8 stycznia 2018

[Recenzja] Soft Machine - "Six" (1973)



Soft Nucleus. Pod takim szyldem mógłby ukazać się ten album. Aż połowa nagrywającego go składu to byli muzycy dowodzonej przez Iana Carra jazzrockowej grupy Nucleus. Do perkusisty Jamesa Marshalla, który grał już w części utworów z poprzedniego albumu Soft Machine ("Fifth"), dołączył multiinstrumentalista Karl Jenkins, który zajął miejsce saksofonisty Eltona Deana. Tym samym, z muzyków klasycznego wcielenia Soft Machine pozostali jedynie klawiszowiec Mike Ratledge i basista Hugh Hopper. Ten drugi odszedł zresztą jeszcze przed wydaniem "Szóstki".

Na longplay składają się dwie płyty - koncertowa, zawierająca materiał zarejestrowany w październiku i listopadzie 1972 roku, oraz studyjna, z materiałem nagranym tuż potem, jeszcze przed końcem roku. Choć obie płyty mają nieco inny charakter - także pod względem muzycznym - to łączy je przede wszystkim wyraźnie odejście od stylistyki dwóch poprzednich longplayów grupy, wypełnionych elektryczną odmianą jazzowej awangardy, z silnymi naleciałościami free jazzu. Tymczasem koncertowa część "Six" wyraźnie kieruje się w stronę bardziej mainstreamowego fusion (co najbardziej słychać w takich utworach, jak "Gesolreut", "Stumble", "Riff I" i "Riff II"), napędzanego energetyczną grą sekcji rytmicznej, z całkiem melodyjnymi solówkami Ratledge'a i Jenkinsa. Gra tego drugiego znacznie się różni od freejazzowych, kakofonicznych popisów Deana. Zdarzają się jednak momenty o bardziej avant-jazzowym charakterze ("E.P.V.", "Lefty"). Warto dodać, że poza utworem "All White", znanym z "Fifth", wszystkie pozostałe są całkowicie premierowe. Pod względem kompozytorskim i wykonawczym jest to naprawdę bardzo udany materiał (może z wyjątkiem trochę przydługiej solówki perkusyjnej "5 From 13").

W przeciwieństwie do ekspresyjnej części koncertowej, studyjny materiał jest wyraźnie delikatniejszy. Zespół przypomina tutaj o swojej fascynacji minimalistyczną elektroniką w stylu Terry'ego Rileya i Steve'a Reicha. Przepięknie wypada 11-minutowy "The Soft Weed Factor", oparty na zapętlonych, repetycyjnych partiach elektrycznego pianina, do których dopiero po dłuższym czasie dołącza wyrazista sekcja rytmiczna i solówki Jenkinsa. Pętle odgrywają też ważną rolę w bardziej dynamicznym "Stanley Stamp's Gibbon Album (for B.O.)", wyróżniającym się także za sprawą wykorzystania czelesty - XIX-wiecznego instrumentu przypominającego fisharmonię. "Chloe and the Pirates" to powrót do delikatniejszego, bardziej elektronicznego grania, z okolic mniej rockowego fusion. Zwracają uwagę długie partie oboju - nietypowego instrumentu dla tego rodzaju muzyki. Nieco odmienny charakter ma "1983", który mógłby posłużyć za ścieżkę dźwiękową jakiegoś horroru. Więcej tu atonalnych dźwięków, które przybliżają tą kompozycję do wcześniejszych dokonań Soft Machine, co jednak nie znaczy, że nie pasuje do tego albumu - wręcz przeciwnie, stanowi całkiem udane zakończenie.

"Six" przynosi nieco bardziej przystępną muzykę, niż kilka poprzednich wydawnictw Soft Machine, wciąż jednak jest to muzyka bardzo ambitna i wykonana na wysokim poziomie.

Ocena: 8/10



Soft Machine - "Six" (1973)

LP1 (Live): 1. Fanfare; 2. All White; 3. Between; 4. Riff I; 5. 37½; 6. Gesolreut; 7. E.P.V.; 8. Lefty; 9. Stumble; 10. 5 From 13 (for Phil Seamen with Love & Thanks); 11. Riff II
LP2 (Studio): 1. The Soft Weed Factor; 2. Stanley Stamp's Gibbon Album (for B.O.); 3. Chloe and the Pirates; 4. 1983

Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe; Karl Jenkins - obój, saksofon, instr. klawiszowe; Hugh Hopper - bass, efekty (LP2: 4); John Marshall - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Soft Machine


1 komentarz:

  1. Nie spodziewałem się, że będziesz jeszcze kontynuował dyskografię Soft Machine.:D Zdecydowanie najlepszy na tym albumie jest „The Soft Weed Factor”, cholernie hipnotyzujący utwór. Aż się przypomina przy nim "Third" choć to nie ten poziom.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.