3 sierpnia 2019

[Recenzja] Tool - "Undertow" (1993)



Wywiad z samym sobą.

Co sądzisz o Tool?

To chyba najczęstsze pytanie (a przynajmniej najczęstsze tego typu), jakie pojawia się w komentarzach. Szczerze mówiąc, jestem nim już strasznie znudzony i właśnie dlatego zdecydowałem się na tę rozmowę, abym nie musiał już wracać do tego tematu. Sam zespół jest mi kompletnie obojętny i raczej niewiele mam na jego temat do powiedzenia.

Ułatwię ci zadanie. Do kogo byś go porównał?

Do Rush i Guns N' Roses.

Serio? No, Rush to rozumiem, bo to też wybitny przedstawiciel rocka progresywnego w cięższej odmianie. Ale z tym Guns N' Roses to chyba wyłącznie zła wola.

Nic nie rozumiesz ;) Twórczość Rush i Tool może wydawać się wybitna w porównaniu z rockowym mainstreamem, bo na jego tle członkowie tych grup faktycznie posiadają nieco większe umiejętności. Ale jak się posłucha różnych bardziej awangardowych wykonawców - powiedzmy, że Franka Zappy, Captaina Beefhearta, Can, Henry Cow, Magmy, Gentle Giant, Gong, Soft Machine, King Crimson, Van der Graaf Generator czy nawet wczesnego Pink Floyd - to ma się zupełnie inną perspektywę, a opinie, jaka to muzyka Rush czy Tool jest progresywna, pokręcona i ambitna, wywołują jedynie uśmiech. Pierwsze albumy Rush to po prostu typowy dla połowy lat 70. hard rock, na eponimicznym debiucie zabarwiony bluesowo, później zdradzający inspirację rockiem progresywnym. Trochę lepiej zagrany od typowego hard rocka, może mający większe ambicje, ale wcale nie jest to dużo bardziej wyrafinowana czy kreatywna muzyka. Widzę tu wyraźną analogię z (nieeponimicznym) debiutem Tool, "Undertow". Zespół nie odchodzi tu daleko - jeśli w ogóle - od tego, co działo się w ciężkim rocku w pierwszej połowie lat 90. - słychać tu echa grunge'u i ówczesnego metalu. I znów - jest to zagrane nieco lepiej, ale to tyle. Nawet nie słychać, żeby zespół inspirował się czymś ambitniejszym. W dodatku elementy metalowe mocno go ograniczają - zwłaszcza jeśli chodzi o brzmienie i ubogie instrumentarium. Oczywiście, twórczość obu grup z czasem rozwijała się w ciekawsze rejony... ale rozmowa miała skupiać się na "Undertow".

Guns N' Roses, podobnie jak Tool, należy do ścisłej czołówki najpopularniejszych rockowych grup z lat 90. Łączy je ponadto to, że nie są zbyt kreatywne. Gunsi w ciągu nieco ponad trzydziestu lat działalności wydali ledwie 3-4 (zależy, czy "Use Your Illusion" liczyć jako dwa) albumy z premierowym materiałem i jeden z samymi przeróbkami. Nad swoim ostatnim męczyli się przez dziesięć lat, a od jego wydania minęło już drugie tyle czasu. Tool przez trzy dekady zdołał nagrać ledwie cztery albumy, z czego ostatni ukazał się 13 lat temu. Ok, podobno wkrótce ma wyjść coś nowego (oby nie tak wymęczonego, jak "Chinese Democracy"), ale to i tak bieda. Trzydzieści lat to szmat czasu. Miles Davis przez pierwsze trzy dekady działalności wydał kilkadziesiąt albumów, wymyślił cool jazz, stworzył jazz modalny, przyczynił się do rozwoju i spopularyzowania jazzu elektrycznego i fusion, zrobił też mnóstwo innych ekscytujących, nowatorskich i wpływowych rzeczy. King Crimson przez pierwsze trzydzieści lat wydał jedenaście albumów studyjnych, z których wiele faktycznie poszerzało granice muzyki rockowej, kilkakrotnie drastycznie zmieniając styl, nie idąc jednak na żadne kompromisy, lecz zachowując prawdziwie progresywne podejście. Mogę wymienić dziesiątki, jeśli nie setki wykonawców, którzy w znacznie krótszym czasie wnieśli do muzyki nieporównywalnie więcej, niż Tool przez całą swoją długą działalność. Ale już chyba dość się rozpisałem na ten temat, a nie tego miał dotyczyć ten tekst.

