13 września 2018

[Recenzja] Wayne Shorter - "Speak No Evil" (1966)



"Speak No Evil" przyniósł istotną zmianę w muzycznym kierunku Wayne'a Shortera. O ile dwa poprzednie albumy saksofonisty, "Night Dreamer" i "JuJu", zdradzały silny wpływ Johna Coltrane'a, tak "Speak No Evil" bliższy jest muzyki, jaką Shorter grał wówczas z kwintetem Milesa Davisa, do którego dołączył w 1964 roku. Wśród nagrywających go muzyków znaleźli się zresztą dwaj inni członkowie kwintetu, Herbie Hancock i Ron Carter. Składu dopełnili Freddie Hubbard (często współpracujący z muzykami związanymi z Davisem; z Wayne'em grał już wcześniej w Jazz Messengers Arta Blakeya) i Elvin Jones (który grał już na dwóch poprzednich longplayach Shortera). Sesja nagraniowa odbyła się 24 grudnia 1964 roku w Van Gelder Studio, ale jej rezultat ujrzał światło dzienne dopiero w czerwcu 1966 roku.

Na album składa się sześć premierowych kompozycji autorstwa lidera. Jak sam twierdził, tworzył je myśląc o zamglonych krajobrazach z dzikimi kwiatami i niewyraźnymi kształtami - miejscami, w których rodzi się folklor i legendy. A potem myślałem o takich rzeczach, jak palenie czarownic*. Stąd takie tytuły, jak "Witch Hunt", "Wild Flowers" czy zaczerpnięty z angielskiej baśni o Jasiu i magicznej fasoli "Fee-Fi-Fo-Fum". Pod względem stylistycznym jest to jednak bardzo typowy hard bop / jazz modalny, bez żadnych awangardowych szaleństw ani freejazzowych odjazdów. Można powiedzieć, że to taki jazz środka - miły, przyjemny, przystępny. Taki, który może podobać się laikom, ale nie drażni osób dobrze już osłuchanych i preferujących raczej bardziej skomplikowaną muzykę. Bo naprawdę trudno nie zachwycić się grą instrumentalistów. Dominują oczywiście wspaniałe solówki lidera, którego gra ma niesamowitą płynność i lekkość. W momentach, w których saksofonista odpoczywa, można podziwiać kunszt Hubbarda i Hancocka. A całość spaja idealna praca sekcji rytmicznej, która nie unika grania bardziej skomplikowanych, mniej konwencjonalnych rytmów. Muzycy zdają się doskonale ze sobą rozumieć, sprawiają wrażenie świetnie zgranego i zintegrowanego zespołu. Bo choć nigdy wcześniej nie grali w dokładnie takiej samej konfiguracji, to każdy z nich miał już wcześniej wielokrotnie okazję współpracować z wszystkimi pozostałymi.

"Speak No Evil" zdecydowanie nie jest moim ulubionym wydawnictwem Wayne'a Shortera, ale to album legendarny i ponoć bardzo istotny dla jazzu. Dlatego wstyd go nie znać. A może komuś właśnie taka subtelniejsza, przystępniejsza odmiana jazzu bardziej przypadnie do gustu, niż awangardowe eksperymenty.

Ocena: 8/10

* Wypowiedź została zacytowana w okładkowym tekście Dona Heckmana. Tłumaczenie własne.



Wayne Shorter - "Speak No Evil" (1966)

1. Witch Hunt; 2. Fee-Fi-Fo-Fum; 3. Dance Cadaverous; 4. Speak No Evil; 5. Infant Eyes; 6. Wild Flower

Skład: Wayne Shorter - saksofon tenorowy; Freddie Hubbard - trąbka; Herbie Hancock - pianino; Ron Carter - kontrabas; Elvin Jones - perkusja
Producent: Alfred Lion


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.