcają się do uszu swoją intensywną, nerwową rytmiką i misternymi, zapętlającymi się partiami gitar, ale też stanowiącymi dla nich kontrapunkt partiami wokalnymi, całkiem melodyjnymi i zapadającymi w pamieć, pomimo swojej dziwności. Klimat jest tu dużo pogodniejszy niż u This Heat. Instrumentaliści ciekawie bawią się muzyką, nie pozwalając, by ograniczyła ich bardziej piosenkowa forma utworów. Dzięki temu ich złożone partie są jednocześnie zaskakująco lekkie, całkowicie bezpretensjonalne. Nie mniej interesująco wypada rozbudowany utwór tytułowy, w którym muzycy stawiają raczej na budowanie hipnotyzującego nastroju, jednocześnie dodając sporą dawkę humoru w postaci przerysowanej, teatralnej maniery partii wokalnych oraz dźwięków kazoo. W drugiej, całkowicie instrumentalnej, połowie robi się jednak bardziej poważnie, dzięki czemu łatwiej się skupić na artystycznych walorach. Na albumie znalazł się też łagodniejszy "Wheat Futures", utrzymany raczej w avant-folkowej stylistyce, całkiem pozbawiony tej zakręconej rytmiki pozostałych nagrań. Takie urozmaicenie niewątpliwie było dobrym pomysłem, ale sam utwór nie do końca mnie przekonuje, zdaje się nieco przeciągnięty.

Co ciekawe, "The Ghost Trade" wciąż nie doczekał się kompaktowego wznowienia w swojej oryginalnej formie. Cały materiał z tego albumu jest jednak dostępny na wydanej tylko na płycie kompaktowej składance "All's Well" z 1992 roku. Kompilacja obejmuje także większość - ale nie wszystkie, choć tak sugeruje tytuł - pozostałych studyjnych nagrań grupy. Całość rozpoczyna się od trzech utworów z EPki "Meridian" z 1983 roku: "Cutty Sark", "Pearl Divers" oraz "Spirit of Dunkirk" (tworzących razem pewną całość). Wszystkie utrzymane są w tej bardziej folkowej stylistyce, ale jednocześnie zdają się bardziej zwarte od "Wheat Futures". Szczególnie podoba mi się melodyjny "Cutty Sark" (z gościnnym udziałem innego byłego członka This Heat, Charlesa Bullena). Niestety, na kompilację nie trafiły dwa pozostałe nagrania z tego wydawnictwa: "Trade Winds" i "Splash". Ten drugi pojawia się natomiast w alternatywnej wersji, zatytułowanej "Resplash", oryginalnie wydanej na składance "Myths. Instructions 1." z utworami różnych wykonawców (trafiła na nią też inna kompozycja Camberwell Now, "For Those In Peril on the Sea", której na "All's Well" nie zamieszczono). "Resplash" to całkiem interesujący instrumental, który pod względem konstrukcji przypomina te bardziej eksperymentalne nagrania This Heat, folkowe dźwięki łączą go z zawartością "Meridian", a zakręcona partia basu była już wyraźną zapowiedzią "The Ghost Trade".

"Daddy Needs a Throne" to z kolei odrzut z sesji nagraniowej jedynego albumu grupy, oryginalnie wydany na innej składance różnych wykonawców, "Ritual: Magnetic North" (opublikowanej w 1985 roku wyłącznie na kasecie magnetofonowej). Nie uwzględniono go w repertuarze "The Ghost Trade", ponieważ rzekomo by tam nie pasował. Moim zdaniem posłowałby o wiele lepiej niż "Wheat Futures", pod względem zarówno stylistyki, jak i jakości. "All's Well" zawiera też cały repertuar EPki "Greenfingers" z 1987 roku. Nagranie tytułowe oraz "Mystery of the Fence" również doskonale wpasowałyby się na "The Ghost Trade", choć wyraźnie słychać tu jeszcze bardziej piosenkowe nastawienie muzyków. Szczególnie porywająco wypada tytułowy "Greenfingers", w który świetnie wpleciono partie saksofonu. Nieznane wcześniej oblicze grupy pokazuje natomiast "Know How" - niemalże popowa ballada. Dopełniający całość "Element Unknown" to już tylko półtoraminutowy kolaż dźwiękowy, przypominający o pokrewieństwie Camberwell Now z This Heat. Jeśli ktoś chciałby mieć wszystkie nagrania zespołu, to najlepszym rozwiązaniem jest zakup dwóch winylowych wydawnictw z 2016 roku: reedycji "The Ghost Trade" z dodanym "Daddy Needs a Throne" (jako druga ścieżka) oraz "The EP Collection", na którym zamieszczono cały materiał z "Meridian" i "Greenfingers", a także utwory "Resplash" i "For Those In Peril on the Sea" (być może najsłabszy z jej dorobku - nie udało mi się jednak poznać "Trade Winds" i "Splash").

