5 października 2018

[Recenzja] Can - "Ege Bamyasi" (1972)



W latach 70. zespół wciąż musiał dorabiać tworzeniem muzyki do filmów i seriali. Był to jednak dobry sposób, aby zwrócić na siebie uwagę. Wydany pod koniec 1971 roku singiel "Spoon", wykorzystany jako czołówka kryminalnego serialu "Das Messer", trafił do pierwszej dziesiątki zachodnioniemieckiego notowania, rozchodząc się w ilości trzystu tysięcy egzemplarzy. Dzięki temu sukcesowi, zespół mógł wynająć lepsze studio, gdzie przygotował materiał na swój trzeci studyjny album - "Ege Bamyasi". Tytuł można dosłownie przetłumaczyć jako egejski piżmian - jadalna roślina znad Morza Egejskiego, którą sprzedawano w Niemczech w puszkach, co z kolei świetnie koresponduje z nazwą zespołu.

"Ege Bamyasi" jest albumem bardzo zwartym i spójnym stylistycznie. Tym razem zespół idzie w kierunku, który można określić jako funkowy. Ale jest to funk mocno awangardowy, dziwaczny, w charakterystyczny dla Can sposób. Najlepiej słychać to na przykładzie dwóch najdłuższych, około dziesięciominutowych utworów: "Pinch" i "Soup". O ile partie basu i gitary nie odbiegają daleko od funkowej stylistyki, tak mechaniczna perkusja (precyzyjny jak zawsze Jaki Liebezeit), syntezatorowe skwierki i piski, oraz obłąkańcze partie wokalne Damo Suzukiego, to już typowe dla zespołu wariactwa. Oba wspomniane utwory różnią się między sobą. Podczas gdy "Pinch" hipnotyzuje swoją jednostajnością, "Soup po dość konwencjonalnej pierwszej części zmienia się w kompletnie pozbawiony melodii dźwiękowy kolaż. O dziwo, pozostałe utwory są dość przystępne. Utwory w rodzaju "One More Night", "I'm So Green" i wspomnianego we wstępie "Spoon" (dodanego do repertuaru ze względu na dużą ilość wolnego miejsca) to, jak na standardy zespołu, wręcz piosenkowe granie - choć nie brakuje tu narkotycznego klimatu i transowych rytmów. Jeszcze ciekawiej udało się połączyć te elementy z przystępnością w onirycznej, niepokojącej balladzie "Sing Swan Song", a także w rewelacyjnym, hipnotyzującym obsesyjnym klimatem "Vitamin C", który brzmi tak nowocześnie (może z wyjątkiem partii organów w części instrumentalnej), że równie dobrze mógłby być nagrany wczoraj.

"Ege Bamyasi" to doskonały przykład na to, że zwariowane, awangardowe granie może iść w parze z większą przystępnością, a efekt takiego podejścia może być naprawdę bardzo dobry. Jeśli album ustępuje swojemu słynniejszemu poprzednikowi, to nieznacznie i głównie w kwestii historycznego porządku. A pod pewnymi względami - spójność, czas trwania - nawet go przewyższa.

Ocena: 9/10



Can - "Ege Bamyasi" (1972)

1. Pinch; 2. Sing Swan Song; 3. One More Night; 4. Vitamin C; 5. Soup; 6. I'm So Green; 7. Spoon

Skład: Damo Suzuki - wokal; Michael Karoli - gitara; Holger Czukay - bass; Jaki Liebezeit - perkusja; Irmin Schmidt - instr. klawiszowe
Producent: Can


2 komentarze:

  1. Kusi mnie by posłuchać, ale się boję że się odbiję od niego lądując na ścianie. Ale funk lubię, więc możliwe że przed końcem roku spróbuję.

    Póki co robię sobie Maso-piątek z Gentle Giant i nie jest źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli ciężko ci było wytrzymać "dłużyzny" na pierwszej płytce Tago Mago, to sądzę że tu już sam Pinch cię zanudzi. Jednak są tu utwory zdecydowanie przystępniejsze niż na poprzedniku Vitamin C jak na standardy zespołu nazwałbym nawet przebojowym, w pozytywnym tego słowa znaczeniu (jak to często pisane jest na tym blogu). Doceniam twoją chcęć zagłębienia się w ambitniejszą muzykę pomimo oporu uszów, ja chyba jednak muszę od razu znaleźć coś intrygującego w muzyce, żeby się męczyć z jej przytłaczającym mnie charakterem. Osobiście nie znoszę Gentle Giant, ale z określonego tu (na blogu) frywolnego rocka z całego serca polecam Zappę, z frywolnych szczególnie jego Absolutely Free, choć lepiej pewnie byłoby zacząć od poprzedzającego ją debiutu Freak Out! Powodzenia w poszerzaniu horyzontów! W czym (na pewno mi) ten blog pomaga.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.