8 lipca 2012

[Recenzja] Iron Maiden - "Seventh Son of a Seventh Son" (1988)



"Seventh Son of a Seventh Son" to wyjątkowy longplay w dyskografii Iron Maiden. Przede wszystkim, jest to jedyny w twórczości zespołu album koncepcyjny. Jego zalążkiem była historia niejakiej Doris Stokes, która trafnie przewidziała własną śmierć. Wydarzenie to zainspirowało utwór "The Clairvoyant", a następnie muzycy wpadli na pomysł, by teksty na całym albumie układały się w jedną, quasi-mitologiczną historię. Dalszych inspiracji szukali jak zwykle w literaturze, a dostarczyła ich przede wszystkim powieść fantasy "Siódmy Syn" Orsona Scotta Carda, choć pojawiają się też nawiązania do twórczości Aleistera Cowleya ("Moonchild") i Williama Shakespeare'a ("The Evil That Men Do"). Głównym tematem albumu wydaje się jednak być odwieczna walka dobra ze złem - dowiadujemy się, że złe czyny ludzi żyją dłużej od nich ("The Evil That Men Do"), a tylko dobro umiera młodo ("Only the Good Die Young").

Muzycy zadbali jednak, aby każda z zawartych tu kompozycji broniła się nie tylko jako fragment albumu, ale także jako osobny utwór. Nie bez znaczenia jest fakt, że z "Seventh Son of a Seventh Son" udało się wykroić aż cztery single ("Can I Play With Madness", "The Evil That Men Do", "The Clairvoyant" i "Infinite Dreams" - choć ten ostatni w wersji koncertowej z  "Maiden England"), a nie tylko dwa, jak z poprzednich wydawnictw. Każdy z nich wszedł do pierwszej dziesiątki UK Singles Chart. Sam album doszedł natomiast na szczyt brytyjskiego notowania dużych płyt, co nie zdarzyło się grupie od czasu "The Number of the Beast". Amerykanie przyjęli album nieco chłodniej, choć 12. miejsce na liście Billboard 200 było wówczas drugim najlepszym wynikiem zespołu (tylko "Somewhere in Time" doszedł o jedną pozycję wyżej).

Album zaczyna się w zupełnie nietypowy dla tego zespołu sposób - najpierw akustyczna introdukcja z wokalem Dickinsona, a następnie dość długi instrumentalny pasaż z pierwszoplanową rolą instrumentów klawiszowych. Muzycy już na poprzednim albumie wykorzystali syntezatory gitarowe, ale tym razem poszli na całość i zatrudnili sesyjnego muzyka, Michaela Kenneya, do grania na keyboardzie. Dalsza część "Moonchild" to już jednak typowo ironowa galopada. Podobny patent zastosowano w "Infinite Dreams" - pierwsza minuta brzmi zaskakująco delikatnie i melodyjnie, niemal popowo (świetnie wypada tu śpiewający w bardziej stonowany sposób Dickinson), ale zaraz następuje ostrzejsza, ale dość ciekawie zróżnicowana część, z jednymi z najlepszych gitarowych partii w całej dyskografii zespołu. Poziom drastycznie spada "Can I Play With Madness" - niesamowicie banalnym i kiczowatym kawałku, z irytującym, wysoko śpiewanym refrenem i plastikowym brzmieniem syntezatora. "The Evil That Men Do" na szczęście wypada znacznie mniej tandetnie, choć i ten kawałek powstał z myślą o singlowym przeboju. Utwór świetnie sprawdza się na koncertach.

Rozpoczynający drugą stronę winylowego wydania tytułowy "Seventh Son of a Seventh Son" to chyba najbardziej progresywny utwór zespołu, z ciekawym zwolnieniem w środku i wyjątkowo agresywną końcówką. Muzycy mogli sobie jednak darować te chóry z syntezatora, bo niepotrzebnie dodają tu pretensjonalnego kiczu. Niemniej jednak jest to jeden z najlepszych utworów w dorobku grupy. Szkoda tylko, że później na albumie nie dzieje się już prawie nic ciekawego. "The Prophecy" byłby zwykłym wypełniaczem, gdyby nie jego akustyczna koda - całkiem ładna i znów zupełnie nietypowa dla grupy. W singlowym "The Clairvoyant" uwagę zwraca basowy wstęp, ale reszta kawałka to już sztampowa galopada. W finałowym "Only the Good Die Young" irytująco wypada wysoki wokal Dickinsona, ale w warstwie muzycznej dzieje się trochę ciekawych rzeczy, zwłaszcza w partiach basu. Na zakończenie powtórzony zostaje motyw z początku albumu, tworząc fajną klamrę i nadając całości spójności także w warstwie muzycznej.