Pomówmy więc o "Undertow". Jest to najbardziej konwencjonalny album Tool, ale już tutaj słychać, że instrumentaliści posiadają ponadprzeciętne - jak na rockowy mainstream - umiejętności, a Maynard James Keenan jest rozpoznawalnym, wszechstronnym wokalistą. Już tutaj zespół pokazał, że potrafi pisać ciekawe utwory, jak "Prison Sex" lub "Sober"...

No, jakie jeszcze? Te dwa singlowe kawałki faktycznie się wyróżniają, głównie za sprawą najbardziej wyrazistych melodii. Ale kolejne kawałki zaczynają mi się coraz bardziej ze sobą zlewać, bo zespół nie wprowadza w nich praktycznie żadnych nowych elementów, jedzie cały czas na tych samych patentach.

W "4°" wykorzystano elektryczny sitar.

Jedynie do zagrania wstępu. A można było użyć go też w dalszej części kawałka, gdzie mógłby wejść w jakąś interakcję z pozostałymi instrumentami, albo chociaż pobrzękiwać w tle, dodając klimatu. Naprawdę, brzmienie tego albumu jest strasznie ubogie. Zwłaszcza jeśli porównać z tymi prawdziwie progresywnymi wykonawcami, którzy oprócz gitary, basu i perkusji stosowali też przeróżne instrumenty klawiszowe (akustyczne i elektryczne), dęte, smyczkowe i perkusyjne, a czasem jakieś naprawdę egzotyczne, w tym prawdziwe sitary, tambury, cytry i inne dulcimery. Natomiast jeśli już muzykom Tool tak bardzo zależało na ograniczeniu się tylko do tych instrumentów, na których mogli sami zagrać podczas koncertów, to mogli chociaż zróżnicować brzmienie samej gitary, która właściwie cały czas gra tu z takim samym natężeniem przesteru.

Jednak zdecydowanie wyróżnia się dziesiąty w kolejności, ale umieszczony na 69. ścieżce, po minucie ciszy, "Disgustipated".

Tak, ale to tylko bezsensowny kolaż, który niepotrzebnie wydłuża album z pięćdziesięciu pięciu do siedemdziesięciu minut. Nawet bez niego całość jest o dobre kilkanaście minut za długa, jak na tak monotonną muzykę.

Więc jak uzasadnisz poniższą ocenę?

To mimo wszystko solidne granie w stylu lat 90., a przy tym wykonane znacznie lepiej od reszty ówczesnej muzyki tego typu. Podoba mi się zwłaszcza to, że rola sekcji rytmicznej nie sprowadza się do prostego podkładu i grania w tle, podczas gdy gitarzysta walczy z wokalistą o uwagę słuchaczy - zamiast tego wszystkie instrumenty i wokal pełnią równoważną rolę, czasem całkiem ciekawie się uzupełniając. Prawdziwa zespołowa współpraca to coś naprawdę rzadkiego w muzyce rockowej z ostatniego 30-lecia. A tutaj jest obecna i to z całkiem dobrym efektem. I to bardzo tu cenię, ale nie mogę przejść obojętnie obok wspomnianych wcześniej wad.

