29 listopada 2017

[Recenzja] Agitation Free - "Last" (1976)



Słaba sprzedaż płyt, niekończące się trasy koncertowe i różnice artystyczne doprowadziły do szybkiego rozpadu grupy Agitation Free. Obiecujący zespół zdążył wydać ledwie dwa albumy studyjne. Wkrótce po zakończeniu działalności, ukazał się jeszcze suplement do dyskografii, w postaci albumu nagranego na żywo. Materiał zawarty na "Last" został zarejestrowany 31 marca 1973 roku w Paryżu (utwory "Soundpool" i "Laila (Part II)"), oraz 14 lutego 1974 roku w Berlinie ("Looping IV"), przez tamtejsze rozgłośnie radiowe. Utwory z pierwszego występu, na wydaniu winylowym zajmujące stronę A, nie są całkiem premierowe: studyjna wersja "Soundpool" (nosząca tytuł "Rücksturz") znajduje się na debiutanckim "Malesch", a "Laila (Part II)" na "2nd". Tutaj oba pojawiają się jednak w ciekawie rozbudowanych wersjach, mocno doprawionych elektroniką, choć nie brakuje też pięknych partii gitarowych i przyjemnie pulsującego basu. Zaskoczeniem może być natomiast wypełniająca stronę B improwizacja "Looping IV". To zupełnie inne oblicze Agitation Free, niż to znane ze studyjnych wydawnictw - cały utwór składa się z ambientowych, zapętlonych dźwięków, do których dopiero po dłuższym czasie dochodzą tradycyjne instrumenty, które jednak nie wpływają na zmianę pejzażowego charakteru tego nagrania. To bardzo ładne i klimatyczne dwadzieścia minut muzyki, ale osobiście preferuję wcielenie zespołu z pierwszej strony, gdzie muzycy tworzą ten niesamowity, hipnotyzujący, kosmiczno-psychodeliczny nastrój za pomocą bardziej rockowych środków wyrazu. Szkoda, że nie ma tu więcej tego typu nagrań. Ogólnie szkoda, że całość trwa tylko trzy kwadranse - to o połowę krócej, niż z reguły trwają koncertówki. Po zakończeniu albumu zostaje spory niedosyt.

Ocena: 8/10



Agitation Free - "Last" (1976)

1. Soundpool; 2. Laila (Part II); 3. Looping IV

Skład: Lutz Ulbrich - gitara; Jörg Schwenke - gitara (1,2); Michael Hoenig - instr. klawiszowe, gitara (1,2); Michael Günther - bass; Burghard Rausch - perkusja i instr. perkusyjne; Dietmar Burmeister - perkusja i instr. perkusyjne (1,2)
Gościnnie: Erhard Grosskopf - loopy (3); Gustav Lütjens - wokal (3)
Producent: Lutz Ulbrich


10 komentarzy:

  1. Co myślisz o muzyce tego zespołu po reunionie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zdania, nie znam jej. Zwykle takie powroty kończą się kompletną klapą, więc zacząłem unikać słuchania takich wydawnictw.

      Usuń
  2. A wg mnie Looping IV to najlepsze, co Agitation Free kiedykolwiek nagrało. Ten jeden utwór to kwintesencja stylu grupy i tego, co robiła najlepiej. Szkoda że nigdy nie nagrali albumu, w którym podążyliby w takim kierunku. Mniej więcej od 12 minuty słychać wyraźnie, że w takiej ambientowej stylistyce potrafili zachować inspiracje muzyką Wschodu, jakimi przesiąknięty jest ich debiut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwintesencją nie może być utwór tak odległy od wszystkiego innego, co grupa nagrała.

      Usuń
  3. Czy ja wiem? Jeśli jest tu zawarte wszystko, co najlepsze w tej grupie, to czemu nie? Pomijając środki wyrazu, jakich w nim użyto, klimat i sens muzyki, a także inspiracje, pozostają te same. Może zbyt pochopnie użyłem słowa "kwintesencja", po prostu uważam, że w tym utworze doprowadzili budowanie klimatu i hipnotyzowanie słuchacza do absolutnej perfekcji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te "środki wyrazu" we współczesnej muzyce są tak samo ważne, jak cała reszta. Przykładowo, jeśli weźmiesz dowolny utwór Bacha, to nie ważne z jakim instrumentarium go zagrasz, nie zmieni się charakter kompozycji. W przypadku "Looping IV" rezygnacja z elektroniki, loopów i innych wynalazków, i zastąpienie ich czymś innym, całkowicie zmieni charakter.

    Agitation Free wydał w latach 70. trzy albumy, z których każdy ma inny charakter - na debiucie przeważają klimaty spacerockowo-arabskie, dwójka to głównie pastoralny prog, a na powyższym dominującą rolę przejmuje elektronika. Kurde, ciężko stwierdzić co jest kwintesencją takiego zespołu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, przyznaję ;) Chyba tak już mam, że jak czymś się zachwycę, to potrafię określić to superlatywami, które niekoniecznie pasują. A ten utwór katuję bez przerwy od tygodnia i z każdym kolejnym przesłuchaniem przekonuję się w tym, że właśnie takie "ambientowanie" wychodziło im najlepiej. Wzięli najlepsze rzeczy z "Malesch" (arabsko-kosmiczny klimat) i "2nd" (pejzażowe, cudowne gitary), ubrali to w nową otoczkę i stworzyli 22-minutowe arcydzieło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może tak trochę z kija (żeby nie mówić tego powiedzonka w oryginale), ale jestem Ci winien podziękowania za napisanie o tym albumie. Od napisania tej recenzji minęło ponad pół roku, a od tego czasu było może ze 20 dni (dosłownie!!), w których nie odpaliłem sobie chociaż raz "Looping IV". Wisi ciągle w polecanych na YouTube i ciągle w to klikam, ale wciąż mi się nie nudzi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mało brakowało, bym w ogóle nie recenzował Agitation Free po "2nd" ;) Nie spodziewałem się, że komuś może się tak spodobać właśnie ten album i utwór.

      Usuń
    2. Sam bym się nie spodziewał. Jak słuchałem go dzisiaj po raz kolejny i zdałem sobie sprawę, że odpalam go w kółko to aż byłem zdziwiony :D Coś jest w nim magicznego, działa na mnie zwłaszcza przed snem, lub gdy wybieram się na nocny spacer. Bardzo lubię ambient, a to chyba najlepszy utwór tego typu, jaki słyszałem. A że dodatkowo uwielbiam te koncertowe standardy z lat 70., improwizacje, zabawa utworami, ciągłe zaskoczenia...

      W ogóle Agitation Free to fantastyczny zespół. Z całego nurtu krautrockowego to ścisła czołówka moich ulubionych.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.