1 stycznia 2017

[Artykuł] 50 lat temu... Podsumowanie 1966 roku

Poniższy tekst początkowo miał być częścią podsumowania 2016 roku, ale ostatecznie postanowiłem rozwinąć go w pełny artykuł. W przeciwieństwie do  własnie zakończonego roku, 1966 był niezwykle udany dla muzyki rockowej. Co prawda, jeszcze nie tak obfity pod względem ekscytujących wydawnictw, jak kilka kolejnych lat, za to prawdopodobnie najbardziej przełomowy. Do tamtej pory rock był właściwie muzyką stricte rozrywkową. W pierwszej połowie lat 60. istniało już kilka ciekawych zespołów - wśród których prym wiodły grupy The Beatles i The Rolling Stones - ale w tamtym czasie grali proste, mniej (Stonesi) lub bardziej (Beatlesi) przebojowe piosenki. Bo i liczyły się wtedy wyłącznie single i ich pozycje na listach przebojów. Płyty długogrające były wyłącznie zbiorem przypadkowych nagrań - składankami zawierającymi po kilka przebojów, uzupełnionych kawałkami uznanymi za zbyt słabe na single.

U góry: The Beatles, The Rolling Stones, John Mayall z zespołem; u dołu: The Butterfield Blues Band, Cream, The Byrds.

Sytuacja zaczęła się nieco zmieniać w 1965 roku. W sierpniu Beatlesi wydali swój piąty studyjny album, "Help!", będący zarazem pierwszym, na którym pokazali nieco większe ambicje, niż granie prostych piosenek na pograniczu rock and rolla i popu. Czymś zupełnie nowym były utwory "You've Got to Hide Your Love Away" i "Yesterday" - pierwszy zdradzający wyraźną inspirację folkiem, wzbogacony partią fletu, drugi zaś całkowicie zrywający z afroamerykańskimi korzeniami muzyki rockowej, nagrany z pomocą kwartetu smyczkowego. Jeszcze bardziej zaskakujący okazał się wydany w grudniu "Rubber Soul", na którym muzycy poszli na całość, odważnie eksperymentując z brzmieniem i aranżacjami, poszerzając instrumentarium o przeróżne klawisze czy sprowadzony z Indii sitar. To był początek wielkich zmian w muzyce rockowej, która od tej pory miała stawać się coraz bardziej ambitna. Największy przełom nastąpił jednak w 1966 roku, gdy inni wykonawcy poszli w ślady Beatlesów.

O ile początkowo rock był właściwie europejską, a ściślej mówiąc brytyjską, odpowiedzią na amerykańską muzykę rockandrollową i rhythmandbluesową, tak w 1966 roku zaczął nabierać własnego charakteru. Istotną rolę odegrały w tym amerykańskie zespoły, jak The Byrds, Mothers of Invention, Love, czy The 13th Floor Elevators, a także brytyjski The Yardbirds, które inspirując się - w różnych proporcjach - Beatlesami, bluesem, folkiem, jazzem i muzyką indyjską (a także środkami odurzającymi), stworzyły styl zwany rockiem psychodelicznym. Praktycznie równolegle powstał inny nurt rocka - blues rock. Pierwszym jego przedstawicielem był John Mayall, który wraz ze swoim zespołem pokazał jak grać bluesa, aby był atrakcyjny nie tylko dla Afroamerykanów. Niedługo później grupa The Paul Butterfield Blues Band fantastycznie rozwinęła ten styl, udowadniając, że jego ramy mogą być bardzo elastyczne. Pod koniec roku zadebiutowało natomiast trio Cream, stawiając solidne fundamenty pod muzykę hardrockową.

