18 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "A Farewell to Kings" (1977)



Pożegnanie z królami? Raczej z drugorzędnym zespołem hardrockowym, który nie potrafił właściwie wykorzystać swoich ponadprzeciętnych - jak na ten styl - umiejętności. Na tym albumie Kanadyjczycy zaproponowali zupełnie nową jakość. No dobrze, trochę tego hard rocka jeszcze tu jest. Przede wszystkim w singlowym "Closer to the Heart" (pierwszym prawdziwym przeboju Rush poza ojczyzną). Z początku łagodna, przebojowa piosenka w pewnym momencie nabiera hardrockowego czadu, jakiego nie powstydziłyby się grupy w rodzaju UFO czy Thin Lizzy. To wyjątkowo krótki i prosty kawałek. Ale już w tytułowym "A Farewell to Kings" i "Cinderella Man" trio umiejętnie łączy czad z bardziej wyrafinowaną i skomplikowaną grą. Zwraca uwagę ciekawe, jakby nieco nowofalowe, ale odpowiednio ciężkie brzmienie. Z krótszych utworów jest tu jeszcze urokliwa, balladowa miniaturka "Madrigal".

A reszta albumu to już bardziej rozbudowane kompozycje. "Xanadu" i "Cygnus X-1 Book I: The Voyage", choć przekraczają długość dziesięciu minut, są o wiele bardziej zwarte od wcześniejszych eksperymentów zespołu z bardziej złożonymi formami. Przede wszystkim nie mamy tu do czynienia z kilkoma krótszymi kawałkami udającymi całość - obie kompozycje stanowią bardziej monolityczną całość, co osiągnięto tak prostym sposobem, jak... powtarzanie pewnych motywów w różnych fragmentach utworów. Choć wciąż można zarzucić, że tych motywów i rytmicznych łamańców jest po prostu zbyt wiele, jak na jeden utwór. Szczególnie w "The Voyage" może od tego rozboleć głowa (a jeśli nie od tego, to od drażniących pisków Geddy'ego Lee). Mimo wszystko słychać, że zespół zmierzał w dobrym kierunku, ucząc się na błędach. Warto zwrócić uwagę, że w obu tych utworach brzmienie zostało wzbogacone o syntezatory, które wcześniej były na albumach grupy praktycznie nieobecne (nie licząc wstępu "2112"). Za to wraz z kolejnymi longplayami ich rola ciągle rosła.

"A Farewell to Kings" to udane rozpoczęcie dojrzałego okresu Rush. Wraz z tym albumem, zespół na dobre opuścił drugą ligę hard rocka i w końcu znalazł swój własny styl, czerpiący zarówno z wspomnianego stylu, jak i z niektórych elementów rocka progresywnego, dodając do tego pewne nowocześniejsze rozwiązania.

Ocena: 8/10



Rush - "A Farewell to Kings" (1977)

1. A Farewell to Kings; 2. Xanadu; 3. Closer to the Heart; 4. Cinderella Man; 5. Madrigal; 6. Cygnus X-1 Book I: The Voyage

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, gitara akustyczna, syntezatory; Alex Lifeson - gitara, syntezatory; Neil Peart - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Terry Brown - głos (6)
Producent: Rush i Terry Brown


2 komentarze:

  1. Przepraszam Cię Pawle, ale tu ocena jest bez zmian - Wszystkie albumy Rush do Moving Pictures włącznie miały 8 lub 9 (wspomniany i 2112), sądzę więc że pozostała bez zmian.

    Jak sobie załatwiałem płyty Rush to właśnie na to patrzyłem i nie brałem płyt z oceną <8 , więc na 99% jestem pewny tego co napisałem.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.