[Recenzja] Rush - "Counterparts" (1993)



Muzycy w końcu zrezygnowali z wygładzonej produkcji, niemal całkowicie odstawili syntezatory (czasem słychać je daleko w tle) i postawili na gitarowy ciężar. "Counterparts" to najbardziej hardrockowy album Rush od czasu "Moving Pictures". Można go traktować jako swego rodzaju odpowiedź na ówczesną popularność grunge'u. Jednak poprawa brzmienia to jedno, a same kompozycje to zupełnie inna sprawa. Niestety, muzykom wciąż nie udało się wyjść z kompozytorskiego kryzysu, jaki dopadł ich po wydaniu "Grace Under Pressure". Kawałki są proste, schematyczne i melodycznie zupełnie bezbarwne (np. "Stick It Out", "Alien Shore", "The Speed of Love") lub banalne ("Animate", "Between Sun & Moon", "Everyday Glory"). Jest też spora dawka nudziarstwa połączonego z pretensjonalnością w "Nobody's Hero". Odrobina dawnego kombinowania pojawia się w chaotycznym "Double Agent" i w sumie nie najgorszym, funkującym instrumentalu "Leave That Thing Alone". Tytuł tego ostatniego mówi wszystko: zostawcie go samego, a resztę albumu wyrzućcie. "Counterparts" jest cholernie nudnym, jednostajnym wydawnictwem, którego jedynymi atutami są brzmienie i cztery minuty instrumentalnego grania nieco lepszego od pozostałych pięćdziesięciu minut.

Ocena: 4/10



Rush - "Counterparts" (1993)

1. Animate; 2. Stick It Out; 3. Cut to the Chase; 4. Nobody's Hero; 5. Between Sun & Moon; 6. Alien Shore; 7. The Speed of Love; 8. Double Agent; 9. Leave That Thing Alone; 10. Cold Fire; 11. Everyday Glory

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, syntezatory; Alex Lifeson - gitara; Neil Peart - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: John Webster - instr. klawiszowe; Michael Kamen - orkiestracja (4)
Producent: Peter Collins i Rush


Komentarze

  1. Płyta rewelacyjna 7 zdecydowanie za mało

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ta płytę i z przyjemnością słucham w całości. Zgadzam się z Pawłem że to najlepszy album od czasów Grace Under Pressure. Nie jest to jednak poziom płyt z lat 70. Do moich faworytów z tego krążka należą same oczywistości: Animate, Nobodys Hero i Leave That Thing Alone, które jest chyba moim ulubionym kawałkiem instrumentalnym Rush. Gitara basowa brzmi tu monumentalnie i jest tu też jedna fenomenalna zagrywka Neila Pearta, która powoduje u mnie ciary :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam te płytę od czasu gdy się ukazała i.... lezy na polce niesluchana. Kojarzę że Alien Shore jest dość ciekawy muzycznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Płyta dość przeciętna, ale i tak lepsza od wszystkiego po GUP. I od TFE też. Tylko z jednego powodu. To jest płyta rockowa, kompozycje są wyraziste i dosyć ciężkie, większość. Jak na rock przystało. To, co RUSH wyrabiał na Presto czy RTB wołało o pomstę do nieba. Nie jest to powrót do Signals czy GUP, ale przynajmniej nie odrzuca jak wszystko potem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)