1 stycznia 2019

[Artykuł] 50 lat temu... Podsumowanie roku 1968

Choć dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, 50 lat temu muzykę rockową cechowały dynamiczny rozwój i nowatorskie podejście, co owocowało coraz to nowszymi podgatunkami. A także wieloma doskonałymi albumami. Sam 1968 rok przyniósł ich kilkadziesiąt. Coraz większej popularności i jakości rocka nie dało się już ignorować, co działało motywująco i inspirująco także na przedstawicieli innych gatunków.



Jednym z pierwszych jazzmanów, którzy dostrzegli potencjał muzyki rockowej był Miles Davis. Już pod koniec 1967 roku zaczął eksperymentować z elektrycznym instrumentarium, czego najwspanialszym efektem jest półgodzinne nagranie "Circle in the Round" z udziałem gitarzysty Joe Becka. Wydanie tego utworu mogło być przełomowym momentem w historii muzyki - niestety, nastąpiło to dopiero w 1979 roku. Na początku 1968 roku Davis opublikował zarejestrowany pół roku wcześniej, jeszcze stricte akustyczny "Nefertiti", należący do czołówki dokonań tzw. Drugiego Wielkiego Kwintetu. Przełom nastąpił jednak w lipcu, wraz z albumem "Miles in the Sky" - pierwszym w dorobku trębacza, na którym można usłyszeć elektryczne pianino i gitarę basową. Jego bezpośrednią kontynuacją jest wydany pod koniec roku "Filles de Kilimanjaro".

Miles Davis z nowymi współpracownikami: Chickiem Coreą i Davidem Hollandem.

Popularności rocka nie mogły ignorować wytwórnie płytowe. Przedstawiciele Impulse Records zdecydowali się skierować promocję pośmiertnego albumu Johna Coltrane'a "Om" do hipisowskiej publiczności, podkreślając rolę LSD w powstaniu tego materiału. Inna sprawa, że ten radykalnie freejazzowy materiał nie ma praktycznie żadnych punktów stycznych z rockiem psychodelicznym w kwestiach czysto muzycznych. Z kolei bluesowa wytwórnia Chess Records postanowiła namówić swoich podopiecznych do grania w bardziej rockowy sposób. Czego pierwszym efektem był album "Electric Mud" Muddy'ego Watersa, zawierający mocniejsze wersje bluesowych standardów, przeróbkę utworu The Rolling Stones oraz cytaty z Cream i Jimiego Hendrixa (warto odnotować, że w nagraniu "Electric Mud" wziął udział gitarzysta Pete Cosey - późniejszy współpracownik Milesa Davisa).

Rockmani również byli w tamtym czasie bardzo otwarci na inspiracje innymi gatunkami. Psychodeliczna grupa Quicksilver Messenger Service na swoim eponimicznym debiucie umieściła utwór "Gold and Silver", będący w rzeczywistości rockową interpretacją jazzowego standardu "Take Five" Dave'a Brubecka. Czołowy przedstawiciel brytyjskiego blues rocka, John Mayall, również wzbogacił swoją twórczość o elementy jazzu na albumie "Bare Wires", nagranym z muzykami, którzy wkrótce potem założyli jedną z pierwszych jazzrockowych grup, Colosseum (Mayall wydał w tym roku jeszcze jeden album, "Blues from Laurel Canyon", nagrany w innym składzie i ukierunkowany bardziej rockowo). Interesującej fuzji rocka, bluesa i jazzu dokonał także norweski gitarzysta Terje Rypdal (w późniejszych latach grający głównie jazz), na swoim debiucie "Bleak House".

Pink Floyd w przejściowym składzie - już z Gilmourem, jeszcze z Barrettem.

Pink Floyd na swoim drugim albumie, "A Saucerful of Secrets", poszedł w bardziej eksperymentalnym kierunku, dodając nawet inspirację XX-wieczną awangardą w utworze tytułowym (który niedługo potem okazał się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla sceny krautrockowej). Powoli zaczęło się krystalizować także tzw. brzmienie Canterbury, za sprawą debiutujących (eponimicznymi albumami) grup Soft Machine i Caravan. Sporo ambitnej, eksperymentalnej muzyki rockowej powstawało także w Stanach, żeby wspomnieć tylko o Franku Zappie ("Lumpy Gravy", "We're Only in It for the Money", "Cruising With Ruben & The Jets"), Captainie Beefhearcie ("Strictly Personal"), The Velvet Underground ("White Light / White Heat") czy odważnie eksperymentujących z elektroniką grup The United States of America i Silver Apples, które w tym roku wydały swoje eponimiczne albumy. Warto też wspomnieć o szwedzkiej grupie International Harvester i jej longplayu "Sov gott Rose-Marie". A także o Giles, Giles and Fripp ("The Cheerful Insanity of Giles, Giles and Fripp"), który wkrótce miał przekształcić się w King Crimson.