Trochę szkoda, że najlepsze fragmenty EPek nie trafiły na "The Ghost Trade" (najlepiej zamiast "Wheat Futures", a nawet "Sitcom", które nie są złymi utworami, ale odrobinę odstają poziomem od pozostałych). Być może byłby to nawet materiał na maksymalną ocenę, do której w takiej formie trochę zabrakło. Wciąż jednak jest to jeden z najbardziej unikalnych, kreatywnych i najlepiej zagranych albumów tamtej dekady. W dodatku po latach wciąż brzmi świeżo i tak samo oryginalnie.

Ocena: 9/10



Camberwell Now - "The Ghost Trade" (1986)

1. Working Nights; 2. Sitcom; 3. Wheat Futures; 4. Speculative Fiction; 5. Green Lantern; 6. The Ghost Trade

Skład: Charles Hayward - instr. klawiszowe, perkusja, wokal; Trefor Goronwy - gitara, gitara basowa, erhu, instr. perkusyjne, wokal; Steve Rickard - cytra akordowa, efekty
Gościnnie: Mary Philips - wokal (2); Polly Edmett - wokal (6)
Producent: Camberwell Now

Camberwell Now - "All's Well" (1992)

1. Cutty Sark; 2. Pearl Divers; 3. Spirit of Dunkirk; 4. Resplash; 5. Daddy Needs a Throne; 6. Working Nights; 7. Sitcom; 8. Wheat Futures; 9. Speculative Fiction; 10. Green Lantern; 11. The Ghost Trade; 12. Greenfingers; 13. Mystery of the Fence; 14. Know How; 15. Element Unknown

Skład: Charles Hayward -  instr. klawiszowe, perkusja, melodyka, cytra akordowa, kazoo, wokal; Trefor Goronwy - gitara, gitara basowa, erhu, instr. klawiszowe, ukulele, instr. perkusyjne, drumla, wokal; Steve Rickard - cytra akordowa, efekty
Gościnnie: Charles Bullen - gitara basowa (1); Mary Philips - wokal (7); Polly Edmett - wokal (11); Maria Lamburn - saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, flet i altówka (12-15)
Producent: Camberwell Now


21 komentarzy:

  1. i pomyśleć że większość wolała słuchać nudnego jak flaki neo-progresu, a takie albumy zostawały w niszy niestety, eh....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i może dlatego wielkość niektórych albumów bierze się z ich ''niszowatości''?

      Inna sprawa, że ponoć ''o gustach się nie dyskutuje''. ;) Może to jest tak, że trzeba się wewnętrznie edukować i powoli przechodzić przez poszczególne nurty muzyczne? Nieustannie poszukiwać tego mitycznego Graala (którego i tak nigdy nie znajdziemy, a całą radość czerpiemy tylko z faktu jego poszukiwania).
      Skoro neo-progress się sprzedawał, to czemu z góry krytykować jego odbiorców? Sam mam kilka ulubionych płyt tego nurtu - ale z ręką na sercu przyznam, że sporo z czasem odrzuciłem i na 100% nigdy do nich nie wrócę. :)

      Usuń
    2. Nie w tym przypadku. Tutaj faktycznie grają muzycy o bardzo dużych umiejętnościach, kompozytorskich aranzacyjnych i wykonawczych, potrafiący zrobić z nich uzytek, umiejacy też w pełni wykorzystać możliwości studia nagraniowego, a w dodatku mający na siebie oryginalny pomysł. Już sama unikalność stawia ten album obiektywnie ponad neo-progiem, który jest kompletnie odtwórczy.

      I niby czemu nie dyskutować o gustach? Każdy ma prawo powiedzieć co mu się podoba lub nie podoba. Oczywiście lepiej skupić się na obiektywnych wadach lub zaletach. Bo przecież rzeczywista jakość muzyki nie zależy od tego, czy się komuś podoba.

      Usuń
    3. Moja wypowiedź o gustach celowo nawiązywała do znanego powiedzenia - to taka mała prowokacja z mojej strony. ;)

      Dzięki pogłębionym dyskusjom można odkryć inny wymiar czegoś, co z początku odrzucaliśmy (przykład: ''Trout Mask Replica''). Ale fajnie jest, jak recenzent ma dar przekonywania i dyskusja rozwija się merytorycznie.

