24 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "Grace Under Pressure" (1984)



Na "Grace Under Pressure" zespół nie zmienia kierunku, ale wciąż się rozwija. Tym razem przede wszystkim pod względem brzmieniowym. Muzycy postanowili zatrudnić nowego producenta, Petera Hendersona (na miejsce Terry'ego Browna, z którym współpracowali od czasu "Fly by Night"), oraz wzbogacić instrumentarium o cyfrowe syntezatory i elektroniczną perkusję. Ich brzmienie równoważą jednak tradycyjne instrumenty - gitara basowa Geddy'ego Lee wciąż jest mocno uwypuklona w miksie, Neil Peart gra głównie na akustycznym zestawie bębnów, a gitary Alexa Lifesona jest tu nawet więcej, niż na poprzednim albumie (zwykle stapia się z syntezatorami, ale czasem wychodzi na pierwszy plan, głównie podczas solówek). Muzykom i Hendersonowi udało się  w ten sposób uzyskać naprawdę solidne brzmienie, dalekie od typowego dla lat 80. plastiku.

Same kompozycje również wypadają ciekawie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to obok "Moving Pictures" najlepszy zestaw utworów, jaki trio stworzyło. Zaczyna się jednak dość niepozornie, bo "Distant Early Warning" z początku brzmi trochę jak wolniejsza i mniej udana wersja "Subdivisions". Z czasem jednak bardzo fajnie się rozkręca, a uwagę zwracają partie Lifesona, przebojowa, niebanalna melodia oraz śpiew Lee, którzy brzmi niżej i znacznie bardziej melodyjnie, niż dekadę wcześniej. Jeszcze lepsze pod względem melodycznym są "Afterimage" (z fantastycznie dopełniającymi się brzmieniami syntezatorów i gitary, a solówka Alexa należy do jego najpiękniejszych) i "Red Sector A" (w którym na pierwszy plan wybija się elektronika). Bardzo dynamiczny "The Enemy Within" świetnie - i spójnie - łączy reggae'owe zwrotki, rockowe przejście i ładny, elektroniczny refren, a końcówka doskonale łączy wszystkie te style. Niemniej ciekawie i przebojowo wypada druga strona winylowego wydania. W mocno elektronicznych, nieco funkowych w warstwie rytmicznej "The Body Electric" i "Red Lenses", a także w bardziej gitarowym "Kid Gloves", silnie uwydatniają się wpływy newwave'owe. Album zamyka energetyczny i, mimo dużego udziału syntezatorów, mocno rockowy "Between the Wheels".

Na "Grace Under Pressure" zespół znów znalazł odpowiednie proporcje pomiędzy przebojowością i artystycznymi ambicjami, a także pomiędzy elektronicznymi brzmieniami i tradycyjnym instrumentarium. Kompozycje może i ustępują tym z "Moving Pictures", ale za to całość jest równiejsza i pozbawiona dłużyzn.

Ocena: 8/10



Rush - "Grace Under Pressure" (1984)

1. Distant Early Warning; 2. Afterimage; 3. Red Sector A; 4. The Enemy Within; 5. The Body Electric; 6. Kid Gloves; 7. Red Lenses; 8. Between the Wheels

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, syntezatory; Alex Lifeson - gitara; Neil Peart - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Rush i Peter Henderson


3 komentarze:

  1. Płyta świetna mimo, że sporo na niej syntezatorów. Utwory z niej nadal bronią się na koncertach. Dzięki za przypomnienie o rocznicy wydania albumu.

    OdpowiedzUsuń
  2. "The Body Electric" nie wyróżnia się? Świetny jest! Świetna melodia, a na refren się wręcz czeka:
    "1 0 0 1 0 0 1
    SOS
    1 0 0 1 0 0 1
    In distress
    1 0 0 1 0 0"

    Akurat ją przesłuchuję i powoli się przekonuję, bo kiedyś mi jakoś nie wchodziła w głowę podczas słuchania w gdzieś tam w tle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Syntezatory brzmią tak jakby ich nie było. Rewelacyjnie wypełniają przestrzeń i nie wpadają bezpośrednio w ucho. W ogóle jeżeli chodzi o brzmienie i produkcję to najlepsza płyta Rush.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.