31 stycznia 2018

[Recenzja] Twenty Sixty Six and Then ‎- "Reflections on the Future" (1972)



Jednym z najbardziej cenionych i - jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało - najsłynniejszych przedstawicieli tzw. nieznanego kanonu rocka (NKR) jest niemiecka grupa Twenty Sixty Six and Then. Jej dziwna nazwa, czasem pisana też jako 2066 and Then, odnosi się do bitwy pod Hastings, która miała miejsce w 1066 roku. Zespół powstał na początku 1971 roku z inicjatywy pięciu niemieckich instrumentalistów i brytyjskiego wokalisty Geffa Harrisona. Kolejne miesiące muzycy spędzili na tworzeniu własnego materiału, by pod koniec roku zarejestrować go w studiu (inżynierem dźwięku podczas sesji był Dieter Dierks, znany przede wszystkim jako długoletni producent Scorpions, lecz mający na koncie także współpracę z licznymi grupami krautrockowymi). Debiutancki album zespołu, zatytułowany "Reflections on the Future", ukazał się w roku 1972 i nie odniósł żadnego sukcesu, co doprowadziło do rozpadu grupy. Jej nagrania dopiero po latach zyskały status kultowych. Czyli typowy scenariusz dla NKR-ów.

W muzyce zespołu słychać podobieństwa do takich wykonawców, jak Deep Purple, Uriah Heep, a momentami nawet Emerson, Lake & Palmer. Skojarzenia te wywołują wszechobecne brzmienia klawiszowe, głównie elektrycznych organów (w zespole było aż dwóch klawiszowców - Veit Marvos i Steve Robinson). Gitara zwykle ogranicza się do partii rytmicznych, choć Gagey Mrozeck ma okazję zaprezentować też kilka przyzwoitych solówek. Również sekcja rytmiczna przez większość albumu ogranicza się do podkładu (jedynie w utworze tytułowym może się trochę bardziej wykazać). Elementem odróżniającym 2066 and Then od wspomnianych wyżej grup, jest przede wszystkim warstwa wokalna - Harrison śpiewa niskim, zachrypniętym głosem, który, prawdę mówiąc, niezbyt pasuje do takiej muzyki.

Zespół specjalizował się przede wszystkim w dłuższych, rozbudowanych kompozycjach. Utwór tytułowy trwa ponad kwadrans, "Autumn" zbliża się do dziesięciu minut, a "Butterking" przekracza siedem. Nie jest to jednak granie progresywne w ścisłym tego słowa rozumieniu. Nie ma tu ani nic nowatorskiego, ani wirtuozerskiego. Całość w sumie nie odbiega daleko od standardów ówczesnego hard rocka - czyli ma pewne ambicje, o czym świadczą właśnie wielowątkowe utwory, ale w gruncie rzeczy jest to proste i nie odkrywcze granie. Nadrabia za to energią, solidnym brzmieniem i niezłymi melodiami. Im zresztą zespół mniej kombinuje, tym lepszy jest efekt. Świetnie wypada rozpędzony otwieracz "At My Home" - konkretny hardrockowy czad z wyrazistą melodią - podobnie jak pierwsza, "piosenkowa" połowa "Autumn" (w dalszej części pojawia się zbyt wiele prowadzących donikąd urozmaiceń). Na przeciwnym biegunie mieści się natomiast tytułowy utwór, w który bez żadnego ładu i składu powpychano jak najwięcej motywów i kontrastujących ze sobą części, samych w sobie udanych, ale nie tworzących spójnej całości. Czasem jednak i prostota nie wychodzi na dobre - najkrótszy na albumie, finałowy "How Would You Feel" to pretensjonalny, popowy bzdet.

"Reflections on the Future" to w sumie całkiem solidne i warte poznania wydawnictwo, które z pewnością zainteresuje wszystkich wielbicieli klasycznego hard rocka. Jednak zdecydowanie nie jest to album, który można postawić obok najlepszych rzeczy w tym gatunku. Nawet z samych NKR-ów mógłbym wymienić co najmniej kilkanaście bardziej udanych. Jak już jednak wspominałem we wstępie, longplay jest bardzo ceniony wśród poszukiwaczy nieznanego rocka. A kolekcjonerzy potrafią wydać nawet 800 euro na oryginalne wydanie winylowe (choć to akurat żaden argument, bo dla nich rzadkość wydawnictwa liczy się bardziej niż jakość muzyki).

Ocena: 7/10



Twenty Sixty Six and Then ‎- "Reflections on the Future" (1972)

1. At My Home; 2. Autumn; 3. Butterking; 4. Reflections of the Future; 5. How Would You Feel


Skład: Geff Harrison - wokal; Gagey Mrozeck - gitara, dodatkowy wokal; Veit Marvos - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Steve Robinson - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; Dieter Bauer - bass; Konstantin Bommarius - perkusja

Producent: Eckhard Madaus


3 komentarze:

  1. Ooo coś dla mnie. Czyli jednak udało się jeszcze odkopać jakiś hard rockowy NKR. Z przyjemnością posłucham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ten album znam od dawna. To jeden z tych NKR-ów, na które najłatwiej trafić. Nigdy jednak nie mogłem zrozumieć zachwytów nad nim, mnie w ogóle nie zachwycał, więc nie śpieszyłem się z opisywaniem go.

      Usuń
  2. Witam. Ja słuchałem tylko raz tej płyty, nie powiem dobra, ale zachwytów też nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.