1966 był pierwszym tak barwnym, różnorodnym rokiem w muzyce rockowej. Zakończyła się niekwestionowana hegemonia The Beatles na scenie rockowej. Do tamtej pory praktycznie nie było poważnej konkurencji. Nagle jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej interesujących wykonawców, mających coraz ciekawsze i bardziej ambitne pomysły. Coraz mniej liczyły się przebojowe single, a większą rolę zaczęły odgrywać płyty długogrające, coraz częściej przybierające formę albumów - przemyślanej całości, a nie przypadkowej kompilacji. A to dopiero był początek, bo kilka kolejnych lat okazało się jeszcze bardziej ekscytujące...


Najważniejsze rockowe wydawnictwa 1966 roku:

Początkowo miał się tutaj znaleźć ranking moich ulubionych albumów, ale wybór pomiędzy tak fantastycznymi albumami, jak  "Blues Breakers", "East-West", "Fifth Dimension" czy "Revolver" (kolejność alfabetyczna) okazał się zbyt trudny. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest zaprezentowanie ich w kolejności chronologicznej. Większość tytułów zawiera link do recenzji (z wyjątkiem pięciu niezrecenowanych jeszcze albumów).

The Rolling Stones - "Aftermath"

Wydany: 15 kwietnia

Czwarty brytyjski i szósty amerykański longplay Stonesów, a zarazem pierwszy, na którym znalazły się wyłącznie autorskie kompozycje członków zespołu. Poradzili sobie całkiem nieźle, nie brakuje tutaj naprawdę dobrych melodii. To także pierwszy długograj, na którym muzycy odchodzą od granego do tamtej pory surowego rhythm and bluesa, na rzecz nieco bardziej dojrzałej muzyki. Nie brakuje eksperymentów. Ciekawie poszerzono instrumentarium (sitar w "Paint It Black", wibrafon w "Under My Thumb", dulcimer w "Lady Jane"), a jedenastominutowy jam "Goin' Home" to pierwsze tego typu nagranie wydane na płycie.


The Beach Boys - "Pet Sounds"

Wydany: 16 maja

Brian Wilson, znużony graniem banalnych, prostych piosenek o miłości i plażach, postanowił stworzyć coś bardziej ambitnego. Album "Pet Sounds" wypełnia mniej przebojowa, a bardziej stonowana i melancholijna muzyka, wyraźnie inspirowana twórczością Beatlesów z okresu "Rubber Soul". W nagraniach wzięło udział kilkudziesięciu muzyków sesyjnych, grających na przeróżnych instrumentach, także klawiszowych, smyczkowych i dętych. Ponadto w prekursorski sposób wykorzystano tu odgłosy szczekających psów i inne niemuzyczne dźwięki. Pozostali członkowie The Beach Boys nie rozumieli zamysłu Briana Wilsona, nie podobała im się sama muzyka (a szczególnie jej niekomercyjny, ich zdaniem, charakter) i dlatego ich udział w nagraniach ograniczył się do harmonii wokalnych. "Pet Sounds" zachwycił natomiast krytyków muzycznych, którzy jednogłośnie okrzyknęli go arcydziełem. Czy słusznie? Moim zdaniem nie do końca, jednak bez wątpienia jest to ważny longplay, będący pierwszym przykładem albumu koncepcyjnego.


Bob Dylan - "Blonde on Blonde"

Wydany: 16 maja

Prawdopodobnie pierwszy w historii dwupłytowy album w muzyce okołorockowej. Siódme studyjne wydawnictwo Boba Dylana jest zaliczane do tzw. "rockowej trylogii" Dylana (wraz z wydanymi w 1965 roku "Bringing It All Back Home" i "Highway 61 Revisited"). Na longplay składają się zarówno folkowe, akustyczne utwory (np. "One of Us Must Know" lub jedenastominutowy "Sad Eyed Lady of the Lowlands"), jak i elektryczne bluesy (np. "Pledging My Time", "Obviously 5 Believers"). Mimo tego, całość wypada dość monotonnie. W poszczególnych utworach niewiele się dzieje - ale to typowe u Dylana, który bardziej niż na warstwie instrumentalnej, skupiał się na tekstach.


The Mothers of Invention - "Freak Out!"