Ocena: 6/10



Tool - "Undertow" (1993)

1. Intolerance; 2. Prison Sex; 3. Sober; 4. Bottom; 5. Crawl Away; 6. Swamp Song; 7. Undertow; 8. 4°; 9. Flood; 10. Disgustipated

Skład: Maynard James Keenan - wokal; Adam Jones - gitara, sitar (8); Paul D'Amour - bass; Danny Carey - perkusja
Gościnnie: Henry Rollins - wokal (4); Chris Haskett - efekty (10)
Producent: Sylvia Massy i Tool


21 komentarzy:

  1. Oj tam, oj tam panie Pawle. Przepraszam, że użyję na pana blogu niezbyt grzecznego określenia, ale gdy ta płyta ukaże się w końcu po 13 latach, to pewni osobnicy w TR zaczną się 'spuszczac' w swych recenzjach. Czekają już na to kilka ładnych lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzję pewnie mają już dawno napisaną, taką na 5/5, tylko czekają aż będzie dostępny odsłuch (dla nich przedpremierowo, dzięki układowi z wytwórnią), żeby odpowiednio dopasować tytuły. Zapewne gotowa jest też już druga wkładka o tym zespole, w której połowa tekstu to streszczenie działalności do 2006 roku, a druga połowa to kompilacja wypowiedzi muzyków z ostatnich trzynastu lat o postępach w pracy nad nowym albumem. Plus oczywiście recenzje, w których żaden album nie dostanie oceny niższej od 4/5 ;)

      Usuń
    2. We wkładce z 2006 roku były takie oceny:
      Undertow - 4/5
      Aenima - 4/5
      Laterlaus - 5/5
      10,000 Days - 4,5/5

      Obstawiam, że teraz będzie więcej dla drugiego i mniej dla czwartego.

      Usuń
    3. Mnie nawet ten uwielbiany przez wszystkich lubiących TOOLa Sober męczy. Jest po prostu nudny, mógłby trwać ze 2 minuty krócej

      Nie wiem czemu wszyscy tak leją na punkcie tego drugiego. Naprawdę nie wiem, pierwszy jest lepszy jako całość a trzeci i czwarty mają więcej zapamiętywalnych utworów.

      Tool to ta sama liga co Dream Theater czy Porcupine Tree. Czyli zespoły które próbują być czymś, ale tylko ignoranci nie wyłapią że są niczym.

      "Ale już się chyba dość napisałem na ten temat, a nie tego miał dotyczyć ten tekst." jest do korekty ;)

      Usuń
    4. Gdy są odsłuchy płyt przedpremierowe, rozmowy z muzykami od ręki, darmowe płyty i wstępy na koncerty to czemuż się dziwić. Minimum 4 musi być ;)
      Osobiście podzielam pana zdanie na temat Tool, że jest to zespół, który podkreśla umiejętności wszystkich muzyków, a nie wyścigi gitarzysty z wokalistą. Lubię Aenime i Lateralus. 10000days juwazam, że powstał z rozpędu. Zostało pomysłów z Lateralus i było co nagrać. Widocznie wena twórcza wróciła po 13 latach, choć osobiście uważam, że muzycy mieli z czego żyć i doszli do wniosku, że nagrać po raz kolejny Aenime może uwłaczać 'inteligencji' ich odbiorców. Stąd pewnie ta przerwa. Teraz po latach można zagrać to samo w innej melodia i pojechać na nostalgii fanów. Nie będą się czepiać, że to już było, w końcu dostaną po tylu latach to na co czekali, a że będzie to odcinanie kuponów od sławy, kto się będzie tym przejmował ;)

      Usuń
    5. @Filip: Tool to jednak nieco wyższa liga, niż kiczowaty, łączący co najgorsze w heavy metalu i neo-progu Dream Theater czy niepotrafiący wymyślić nic własnego, więc kradnący od kogo się da Steven Wilson. Tak naprawdę problem Tool polega nie na tym co gra, ale jak to jest na ogół odbierane - że niby takie ambitne, progresywne i w ogóle. Jeśli jednak traktować go jako zespół metalowy, grający w swoim rozpoznawalnym stylu, to jest to naprawdę ok i poza monotonią nie można wiele zarzucić.

      @Gabrielpeter: Jak dokonają takiego przełomu w swojej twórczości, jak np. King Crimson po powrocie w latach 80. (po przerwie o połowę krótszej), to mogą liczyć na moje uznanie ;) Ale na podstawie dotychczasowej twórczości i tak długiej przerwy wydawniczej (mimo aktywności koncertowej) nie widzę na to w ogóle szans.

