2 kwietnia 2018

[Recenzja] The 13th Floor Elevators - "Easter Everywhere" (1967)



Drugi album teksańskiej grupy The 13th Floor Elevators, "Easter Everywhere", nie jest tak ważnym i wpływowym dziełem, jak debiutancki "The Psychedelic Sounds of the 13th Floor Elevators". Nie ma też na nim tak zapamiętywalnych kompozycji, jak przebojowy "You're Gonna Miss Me" czy oniryczny "Kingdom of Heaven". Jest natomiast albumem bardziej dojrzałym, na którym muzycy w bardziej świadomy sposób eksperymentują z psychodelicznym klimatem. Odchodzą tutaj od surowego, garażowego brzmienia debiutu. Zamiast tego, utwory zanurzone są w gęstej, narkotycznej atmosferze, tworzonej za pomocą pogłosów, sfuzzowanych gitar i unikalnych dla tego zespołu dźwięków zelektryfikowanego dzbanka.

O większej dojrzałości kompozytorskiej świadczą takie utwory, jak rozbudowany do ośmiu minut i przez cały ten czas intrygujący "Slip Inside This House", czy bardzo zgrabny i melodyjny "Slide Machine". Warto też zwrócić uwagę na przeróbkę "It's All Over Now, Baby Blue" Boba Dylana, której zespół nadał własnego brzmienia. Za to autorski "I Had to Tell You" został zaaranżowany w stylu folkowych ballad Dylana, ciekawie urozmaicając album. Wpływy folkowe słychać także w "Dust", w którym jednak zostały zestawione z typowymi dla grupy elementami, co również daje ciekawy efekt. Na wyróżnienie zasługuje także nieco jamowy finał albumu, "Postures (Leave Your Body Behind)". Pozostałe nagrania wypadają jednak dość bezbarwnie.

Przyjemny album, ale niewiele ponadto. O ile debiutancki album zespołu odegrał istotną rolę w powstaniu rocka psychodelicznego, tak "Easter Everywhere" to już tylko jeden z wielu wydanych w 1967 roku albumów w tym stylu. Zdecydowanie nienależący do czołówki najlepszych, choć przecież całkiem udany.

Ocena: 7/10



The 13th Floor Elevators - "Easter Everywhere" (1967)

1. Slip Inside This House; 2. Slide Machine; 3. She Lives (In a Time of Her Own); 4. Nobody to Love; 5. It's All Over Now, Baby Blue; 6. Earthquake; 7. Dust; 8. I've Got Levitation; 9. I Had to Tell You; 10. Postures (Leave Your Body Behind)

Skład: Roky Erickson - wokal, gitara, harmonijka; Tommy Hall - dzbanek; Stacy Sutherland - gitara; Dan Galindo - bass; Danny Thomas - perkusja
Gościnnie: Ronnie Leatherman - bass (3); John Ike Walton - perkusja (3); Clementine Hall - dodatkowy wokal (9)
Producent: Lelan Rogers


6 komentarzy:

  1. Mogę być szczery i dosadny? Ta płyta mnie wymordowała jak jasny chuj. Kilkukrotnie kawałki się tak strasznie dłużyły, że byłem nimi wycieńczony.

    Początek się wydaje najlepszy, ale pewnie dlatego, że jeszcze nie byłem zmęczony kolejnymi nagraniami "Baby Blue" było koszmarne, podobnie jak "Dust", pełzałem po podłodze zanim obydwa doszły do połowy.

    2/10

    "album jest nowatorski? Wpływowy? Ma znaczenie historyczne? Nie obchodzi mnie to, jeżeli jest po prostu chujowy. Nie zamierzam niczego oceniać wbrew sobie i swoim odczuciom" - to zasada którą wyznaję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo ignoranckie podejście.

      Usuń
    2. Ignorackie czy nie z 6 albumów z różnych gatunków które dziś przesłuchałem to był zdecydowanie najgorszy, i jedyny gdzie słuchanie w pewnym momencie zaczęło być dla mnie zwyczajnie przykre.

      Czy zatem uważasz więc, że idealny świat byłby taki, gdzie wszyscy zachwycają się Milesem Davisem, Coltranem wraz z jego lasencją, Faroachem, dziewiątką proga i krautrockiem w najbardziej eksperymentalnej odsłonie itp., a inna muzyka albo nie istnieje, albo zabronione jest głośne przyznanie, że podoba się bardziej niż jedyni słuszni wykonawcy, gdyż grozi to ostracyzmem i zostaniem przeniesionym do niższej kasty?

      Nie robię przytyków do Ciebie, po prostu z tego co piszesz, wynika że człowiek powinien wyzbyć się swojego własnego gustu i poczucia estetyki i przyjąć za absolut wykonawców spełniających określone normy.

      Usuń
    3. Nie, nie uważam, że to byłby idealny świat. Niech każdy sobie słucha, co mu się podoba. Ale idealnie byłoby wtedy, gdyby słuchacze byli bardziej świadomi obiektywnych walorów i ich znaczenia. Gdyby media nie wciskały im kitu, że dajmy na to Metallica jest wybitnym zespołem. Niech sobie słuchają Guns N' Roses, ale ze świadomością, że to bezwartościowa rozrywka. Niech omijają jazz, ale wyrażają się o nim z należytym respektem. Niech mają wiedzę, która pozwoli im rozróżnić wartościową od niewartościowej muzyki.

      Jednak tak naprawdę nie widzę sensu w tym, że Ty czy ktoś inny pisze komentarz, że ten album mu się podoba, albo nie podoba i uzasadnia to swoim subiektywnym odbiorem, albo nie uzasadnia wcale. Ale prawda jest taka, że nasz subiektywny odbiór ma znaczenie tylko dla nas samych. No, są też tacy, co lubią się wykłócać i narzucać swoje subiektywne poglądy innym. Mnie to nie interesuje, wolałbym dyskutować na temat obiektywnych walorów danego dzieła, bo z takiej dyskusji można się przynajmniej czegoś nauczyć.

      Usuń
    4. Jeżeli bralibyśmy - albo inaczej, jeżeli każdy brałby pod uwagę tylko obiektywne walory to pewne dzieła by wymagały tylko zachwytu, a inne pogardy. I dyskusje na ich temat by nikogo nie rozwijały, przez co nie miałyby sensu i bardzo szybko stałyby się nudne.

      Usuń
    5. Zajrzyj do dyskusji pod "MDK" Magmy. Nuda na pewno nie jest.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.