Wydany: 27 czerwca

Jeden z pierwszych dwupłytowych albumów w historii rocka, a zarazem pierwszy dwupłytowy debiut, to dzieło dowodzonej przez Franka Zappę grupy The Mothers of Invention. To także jeden z pierwszych albumów koncepcyjnych (warstwa tekstowa to satyra na muzykę rockową i USA lat 60.). Pierwsza płyta składa się z jedenastu krótkich utworów, przeważnie dość dziwnych, bardzo psychodelicznych (np. "Who Are the Brain Police?"), choć nie brakuje bardziej konwencjonalnych momentów (np. beatlesowski "Any Way the Wind Blows"). Na drugiej płycie znalazły się tylko trzy utwory, w tym ośmiominutowy "Help, I'm a Rock (Suite in Three Movements)" i dwunastominutowy "The Return of the Son of Monster Magnet (Unfinished Ballet in Two Tableaux)" - oba bardzo eksperymentalne i awangardowe, daleko wykraczające poza twórczość innych rockowych grup z tamtego okresu.


The Yardbirds - "Yardbirds" aka "Roger the Engineer"

Wydany: 15 lipca

Pierwszy album studyjny działającej od kilku lat grupy The Yardbirds nie jest tak dobry, jak mógłby być. W 1965 roku zespół wydał kilka interesujących singli, ukazujących go jako pioniera rocka psychodelicznego i hard rocka. To głównie dzięki eksperymentom Jeffa Becka z brzmieniem jego gitary, raz solidnie przesterowanej, kiedy indziej przetworzonej tak, aby brzmiała jak sitar. Niestety, utwory te nie zostały powtórzone na tym longplayu. Znalazły się tu natomiast kompozycje znacznie mniej nowatorskie, a także po prostu słabsze, i melodycznie, i kompozytorsko. Ogólnie nie ma tragedii, ale niewiele fragmentów wybija się ponad przeciętność.


The Byrds - "Fifth Demension"

Wydany: 18 lipca

W 1965 roku zespół wydał dwa albumy, na których ciekawie połączono folkowe, akustyczne instrumentarium, z beatlesowskimi melodiami i rockową energią. Na "Fifth Dimension", trzecim albumie grupy, również nie brakuje tego typu grania (np. "Wild Mountain Thyme" i "John Riley"), jednak na pierwszy plan wysuwają się stanowiące nowość w twórczości The Byrds, psychodeliczne eksperymenty. Przetworzone brzmienie, dźwiękowe efekty, czy odwracanie taśmy to częste sztuczki stosowane na tym longplayu. Jego esencję stanowią natomiast dwa utwory: hipnotyczny, inspirowany muzyką indyjską "Eight Miles High", oraz jazzujący, pełen atonalnych partii gitary "I See You". Koniecznie trzeba też wspomnieć, że "Fifth Dimension" to także kopalnia świetnych melodii.


John Mayall with Eric Clapton - "Blues Breakers"

Wydany: 22 lipca

Studyjny debiut ojca brytyjskiego bluesa, Johna Mayalla, nagrany z pomocą młodego, ale już bardzo cenionego Erica Claptona, a także basisty Johna McVie (później członka Fleetwood Mac) i perkusisty Hugha Flinta. To właśnie ten album rozpoczął trwającą kilka lat modę na łączenie bluesa z rockiem. Mayall i spółka w nowatorski sposób połączyli bluesowe patenty z rockową energią i ostrym brzmieniem. Wyróżniają się zwłaszcza instrumentalne "Hideaway" i "Steppin' Out", z porywającymi solówkami Claptona i ciężkim, już niemal hardrockowym brzmieniem. Większość albumu to dynamiczne, bardzo chwytliwe kawałki (z rewelacyjnym "All Your Love" na czele), ale czasem bliżej jest tradycyjnego bluesa (np. "Another Man", "Parchman Farm"). Bez wątpienia jeden z najważniejszych longplayów w historii muzyki rockowej.