      Usuń
  2. Przede wszystkim warto szukać w dobrych źródłach, choćby jak ta strona.Ten album jest na to dowodem.Tak samo omawiane wcześniej This Heat.
    Zdziwiłem się bardzo,gdy przesluchalem oba albumy,że tak odkrywcza i nowatorska muzyka wyszła z nurtu,którego kiedyś nie posadzalbym o takie dzieła. No ale człowiek całe życie się uczy.A słuchania muzyki,świadomego słuchania muzyki trzeba się uczyć. Bo słuchanie z typowo rozrywkowym podejściem może zatrzymać nas na etapie jakiegoś niezbyt wyszukanego grania.Owszem każdy ma prawo słuchać co mu się podoba.Nie każdy jednak ma odwagę by pójść dalej.
    Tak miałem w przypadku Gentle Giant.Początkowo nie rozumiałem tej muzyki,gdzieś tu na stronie zarzucalem 'Octopusowi' dziwne i niestworzone rzeczy,a teraz z przyjemnością słucham tego albumu,a co istotniejsze dostrzegam jego obiektywną wartość.
    Zaś co do wspomnianego tu neoproga, miałem podobnie.Było wielu wykonawców którzy mi się podobali, ale teraz nie mam ochoty do nich wracać. Może poza Riverside którego tutaj kiedyś dość nieporadnie bronilem. Ale z neoprogiem tak jest że trzeba go przejść aby móc trafić na rzeczy dużo ciekawsze lub takie które uzupełnią pewne braki wynikające ze słuchania neoprogresu.Trzeba cały czas szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ''Dobre źródła'' = słowa-klucz. Kto je odnajdzie, ten szczęśliwy. :)

      PS. O dziwo: długo ignorowałem istnienie stron RYM (w większości bazując np. na recenzjach/ocenach progarchives.com, artrock.pl, MLWZ)
      PS2. Z neo-proga pozostał mi sentyment do płyt Marillion z Fishem (i tu jestem pewny: nic nigdy mojego podejścia w tym temacie nie zmieni). No, może jeszcze taki Aragon ''Mouse'' wysłucham - no, ale reszta strasznie ''pordzewiała'' - inne płyty jakoś nie wytrzymały próby czasu.

      Usuń
  3. Do niedawna moim 'dobrym źródłem ' był Teraz Rock,ale obecnie to chyba nie ma czego szukać w tym piśmie.
    Wolę właśnie zajrzeć na rym lub tutaj.Wiele recenzji przeczytanych na tej stronie sprawiło,że albo odkryłem coś zupełnie nowego,albo na nowo podszedłem do płyt, które wydawały mi się niezrozumiałe i których nie docenilem właściwie przy pierwszych przesłuchaniach.
    Co do Marillion -pełna zgoda.
    Też mam sentyment do płyt z Fishem i uważam że nie jest to kompletnie bezwartosciowa i wtórna muzyka.Tak samo mam z zespołem Riverside.
    A wracając do Marillion-przez jakiś czas podobało mi się wcielenie z Hogarthem.Miałem nawet album 'Marbles'.I to wydawnictwo było na swój sposób świeże i ciekawe.Ale muzyka,którą wykonują na kilku ostatnich albumach w ogóle do mnie nie przemawia.
    I nie chodzi tu już o beczenie Hogartha.Zwłaszcza na 'F.E.A.R.'Tak posluchalem tego po recenzji w jedynym rockowym piśmie w Polsce.
    Już do tego nie wrócę. No ale Teraz Rock to nie jest najlepsze źródło.
    Aha, jeszcze jedna sprawa-nie jestem hejterem.To czasopismo kiedyś było dużo lepsze i mogłem z niego czerpać sporo wartościowych informacji.
    Niestety gdzieś po drodze to zatracili.Obracają się wokół sprawdzonych nazw tak jakby brakowało im siły i pasji do ciągłego poszukiwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zespoły, o których piszecie, absolutnie nic nie wniosły do stylistyki, w której obrębie tworzą. To tylko nieustanne przemielanie, na niezbyt wiele sposobów, tych samych paru patentów, które do takiej stylistyki zostały wprowadzone na długo przed powstaniem tych zespołów. Jeśli natomiast w ich muzyce jest coś wartościowego, to dokładnie te same wartości można znaleźć u grup, którymi tamte się inspirowały. I to w zdecydowanie w większych ilościach oraz w otoczeniu wielu innych walorów, jakich u naśladowców brakuje.