W 1968 roku wciąż dobrze miała się scena psychodeliczna. Oprócz wspomnianego debiutu Quicksilver Messenger Service, ukazały się także albumy chociażby takich wykonawców, jak Big Brother & The Holding Company ("Cheap Thrills"), Grateful Dead ("Anthem of the Sun"), Group 1850 ("Agemo's Trip to Mother Earth"), Gun ("Gun"), H.P. Lovecraft ("H.P. Lovecraft II"), Iron Butterfly ("In-A-Gadda-Da-Vida"), Jefferson Airplane ("Crown of Creation"), Spirit ("Spirit", "The Family That Plays Together"), The Animals ("The Twain Shall Meet"), The Byrds ("The Notorious Byrd Brothers"), The Crazy World of Arthur Brown ("The Crazy World of Arthur Brown"), The Doors ("Waiting for the Sun"), The Zombies ("Odessey and Oracle"), Traffic ("Traffic") czy Ultimate Spinach ("Ultimate Spinach", "Behold & See"). W ten nurt wpisuje się także debiutancki album Deep Purple, "Shades of Deep Purple". Od psychodelii odeszli natomiast The Beatles (którzy wydali bardzo eklektyczny "The White Album") i The Rolling Stones (którzy na "Beggars Banquet" zwrócili się w stronę bluesa i country).

Cream: Eric Clapton, Ginger Baker i Jack Bruce.

Na scenie blues rockowej również wiele się działo, nie tylko za sprawą wspomnianych wyżej albumów Johna Mayalla i Muddy'ego Watersa. Płyty opublikowali m.in. także Canned Heat ("Boogie With Canned Heat", "Living the Blues"), Chicken Shack ("40 Blue Fingers, Freshly Packed and Ready to Serve"), Fleetwood Mac ("Fleetwood Mac", "Mr. Wonderful"), Groundhogs ("Scratching the Surface"), Love Sculpture ("Blues Helping"), Taj Mahal ("Taj Mahal", "The Natch'l Blues"), Ten Years After ("Undead") czy The Butterfield Blues Band ("In My Own Dream"). Debiutancki album Jethro Tull, "This Was", również pasuje do tej części podsumowania. W 1968 roku blues rock powoli już przekształcał się w hard rock, co było zasługą nie tylko ogromnie wówczas popularnych grup Cream (dwupłytowy "Wheels of Fire" z dojrzałym materiałem studyjnym i genialną częścią koncertową) i The Jimi Hendrix Experience (również dwupłytowy "Electric Ladyland", z doskonałymi "Voodoo Child" i "All Along the Watchtower"), ale także debiutantów - The Jeff Beck Group (niedoceniany i nieco już zapomniany "Truth") oraz Blue Cheer ("Vincebus Eruptum", "Outsideinside").

1968 rok to także mnóstwo świetnego jazzu, zarówno tego bardziej awangardowego, jak i mainstreamowego. Oprócz wcześniej wspomnianych albumów, ukazały się także nowe wydawnictwa takich artystów, jak Alice Coltrane ("A Monastic Trio"), Anthony Braxton ("3 Compositions of New Jazz"), Archie Shepp ("The Magic of Ju-Ju", "The Way Ahead"), Bobby Hutcherson ("Stick-Up!"), Cecil Taylor ("Conquistador"), Charles Tolliver ("Paper Man"), Chick Corea ("Tones for Joan's Bones", "Now He Sings, Now He Sobs"), Don Ellis and his Orchestra ("Autumn"), Eric Dolphy ("Iron Man"), Gato Barbieri ("In Search of the Mystery"), Herbie Hancock ("Speak Like a Child"), Joe Zawinul ("The Rise & Fall of the Third Stream"), Krzysztof Komeda (ścieżka dźwiękowa do "Dziecka Rosemary" Polańskiego), Marion Brown ("Why Not"), Max Roach ("Members, Don't Git Weary", Pat Martino ("Baiyina (The Clear Evidence)", "East!"), The Jazz Composer's Orchestra ("The Jazz Composer's Orchestra"), The Peter Brötzmann Octet ("Machine Gun"), The Włodzimierz Nahorny Trio ("Heart") oraz Thelonious Monk ("Underground").

Pod koniec 1968 roku Krzysztof Komeda uległ wypadkowi, który doprowadził do jego śmierci.

Nie zabrakło też wydawnictw dla słuchaczy folku i country (m.in. "Song to a Seagull" Joni Mitchell, "Balaklava" Pearls Before Swine, "Music From Big Pink" The Band, "Sweetheart of the Rodeo" The Byrds, "For the Sake of the Song" Townesa Van Zandta, czy "Astral Weeks" Van Morrison) oraz funku ("Dance to the Music" Sly & The Family Stone). 