"Seventh Son of a Seventh Son" to zdecydowanie najlepszy studyjny album zespołu z Bruce'em Dickinsonem. Zespół próbuje tu urozmaicić swoje brzmienie o nowe elementy, co daje nawet ciekawy efekt. Niestety, nie udało się tu odejść daleko od typowego dla heavy metalu banału i kiczu, obecnego w mniejszym lub większym stopniu w każdym kawałku. Ogólnie dobry album, ale do arcydzieła daleko.

Ocena: 7/10



Iron Maiden - "Seventh Son of a Seventh Son" (1988)

1. Moonchild; 2. Infinite Dreams; 3. Can I Play With Madness; 4. The Evil That Men Do; 5. Seventh Son of a Seventh Son; 6. The Prophecy; 7. The Clairvoyant; 8. Only the Good Die Young

Skład: Bruce Dickinson - wokal; Dave Murray - gitara; Adrian Smith - gitara, syntezator; Steve Harris - bass, syntezator; Nicko McBrain - perkusja
Gościnnie: Michael Kenney - instr. klawiszowe
Producent: Martin Birch


6 komentarzy:

  1. Dziwi mnie jak bardzo po macoszemu potraktowałeś ten wybitny, kto wie czy nie najlepszy w dyskografii zespołu album. Co prawda ocena 8/10 nie wydaje się zła, ale przy takim dziele jest jak dla mnie mocno zaniżona. Zresztą, to nie jest aż tak istotne, ale w ogóle nie czuję w tej recenzji entuzjazmu. Dziwne, bo dla wielu fanów, w tym i dla mnie, ten album jest jak przeżycie, misterium.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie słucham sobie ponownie tej płyty. W mojej opinii jest wybitna - rzeczywiście wyrzuciłbym "Can I Play With Madness". Mimo to lubię co parę lat do niej wrócić. Mój ulubiony numer to "Infinite Dreams".

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z najlepszych płyt heavy metalowych i rockowych w ogóle. Każdy utwór z wyjątkiem Can I Play With Madness słucha się z wypiekami na twarzy i każdy czymś intryguje. Jak dla mnie produkcja jest trochę za bardzo wygładzona. Brakuje trochę ciężaru. Poza tym album jest perfekcyjny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam ten album. Ma niesamowity klimat, a kompozytorsko to chyba maidenowskie wyżyny. Wspaniały "Infinite Dreams", który niepostrzeżenie ze spokojnego utworu przeistacza się w porywającą galopadę, bardzo przebojowe, chwytliwe, a zarazem niebanalne "Clairvoyant", "The Evil that Man do" i "Only the Good Die Young", klimatyczne, mroczne, epicke, przywołujące klimat rodem z horroru "Seventh Son of a Seventh Son" oraz bardzo niedoceniane, intrygujące "Prophecy" z ślicznym nietypowym outrem to dla mnie najlepsze momenty tej płyty ( a wymieniłem prawie wszystko). Album stanowiący spójną całość, zawierający mnóstwo świetnych melodii i tworzący niesamowity, tajemniczy klimat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słucham kolejnych kawałków z płyty i patrzę co o nich piszesz... Dopóki nie wpadają w galopady są nawet fajni. Nie wiem komu mam dziękować, że nie skopali w ten sposób numeru tytułowego, ale on naprawdę mi się podoba - a syntezator tylko dodaje mu przestrzenności ;)

    Dickinson to taki brytyjski Dio. Nadużywa w wokalu vibrato, wszystko śpiewa tak, by pokazać jaką ma skalę głosu. Chyba Iron Maiden wyżej od Dio (zespołu) stawia tylko fakt, że nie ma tutaj aż tak uwypuklonych partii klawiszy i jest mniej teatralny front.

    W ogóle w tej chwili mam wrażenie, że Scorpionsów (po LC oczywiście), IM i Dio stawiasz mniej więcej na równi. Chyba Twoje zdanie na temat heavy-metalu zmieniło się o 180 stopni w stosunku do tego, co było kiedyś.

    Jeżeli to najlepszy album z Dickinsonem, to w takim razie jak źle musi być potem? Bo nie sądzę żeby jak przez chwilę w połowie lat 90. u nich był ten koleś, który nawet nie pamiętam jak się nazywa mieli jakąś zwyżkę formy :D

    Wylewanie pomyj na kolejne albumy DIO nie ma zbyt wielkiego sensu, ale nigdy nie miałem takiego ubawu jak przy "Sacred Heart". Ale teksty chyba miały nie mieć wpływu na ocenę? :P

    Twoje recenzje dalej śnią mi się po nocach - tym razem ocena "Crazy World" Scorpionsów obniżona do 3/10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie stawiam na równi. Raczej wygląda to tak: IM > Scorpions z Rothem >> Scorpions z Jabsem >>> Dio. IM od Dio mają też lepsze kompozycje.

      Teksty nie mają wpływu na ocenę, ale to nie znaczy, że nie mogę o nich wspomnieć w opisie ;) A na następnym albumie Dio nastąpi mała poprawa, więc jeszcze tylko tę recenzję przywrócę.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.