13 kwietnia 2017

[Recenzja] Jethro Tull - "The String Quartets" (2017)



Minęło już czternaście lat, odkąd ukazał się ostatni longplay Jethro Tull ("The Christmas Album"), a prawie dwadzieścia od ostatniego z zupełnie premierowym materiałem ("J-Tull Dot Com"). Wydawało się, że Ianowi Andersonowi wystarcza nagrywanie solowych albumów. Niespodziewanie wrócił jednak do nazwy zespołu, którą sygnuje swoje najnowsze wydawnictwo. "The String Quartets" to prawdziwe kuriozum. Album zawiera nowe aranżacje klasycznych utworów Jethro Tull, nagrane przez Andersona bez pomocy żadnego z dotychczasowych członków zespołu. Ich miejsce zajął... kwartet smyczkowy. To on pełni tu dominującą rolę, wspomagany jedynie fletem i z rzadka innymi instrumentami, jak gitara akustyczna, mandolina, pianino i czelesta. Partie wokalne zachowały się tylko w połowie kompozycji.

Sam pomysł wydaje się ciekawy i mogło z tego wyjść coś naprawdę interesującego. Niestety, nie wyszło, a powodem tego jest zbyt kurczowe trzymanie się oryginalnych, prostych aranżacji, które zostały przygotowane na głośne, rockowe instrumenty. A nie na kwartet smyczkowy, który grając te same partie brzmi po prostu biednie. Wyjątek stanowią utwory z albumu "Songs from the Wood": "Velvet Green", "Ring Out, Solstice Bells" i tytułowy (tutaj opublikowane pod nowymi tytułami "Velvet Gold", "Ring Out These Bells" i "Songs and Horses" - ostatni z nich zawiera fragment "Heavy Horses"). Oryginalne wersje czerpały wiele z muzyki dawnej i miały dość złożone aranżacje, dzięki czemu idealnie nadają się do zaprezentowania w takich wersjach. Wszystkie brzmią naprawdę ładnie. Najgorzej zaś wypadły "Locomotive Breath" i "Aqualung" (tutaj jako "Loco" i "Aquafugue"), które straciły całą swoją energię i z trudem można w nich rozpoznać motywy z oryginalnych wersji. Pozostałe nagrania mieszczą się gdzieś po środku.

Nie sposób uniknąć stwierdzenia, że "The String Quartets" to album dla nikogo. Całkowita rezygnacja z rockowych elementów, sprawia, że rockowi słuchacze nie mają czego tu szukać. Słuchacze muzyki klasycznej raczej też nie znajdą tu nic dla siebie, ze względu na prostotę użytych tu środków muzycznych. Longplay zainteresuje pewnie tylko najbardziej zagorzałych wielbicieli Jethro Tull, ale i dla nich będzie to tylko ciekawostka, a w najlepszym przypadku - nieinwazyjna muzyka tła. Osobiście doceniam pomysł, ale jego wykonanie mnie nie przekonuje.

Ocena: 5/10



Jethro Tull - "The String Quartets" (2017)

1. In the Past (Living In the Past); 2. Sossity Waiting (Sossity: You’re a Woman / Reasons for Waiting); 3. Bungle (Bungle In the Jungle); 4. We Used to Bach (We Used to Know / Bach Prelude C Maj); 5. Farm, the Fourway (Farm on the Freeway); 6. Songs and Horses (Songs from the Wood / Heavy Horses); 7. Only the Giving (Wond'ring Aloud); 8. Loco (Locomotive Breath); 9. Pass the Bottle (A Christmas Song); 10. Velvet Gold (Velvet Green); 11. Ring Out These Bells (Ring Out, Solstice Bells); 12. Aquafugue (Aqualung)

Skład: Ian Anderson - flet, wokal (2,4,7,9,11,12), gitara (7), mandolina (9); Matthew Denton - skrzypce; Michelle Fleming - skrzypce; Eoin Schmidt-Martin - altówka; Emma Denton - wiolonczela
Gościnnie: John O'Hara - pianino (4), czelesta (12)
Producent: Ian Anderson


1 komentarz:

  1. Szczerze powiedziawszy, album zasmucił mnie tak bardzo, że nawet nie dosłuchałem do końca za pierwszym razem. Ian sprofanował własny talent.

    OdpowiedzUsuń