      Jeśli chodzi o prasę muzyczną w Polsce, to polecam magazyn "Lizard". Może nie brzmi to zbyt wiarygodnie, odkąd sam tam publikuję, ale wcześniej przez parę lat byłem zwykłym czytelnikiem. Każdy numer zawiera mnóstwo merytorycznych artykułów na temat raczej wartościowych twórców, głównie przedstawicieli rocka progresywnego (rzadko, ale zdarza się też, że tego z przedrostkiem neo-), psychodelii oraz nowoczesnego jazzu, przeważnie z lat 60. i 70., ale nie tylko.

      Usuń
    2. @ Paweł Pałasz: przeglądnąłem galerię okładek tego ''Lizarda'' - wygląda to naprawdę zacnie.
      Niestety, ale wersje drukowane nie są dla mnie - fizyczny brak miejsca na rozwijanie kolejnej kolekcji w moim mikroskopijnym mieszkaniu (obecnie stawiam na cyfryzację: od literatury, aż po muzykę).

      Usuń
    3. Każdy numer jest wart uwagi? Nie chcę jak neofita rzucić się na prawie (W końcu nie wszystkie numery są jeszcze dostępne) całe archiwum i stwierdzić "Lunatic Soul? Co oni pieprzą"

      Usuń
    4. @blackwaterpark: Zawsze możesz kupić, zrobić skany i odsprzedać lub oddać na makulaturę ;)

      @Filip: Na stronie jest spis treści każdego numeru. Wiadomo, że jak komuś podobają się tylko bardzo wybiórcze rzeczy w muzyce, to w wielu numerach nie trafi na nic dla siebie. Mnie chyba w każdym coś mogłoby zainteresować. Zwykle czytam też i tym, co niekoniecznie cenię, bo zawsze mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć.

      Usuń
    5. No dobra, to rzuciłem się jak oszołom na archiwum Śmizarda, przejrzałem spisy treści i z 36 numerów wybrałem 15 które by mnie interesowały. Mam nadzieję, że lektura będzie sążnista. Poczekamy do po weekendzie. Poczytam sobie np. o Brain Salad Surgery. Będę na bieżąco komentował odpowiednie płyty u Ciebie, bogatszy o wiedzę od Pana Filipowskiego i reszty kliki ;)

      Usuń
    6. Trochę nie lubię monologować, ale nie odpowiedziałeś nic, więc jestem zmuszony: Lizard własnie przyszedł (niecałe 24h!): Na pewno ładnie pachnie, na pewno papier dobrej jakości. Jak zajrzałem do najnowszego numeru to tez prezentuje się treściowo nienajgorzej. Ale moją uwagę przykuł ten żółty paseczek z napisem "Poszukujemy współpracowników". Jak uważasz, próbować tam wbić, czy może oni nie są tacy chętni? Ty dużo razy pukałeś do ich drzwi zanim udało Ci się dostać do publikacji?

      Usuń
    7. Po zobaczeniu ogłoszenia długo się zastanawiałem, czy na pewno mam już wystarczającą wiedzę (jestem przekonany, że wciąż wiem o wiele za mało) i czy jestem w stanie coś tam wnieść. Pomyślałem, że mogę chociaż spróbować napisać artykuł na temat muzyki, na której się w miarę znam, a o której nie było jeszcze wiele (i raczej tylko w dziale recenzji) wspominane na łamach magazynu. W odpowiedzi zwrotnej dostałem informację, że tekst jak najbardziej pasuje stylistycznie i merytorycznie, i nadaje się do publikacji. Do numeru z Beatlesami na okładce nie trafił, ponieważ jest zrobiony w formie przeglądu, a były już zaplanowane dwa inne przeglądy. Ale w kolejnym, 37. numerze będzie już na pewno. Wkrótce powinna pojawić się zapowiedź.

      Brutalnie mówiąc, nie sądzę, żebyś Ty mógł tam coś wnieść. Na pewno nie z takim podejściem, jakie prezentujesz w swoich wypowiedziach. Żadne pismo nie będzie publikować artykułów, które mogą odstraszyć czytelników (odpadają więc teksty krytykujące powszechnie lubianych i cenionych wykonawców), a ten konkretny magazyn przykłada wagę do tego, by treści przekazywały wiedzę, były merytorycznie poprawne i obiektywne.

      Usuń
    8. "czy na pewno mam już wystarczającą wiedzę (jestem przekonany, że wciąż wiem o wiele za mało)" Takie zagwostki to cecha ludzi mądrych i samoświadomych.

      Tym czasem pan Filip też chciałby się tam wypowiadać...