The Beatles - "Revolver"

Wydany: 5 sierpnia

Inicjatorzy zmian w muzyce rockowej nie zwalniają tempa. "Revolver" to kolejny kamień milowy. Tym razem dosłownie każdy utwór jest dopracowany i dopieszczony, każdy czymś zachwyca. Znów niezwykle bogate jest instrumentarium - "Eleanor Rigby" opiera się wyłącznie na smyczkach, w "Love You To" dominuje sitar, nowością są dęciaki w "Got to Get You into My Life" i "For No One". Nie brakuje naprawdę nowatorskich eksperymentów z brzmieniem, czego najlepszym przykładem "Tomorrow Never Knows", zawierający zabawy z taśmami, loopy, sample... Z kolei "And Your Bird Can Sing" i "Taxman", z lekko przesterowanym brzmieniem gitar, zdają się zapowiadać nadejście hard rocka. Nie można nie wspomnieć o obecności jednego z największych przebojów grupy, "Yellow Submarine", choć tak naprawdę każdy utwór mógłby być hitem - melodie są tu naprawdę rewelacyjne. Mimo sporej różnorodności, utwory tworzą naprawdę spójną całość. To już nie zbiór przypadkowych nagrań, a prawdziwy album.


The Butterfield Blues Band - "East-West"

Wydany: sierpień

Amerykańska odpowiedź na "Blues Breakers". Nie brakuje tu energetycznych, bluesrockowych kawałków (np. "Walkin' Blues", "Get Out of My Life Woman"), ani wolniejszych, emocjonalnych bluesów ("I Got a Mind to Give Up Living", "Never Say No"). Jednak o wielkości tego albumu stanowią przede wszystkim utwory wykraczające poza bluesowo-rockowe schematy, jak zahaczająca o jazz instrumentalna improwizacja "Work Song", z rozbudowanymi, porywającymi popisami wszystkich muzyków, a także niesamowity, kilkunastominutowy psychodeliczny odlot "East-West", wyraźnie nawiązujący do muzyki indyjskiej i twórczości Johna Coltrane'a, w którym muzycy znów mogą zaprezentować swojej talenty. Nikt wcześniej nie nagrał niczego podobnego, a i później niewiele było takich albumów.


13th Floor Elevators - "The Psychedelic Sounds of the 13th Floor Elevators"

Wydany: 17 października

Debiutancki album dowodzonej przez Roky'ego Ericksona grupy 13th Floor Elevators, uważanej za jednego z prekursorów rocka psychodelicznego. Choć wcześniej ukazało się kilka innych albumów o psychodelicznym charakterze, to właśnie w tytule tego longplaya prawdopodobnie po raz pierwszy użyte zostało to słowo jako określenie muzycznego stylu. Twórczość zespołu to mieszanka rocka garażowego, bluesa i folku. Psychodeliczny klimat to głównie zasługa Tommy'ego Halla, grającego na... podłączonym do wzmacniacza dzbanku (sic!), często zagłuszającego inne instrumenty, jak również specyficznego, przytłumionego i "kwaśnego" brzmienia.


Love - "Da Capo"

Wydany: listopad

Grupa Love zadebiutowała kilka miesięcy wcześniej albumem "Love", zawierającym kilkanaście krótkich utworów, utrzymanych w stylistyce garażowego rocka, z lekkimi psychodelicznymi naleciałościami. Na "Da Capo" również nie brakuje tego typu nagrań (np. "Stephanie Knows Who"), lecz grupa zaczyna więcej eksperymentować, chociażby z folkiem (np. "Orange Skies"). Na szczególne wyróżnienie zasługuje niemal 19-minutowy "Revelation" - pierwszy tak długi utwór rockowy, zajmujący całą drugą stronę płyty winylowej. Ten rozbudowany jam z początku kojarzy się ze stonesowskim "Goin' Home", jednak pod koniec nabiera bardziej psychodelicznego charakteru, zwracając skojarzenia w stronę butterfieldowego "East-West".