Oczywiście, w 1968 ukazało się jeszcze więcej różnych albumów, ale skupiłem się na tych najbardziej istotnych i najbardziej udanych. Poniżej, tradycyjnie, prezentuje swoje subiektywne rankingi.

Subiektywny ranking albumów rockowych i około-rockowych:
  1. Cream - "Wheels of Fire"
  2. The Jeff Beck Group - "Truth"
  3. Pink Floyd - "A Saucerful of Secrets"
  4. Muddy Waters - "Electric Mud"
  5. The Jimi Hendrix Experience - "Electric Ladyland"
  6. Quicksilver Messenger Service - "Quicksilver Messenger Service"
  7. The United States of America - "The United States of America"
  8. The Velvet Underground - "White Light / White Heat"
  9. Grateful Dead - "Anthem of the Sun"
  10. The Soft Machine - "The Soft Machine"
  11. Big Brother & The Holding Company - "Cheap Thrills"
  12. Caravan - "Caravan"
  13. John Mayall's Bluesbreakers - "Bare Wires"
  14. Taj Mahal - "Taj Mahal"
  15. Fleetwood Mac - "Fleetwood Mac"
  16. Ten Years After - "Undead"
  17. The Doors - "Waiting for the Sun"
  18. John Mayall - "Blues From Laurel Canyon"
  19. Love Sculpture - "Blues Helping"
  20. Silver Apples - "Silver Apples"

Subiektywny ranking albumów jazzowych i około-jazzowych:
  1. Miles Davis - "Miles in the Sky"
  2. John Coltrane - "Om"
  3. The Peter Brötzmann Octet - "Machine Gun"
  4. Miles Davis - "Nefertiti"
  5. Miles Davis - "Filles de Killimanjaro"
  6. Cecil Taylor - "Conquistador!"
  7. Chick Corea - "Now He Sings, Now He Sobs"
  8. Herbie Hancock - "Speak Like a Child" 
  9. Terje Rypdal - "Bleak House"
  10. Max Roach - "Members, Don't Git Weary"
  11. Gato Barbieri - "In Search of the Mystery"
  12. Charles Tolliver - "Paper Man"
  13. Pat Martino - "Baiyina (The Clear Evidence)"
  14. Krzysztof Komeda - "Rosemary's Baby"
  15. Thelonious Monk - "Underground"
  16. The Włodzimierz Nahorny Trio - "Heart"
  17. Alice Coltrane - "A Monastic Trio"
  18. Anthony Braxton - "3 Compositions of New Jazz"
  19. Marion Brown - "Why Not"
  20. Archie Shepp - "The Magic of Ju-Ju"


20 komentarzy:

  1. Dla mnie spory zawód, że Silver Apples dajesz dopiero na 20 miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok tak mocny, że dwudzieste miejsce to też zaszczyt ;)

      Usuń
  2. Kiedyś to była muzyka a teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś to była muzyka, to jest zawsze największe pieprzenie bzdur, jakie może tylko istnieć, wartościowa i gówniana muzyka, powstawała i wtedy, przypomnijmy tylko takie gatunki jak bubblegum pop, tandetne disco, kiczowaty tani syntezatorowy pop lat 80tych czy pretensjonalny włoski rock progresywny... więc :)

      Usuń
    2. Teraz każdy gnojek może coś nagrać (wyjce śpiewające do kamerki i mikrofonu we własnym pokoju), wrzucić to do internetu, trafi na niego ktoś, kto wyczuje że spodoba się to masom i przyniesie $ - i przyćmi to wykonawców wartościowych.

      A że nie zgadzam się, co do tego co uznaje się dziś za dobrą muzykę ("You Won't Get What You Want"? Jaki to cholerny syf..) to inna sprawa.

      Co jest nie tak z włoskim progresywnym? Paweł-q, też tak uważasz? Ten album Banco Mutanto Scorsese jest całkiem fajny.

      Usuń
    3. Włoski rock progresywny uwypukla i przerysowuje wszystkie najgorsze cechy takiego grania: patos, pretensjonalność, kicz, bezsensowne i nieuzasadnione wydłużanie utworów, czy granie prostych melodyjek z takim nadęciem, jakby były nie wiadomo jak skomplikowane i wyrafinowane, choć są banalne. W sumie od neo-proga różni się to tylko datą powstania i tym, że wokaliści śpiewają w jeszcze bardziej egzaltowany sposób.

      Jednocześnie nie ma tam w ogóle tego, co w progu naprawdę istotne - poszerzania granic muzyki rockowej o nowe rozwiązania.