      Usuń
    9. A ja myślałem, że było zupełnie inaczej.
      Mahavishnuu zagląda to od tak dawna, że wydawała mi się prawdopodobna opcja taka, że to on Cię tam polecił. A jezeli jest tam szefem (nie dokopałem się do składu redakcji) to nawet osobiście zaprosił. Brutalnie, ale byłem gotów ;D Rozumiem, podejście mam jakie mam, ale także uważam, że wiem wiele, wiele za mało. Jakbym wiedział odpowiednio dużo to mógłbym krytykować co i kogo chcę bo miałbym podstawy merytoryczne ;))) Jak ktoś nie chce krytyki cenionych wykonawców to niech czyta Teraz Śmiecia. Chyba w Lizardzie do twórczości muzycznej podchodzi się przekrojowo i dogłębnie. Ale zszokowało mnie, że w numerze 25 gdzie Pan Filipowski omawia szczegółowo Gentle Gianty* jest recenzja "Infinite" Deep Purple z oceną 9/10, do tego do innego (albo nawet tego samego) numeru dołączyli płytę z utworami Pana który ową recenzję napisał.
      Wiem, muszą jakoś przyciągać większą ilość czytelników, no ale.

      *W tym artykule poważne zarzuty zaczynają się już od płyty "Power and Glory" a jakiś dziegieć ma recenzja "In A Glass House". Nie myślałeś by wrócić do tych płyt po lekturze i zrewidować (albo nie) swoje spojrzenie na te płyty?

      Kolejny numer raczej kupię. Jeżeli ma być coś więcej o Talking Heads to tym bardziej, bo powoli godzę się z tym, że lata 80. i popunk to nie tylko flangerowy śmietnik.

      Usuń
    10. Owszem, podchodzi się przekrojowo i dogłębnie, ale też obiektywnie i w oparciu o fakty, a nie subiektywne upodobania.

      Artykuł o Gentle Giant wyjaśnił mi pewne kwestie i po lekturze jeszcze bardziej doceniłem ten zespół.

      Usuń
  4. Przede wszystkim dziękuję za informację. A co do dwóch pojawiających się we wcześniejszych komentarzach zespołów - ich temat chyba został wyczerpany przy okazji nielicznych recenzji i właściwie nie ma sensu o nich więcej pisać. Ale wiadomo - każdy sam decyduje czego chce słuchać. Ja osobiście nie traktuję muzyki tych wykonawców jako wyjątkowej sztuki.Ot taka typowo relaksujaca,ale sprawnie zagrana muzyka.Taka też jest potrzebna.Przynajmniej na kontrę dla tego co proponuje mainstream.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaznaczam, że nie twierdzę, że nie można słuchać tego, na co ma się ochotę. Dziwi mnie jednak, dlaczego akurat neo-prog miałby być alternatywą dla mainstreamu? Czyż wybór nie jest znacznie większy, nawet jeśli ograniczymy go tylko do muzyki łatwej w odbiorze? I druga kwestia: czy istnienie gorszych rzeczy, czyni neo-prog bardziej wartościowym? Nie, bo wartości nie ocenia się przez porównania. Ponadto nie bardzo rozumiem skąd potrzeba wracania akurat do tego przykładowego Marillion z Fishem, skoro istnieje muzyka bardzo podobna - Genesis z Gabrielem, wczesny Camel - która jest w stanie zaspokoić te same potrzeby, a przy tym dać słuchaczowi więcej, jako nieco bardziej kreatywna i treściwa.

      Usuń
  5. Nie wiem.Może osobowość Fisha.Może jego teksty.Chociaż zgodzę się Genesis z Gabrielem,a może nawet solowy Gabriel to lepsza alternatywa dla każdego neoproga.To samo w przypadku Camela.Zwłaszcza wczesne albumy.Choć i kilka późniejszych brzmi miło, ale nie odkrywczo.
    Przy okazji -czy pojawią się tutaj inne albumy Camel i czy jest szansa na solową twórczość Petera Gabriela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli z przyczyn pozamuzycznych. Bo muzycznie nie ma tam niczego, czego nie byłoby gdzie indziej. Natomiast w kwestii Camel - to nigdy nie był odkrywczy zespół. Późno zadebiutował i nic własnego nie wniósł. Choć pojawił się na tyle wcześnie, że tego typu muzyka wciąż była na czasie (aczkolwiek już zaczęła zjadać własny ogon). Do tego w ich wydaniu granie takiej muzyki brzmi naturalnie i bezpretensjonalnie, podczas gdy późniejsi naśladowowcy są strasznie zmanierowani i usilnie próbują grać w ściśle określony sposób.

      Nie mam tego w aktualnych planach.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".