11 stycznia 2015

[Recenzja] Mountain - "Nantucket Sleighride" (1971)



Drugi album Mountain jest dojrzalszy od debiutu; zawiera bardziej dopracowane kompozycje. Już na otwarcie pojawia się świetny "Don't Look Around", oparty na wyrazistej partii organów, ale też z mocną sekcją rytmiczną i licznymi ostrymi gitarowymi popisami Lesliego Westa. Nie przeszkadza nawet jego szorstki wokal - pasuje naprawdę nieźle do tej rozpędzonej kompozycji. Tuż po niej następuje wyciszenie w postaci pięknej klawiszowej miniaturki "Taunta", będącej niejako wprowadzeniem do tytułowego "Nantucket Sleighride". Jednego z najpiękniejszych utworów amerykańskiego rocka, z balladową, bardzo melodyjną częścią wokalną - tym razem rolę wokalisty pełni Felix Pappalardi - i ostrzejszymi fragmentami instrumentalnymi, o progrockowym charakterze. Potencjał tego utworu został jednak w pełni wykorzystany dopiero w koncertowych wykonaniach, które rozrastały się do kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu, minut.

"You Can't Get Away" to już prostsze granie, oparte na gitarowo-fortepianowym riffie, ze zbyt wrzaskliwym śpiewem Westa, który zupełnie tutaj nie pasuje. Można od razu przełączyć na "Tired Angels" - kolejny utwór śpiewany przez Pappalardiego, łączący hardrockowe zwrotki, oparte na świetnym gitarowym riffie, z balladowym refrenem, z akompaniamentem pianina, organów i wyrazistego basu. To kolejny dowód kompozytorskiego rozwoju grupy. Ale poziom znów spada w nijakim muzycznie, sztampowym boogie "The Animal Trainer and the Toad". Znów kiepsko jest także od strony wokalnej, jak to przeważnie bywa w utworach śpiewanych przez Westa. Ale i następująca po nim ballada "My Lady", z wokalem Pappalardiego, wypada słabo - muzycy za bardzo ją przesłodzili. Zupełnie inny poziom prezentuje "Travellin' in the Dark" - kolejny stały punkt koncertów grupy. Chociaż główną partię wokalną wykonuje tutaj Pappalardi, nie jest to ballada, a mocny utwór hardrockowy, ze świetnymi gitarowymi popisami Westa. Szkoda tylko, że nie jest to ostatni utwór na płycie. Bo następujący po nim "The Great Train Robbery" - pastisz muzyki honky tonk - tylko zaciera dobre wrażenie.

Album "Nantucket Sleighride" jest bardzo nierówny, składają się na niego zarówno rewelacyjne utwory, jak i zwykłe wypełniacze - i właściwie nic pomiędzy. Te lepsze fragmenty są jednak wystarczająco udane, bym całości wystawił wysoką ocenę.

Ocena: 7/10



Mountain - "Nantucket Sleighride" (1971)

1. Don't Look Around; 2. Taunta (Sammy's Tune); 3. Nantucket Sleighride (to Owen Coffin); 4. You Can't Get Away; 5. Tired Angels (to J.M.H.); 6. The Animal Trainer and the Toad; 7. My Lady; 8. Travellin' in the Dark (to E.M.P.); 9. The Great Train Robbery

Skład: Leslie West - wokal (1,4,6,8,9) i gitara; Felix Pappalardi - wokal (3,5,7-9) i bass, gitara, pianino; Corky Laing - perkusja i instr. perkusyjne; Steve Knight - organy
Producent: Felix Pappalardi


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.