      Usuń
  3. A jak pan uzasadni brak na liście:
    The Beatles - White Album;
    The Soft Machine - Soft Machine??

    Szkoda, że nie dodał pan swoich ocen obok albumów, ewentualnie linków do pana recenzji poszczególnych albumów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soft Machine jest na liście, a Beatlesi nagrali zbyt nierówny, niepotrzebnie rozwleczony, rozcieńczony album, bym w ogóle myślał o zestawieniu go z wymienionymi.

      Wszystkie moje oceny z tego roku są dostępne na tej stronie (link).

      Usuń
  4. w sumie nie mam ochoty wytykać tej liście braków, bo się raczej zgadzam (chociaż pomieszałbym pozycje), ale skoro ktoś wspomniał Bitlesów to mógłby tu trafić "Beggars Banquet" ;) a w wersji "złośliwej" - "Spirit" bez którego nie byłoby przeboju Cepelinów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Beggars Banquet" jest za dużo country, kiepskiego country. A sąd uznał, że "Stairway to Heaven" powstałby bez Spirit.

      Usuń
    2. Sąd, sąd. A sąd ma wykształcenie muzyczne? Nie broń już tak Led Zeppelin, bo ta ślepa fascynacja komu jak komu, ale Tobie nie przystoi.

      Usuń
    3. To chyba oczywiste, że sąd orzekł tak m.in. na podstawie opinii osób posiadających takie wykształcenie? To nie fascynacja, tylko fakt - podobieństwo jest tak nieznaczne, że mogło być przypadkowe. Oba utwory mają zupełnie inny charakter.

      Usuń
  5. "Cruising With Ruben & The Jets" to ja bym nie nazwał albumem eksperymentalnym ani ambitnym. To wszakoż tylko reinterpretacja doo-woopowego idiomu przez pryzmat współczesnych Zappie skal muzycznych i, oczywiście, poczucia humoru. Jednakowoż płyta świetna!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgaduję 1969:

    Zeppelin I i II
    Szczury Zappy
    Allman Brothers debiut
    King Crimson
    Blind Faith
    Ktoryś z Grand Funk RR
    Cichcem (Miles Davis)
    Karma
    Soft Machine II
    Abbey Road (mam nadzieję, że nie będzie)
    Let it Bleed (tylko jeżeli będzie tam AR)
    sądzę, że Umaguma (za sam zespół?)
    Happy Trails - jeżeli uwzględniasz koncertówki
    Trout Mask
    Valentyne Suite
    Chick Korea
    Amon Dull (no bo co to za lista bez Krautrocka)
    They Play on
    Adam Blessing
    Janis Joplin - Kozmic Blues

    Resztę podejrzewam, ale nie typuję bo nie uważam ich za dobre. Jazzu jeszcze pewnie poznasz tyle, że ta sekcja może wyglądać zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na Forum Dinozaurów trwa plebiscyt na album tego roku. W mojej czterdziestce nie ma ani "Abbey Road", ani Amon Dull, reszta jest. Brak Beatlesów to częściowo decyzja strategiczna (i tak dostanie wiele głosów), a częściowo nie, bo ten rok przyniósł mnóstwo równiejszych albumów. Krautrock jest reprezentowany przez Xhol Caravan. "Ummagumma" ma genialną część koncertową. Zapomniałeś o "The Turning Point" Johna Mayalla i "Halfbreed" Keef Hartley Band. A z jazzu są jeszcze bardzo dobre wydawnictwa Dona Cherry'ego, Joego Hendersona i aż dwa Wayne'a Shortera.

      Usuń
  7. nie rozumiem freejazzu - ale posłuchałem wszystkich 4 płyt Dona Cherry z 1969 i podziwiam się....:)
    w 1968 nie wydał żadnej płyty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby zrozumieć free jazz trzeba go słuchać... i słuchać... aż się zrozumie. Tak było ze mną. Bardziej radykalne albumy mogą zniechęcać, dlatego na początku lepiej słuchać tych, na których freejazzowe szaleństwa są tylko dodatkiem (np. "Karma" Pharoaha Sandersa).

      W poprzednim komentarzu miałem na myśli album "Eternal Rhythm" Cherry'ego, chyba najlepszy w jego dorobku.

      Usuń
  8. Karmę mam na liście do posłuchania
    co do DC
    Eternal Rhythm,Where Is Brooklyn?,„Mu” First Part,
    i „Mu” Second Part są na pewno z 1969 roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, są z 1969 roku. Ale w tamtym komentarzu odpowiadam właśnie na pytanie dotyczące 1969 roku, jeśli o to chodzi. Nie twierdzę, że Cherry wydał coś w 1968.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.