Cream - "Fresh Cream"

Wydany: 9 grudnia

Śpiewający basista Jack Bruce, perkusista Ginger Baker, oraz gitarzysta Eric Clapton - trzech muzyków uznawanych w tamtym czasie za największych wirtuozów swoich instrumentów, postanowiło założyć razem zespół (pierwszą supergrupę w historii). Dwóch jazzmanów i bluesman razem stworzyli fundamenty hard rocka. Trio przeszło do historii także dzięki swoim koncertom, składających się głównie z porywających improwizacji opartych na wzajemnej interakcji. Studyjny debiut zespołu, "Fresh Cream", niestety aż tak bardzo nie porywa. W sporym stopniu wypełnia go dość wygładzona brzmieniowo mieszanka bluesa i psychodelicznego popu (np. "N.S.U."). Są jednak momenty, w których muzycy pokazują swoje ambicje i umiejętności, na czele z ciężką, rozimprowizowaną wersją "Spoonful" (z repertuaru Howlin' Wolfa), a także "Toad", składającym się głównie z perkusyjnego popisu Bakera.


The Who - "A Quick One"

Wydany: 9 grudnia

"A Quick One", drugi album The Who, wypada dość blado na tle wydanego rok wcześniej "My Generation". Na pewno brakuje tu tak wyrazistego utworu, jak tytułowy z poprzednika, który jest jednym z rockowych hymnów. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na ten longplay, ze względu na blisko dziesięciominutową kompozycję "A Quick One, While He's Away", będącą de facto sześcioma utworami połączonymi w jeden, spójnymi tekstowo, lecz wyraźnie odrębnymi w warstwie muzycznej (zdecydowanie brakuje tu jakiegoś przewodniego motywu spajającego całość). W znacznym stopniu przyczynił się on do powstawania tzw. albumów koncepcyjnych.


Roy Harper - "Sophisticated Beggar"

Wydany: grudzień

Debiutancki album mistrza gitary akustycznej, Roya Harpera, to bardzo surowe wydawnictwo - nagrane w zupełnie amatorskich warunkach i bardzo ascetyczne aranżacyjnie (w większości utworów akompaniament ogranicza się do gitary). Longplay tylko czasami zahacza o rocka ("Committed", "Mr. Station Master"), w większości jest to po prostu folkowe granie. Ale nie zapominajmy, że te wczesne, folkowe albumy Harpera miały bardzo istotny wpływ na takich wykonawców, jak Led Zeppelin czy Jethro Tull. Bez względu jednak na to, w jakim stylu utrzymany jest ten album, po prostu nie sposób oprzeć się przepięknym melodiom na nim zebranych.


6 komentarzy:

  1. Dodałbym z pewnością Monks - Black Monk Time, bo to jeden z pierwszych albumów z rockiem eksperymentalnym w historii. I świetna muzyka, tak poza tym. No i jazz: Coltrane, Davis, Don Cherry, John Handy, Herbie Hancock, Krzysztof Komeda (!) i wielu innych wydało wówczas sporo błyskotliwych albumów, z których przynajmniej część miała niebagatelny wpływ na późniejsze dokonania artystów rockowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zrozumiałem, że trochę w błąd wprowadziłem tym tytułem, bo ten tekst od samego początku miał pokazywać jak zmieniła się w tym roku muzyka rockowa - i dlatego zostały w nim opisane wyłącznie rockowe albumy ( i dwa bardziej folkowe, ale jednak o rock zahaczające).

      Usuń
  2. Tak - pomijając wyliczanie grających już wówczas grup/band'ów - to z pewnością przełomowy rok z powszechnym komunikatem - TERAZ MY !

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrecenzujesz pozostałe płytki o których tam wspominasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, ale nie w najbliższym czasie.

      Usuń
  4. Świetny rok dla rocka, świetny blog dla jego słuchaczy.

    OdpowiedzUsuń