      Usuń
    6. Trochę się pastwicie nad tym Dream Theater. ;) Czy ja wiem czy oni nie mają własnego stylu? Wydaje mi się że są dość charakterystyczni, żadnego nowego gatunku nie wymyślili, ale połączyli pewne inspiracje (głównie chyba Metalliki i Pink Floyd) i dało to coś charakterystycznego.

      Na temat ich wartości to mogę powiedzieć tyle że ich lubię i dla mnie nie są kiczowaci, choć przesadzają z popisami technicznymi, ale to też zależy od albumu. Cóż, pewnie się nie znam. :)

      Natomiast co do komentarzy na temat Tool-a w TR to pewnie tak będzie jak piszecie. Nowy album na 5 gwiazdek i niewykluczone że ponowna wkładka. W końcu jedno z muzycznych wydarzeń roku. ;)

      Usuń
    7. Z Floydami to akurat nic to nie ma wspólnego, a i z Metalliką niewiele. Połączyli neo-prog i heavy metal, czyli dwa style mieszczące się w obrębie jednego gatunku, mające wiele wspólnych cech. Kompletnie nie mają pojęcia o komponowaniu, aranżacji i wielu innych kwestiach, bo cała ich twórczość jest i tak tylko pretekstem do instrumentalnego onanizmu.

      Usuń
    8. Ja słyszę inspirację tymi zespołami. Wpływ Metalliki najbardziej słychać na albumie "Train Of Thought".
      Co do reszty to mam wrażenie że mówimy o innym wykonawcy. ;)

      Usuń
    9. Dokładnie, brzmi to tak, jakbyś słuchał czegoś zupełnie innego. Tym lepiej dla Ciebie, że to nie był Dream Theater ;)

      Usuń
  2. Doceniam formę recenzji. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nikt nie spodziewał się tej recenzji, w końcu jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jak pierwszy raz przesłuchałem całą dyskografię i zastanawiałem się dlaczego to jest tak nudne i długie...

    OdpowiedzUsuń
  5. A wolałbyś gdyby płyta składała się z samych utworów w stylu "Disgustipated"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu miałbym tak woleć, skoro wypowiedziałem się na jego temat negatywnie? To jest zwykłe szarlataństwo, że niby takie awangardowe, ambitne i intelektualne, a tak naprawdę każdy mógłby coś takiego nagrać - wystarczy trochę pokrzyczeć, trochę poszumieć, trochę postukać i połączyć to wszystko w losowy sposób. Cały album w tym stylu byłby jednym wielkim gównem nie dającym się słuchać.

      Usuń
    2. Nie do końca to tak widzę - tutaj ten utwór pełni rolę czegoś co ma intrygować dorabiać kolejne dno, do tego jeszcze jest ścieżką nr 69, co też pewnie miało pobudzać wyobraźnię i budzić wątpliwości - a w kontekście stylistyki całej płyty rzeczywiście nie pasuje i ją wydłuża. Stąd zacząłem się zastanawiać, co jakby nawet sam TOOL nagrąłby płytę w oparciu o granie tego typu, która byłaby wówczas bardzo nieTOOLowa i na pewno zaskakująca po 4 bardzo podobnych albumach.

      Usuń
    3. Czyli po prostu dałeś się nabrać zespołowi, że jest to coś więcej, niż bezsensowny hałas.

      Usuń
    4. Nigdzie nie napisałem czegoś takiego, co mogłoby to sugerować - nawet nie napisałem, że jest to dobry (u)twór. Wyłącznie wyróżniłem element zaskoczenia, bo w zasadzie każdy kawałek TOOL nie potrafi uciec od bycia kolejnym kawałkiem TOOL

      Usuń
    5. Że dobry nie, ale że ma jakieś drugie dno i tak dalej. Nawet jeśli coś się naprawdę za tym kryje (a nie jest to zwykłe trollowanie słuchaczy, którzy będą się w tym doszukiwać czegoś, czego nie ma), to wciąż są to tylko przypadkowe dźwięki, którym zespół nadaje jakąś interpretacje. Jak chcieli stworzyć coś faktycznie intrygującego, to mogli się bardziej postarać, żeby intrygowało ze względów muzycznych, a nie pozamuzycznych zabiegów typu umieszczenie na 69. ścieżce.

      Usuń
    6. "Disgustipated" To żałosny twór który tylko zaniża odbiór tej płyty. Zrobili to po to aby wydłużyć płytę i nic ponad to.

      Usuń
    7. Tool już taki jest i to się nie zmieni.Są dobrymi instrumentalistami,ale wydają się nie ogarniac materii muzycznej na tyle by w jakiś sposób roznicowac swoją muzykę.
      I dlatego tak to wygląda. Stąd biorą się te niemal osiemdziesieciominutowe albumy,które gdy ich słuchasz, przez chwilę posiadają element zaskoczenia,a potem łatwo zauważyć że mamy do czynienia z trochę innym ale jednak układem tych samych dźwięków,tych samych zagrywek, niemal tego samego podejścia do kompozycji.
      I muszę powiedzieć, że to dobrze iż robią tak duże przerwy między albumami bo gdyby wydali ich piętnaście do tej pory to ich dyskografia byłaby nie do zniesienia.
      Oczywiście jakiś tam swój świat muzyczny stworzyli, ale nie jest to nowatorstwo na miarę mojego ulubionego King Crimson.Tam każdy album to inne oblicze, inny styl,inną myśl, a mimo tego od razu wiadomo kto gra.I cały czas jest to intrygujące i progresywne.A Tool uchodzacy za jeden z najbardziej nowatorskich i progresywnych zespołów ostatnich kilkudziesięciu lat jest w moim odczuciu takowym tylko w odniesieniu do mainstreamu bo porównując go do wykonawców którzy naprawdę coś wnieśli do muzyki to brzmi to jednak biednie. Oni sobie po prostu drepcza w miejscu brzdakajac te swoje dźwięki i wprowadzają słuchaczy w stan transu i otepienia. Też tak kiedyś miałem. Zanim poznałem ogrom prawdziwej progresywy z lat 60tych i 70tych.To odswiezylo moje spojrzenie na Toola i muzykę w ogólności. A tak przy okazji gdy myślę o Toolu to przypomina mi się zespół Voivod który co prawda wyrósł z innych korzeni ale w ciekawy sposób przetwarzal na swój użytek choćby myśl muzyczną Crimson Kinga, a nawet kowerowal utwory Pinka Floyda.Ale chodzi mi o to że każdy ich album czymś się wyróżnia, jest na swój sposób inny, wyjątkowy i mimo nalecialosci tworzy styl Voivod dodając do niego jakiś kolejny element.
      I tak jest na ostatnim, zeszłorocznym albumie 'The Wake', który nie jest kolejną wariacja na temat własnego stylu ale dodaje nowe i świeże elementy do niego. Nawet po trzydziestu latach istnienia na tym wydawnictwie nie słychać dreptania w miejscu.
      Tymczasem Tool wydaje się od lat nagrywać jeden i ten sam album może tylko ze świetnymi singlami ale jako całość bardzo męczący.
      I jeszcze jedna kwestia - odkąd znam Tool zauważyłem że fani traktują go niemal z nabozna czcią, jakoby był to muzyczny mesjasz, który co kilka lat przybywa z dobrą nowiną do swych czcicieli dając im zludna nadzieję na to że jest autentycznie przyszłością muzyki.I jak czytam komentarze pod opublikowanym niedawno zwiastunem płyty to niewiele się zmieniło, a niektóre z nich są wyjątkowo śmieszne,ale to w końcu Tool.Jedyny taki zespół na świecie, nawet jeśli zjadł swój ogon już kilka razy.Takie wizjonerstwo odwrotne tzn., zespół gra to samo i wie że tak właśnie jest ale to fani doszukuja się w każdym dźwięku dotkniecia Absolutu i Prawdy Objawionej.Tylko oni mają Trzecie Oko.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.