27 stycznia 2017

[Recenzja] Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)



Na swoim szóstym longplayu grupa Gentle Giant wciąż nie schodzi z wysokiego poziomu. "The Power and the Glory" to kolejny - po "Three Friends" i "In a Glass House" - album koncepcyjny. Opowiada on o osobie, która chciała czynić dobro, lecz po zasmakowaniu władzy, stała się tym, przeciwko czemu wcześniej się buntowała. Temat banalny, ale jak zwykle okraszony rewelacyjną muzyką. Wciąż bardzo ambitną i niekonwencjonalną, choć zauważalny jest leciutki zwrot w kierunku bardziej komercyjnego grania. Najbardziej słyszalne jest to w utworze tytułowym, wydanym na singlu i... pominiętym na oryginalnym wydaniu albumu. Został dołączony dopiero na kompaktowych reedycjach i znacznie obniżył ich poziom. Gentle Giant nigdy wcześniej nie nagrało tak prostego i banalnego kawałka.

Znacznie lepiej prezentuje się pozostałych osiem utworów zarejestrowanych podczas tej sesji. Szczególnie cztery wypełniające pierwszą, bardziej eksperymentalną stronę wydania winylowego. Album rozpoczyna bardzo typowy dla grupy "Proclamation", zawierający wszystkie charakterystyczne dla niej cechy, na czele z nietypowym, zróżnicowanym rytmem, przebogatymi i trochę dziwnymi brzmieniami klawiszowymi, oraz nieszablonowymi partiami wokalnymi. Bardziej awangardową stronę zespołu pokazuje "So Sincere", niemal niemelodyczny, zaaranżowany na wiele instrumentów, które zdają się zupełnie ze sobą nie współgrać, a jednak tworzą pewną harmonię. Dla odmiany, "Aspirations" to bardzo subtelny utwór, z prześliczną linią wokalną i istotną rolą nadającego jazzowy klimat pianina elektrycznego, a także wyrazistą grą sekcji rytmicznej. Piękny utwór.

Jednak na mnie największe wrażenie robi "Playing the Game". Jeden z najgenialniejszych utworów w dorobku Gentle Giant. Niesamowicie chwytliwy, a jednocześnie bardzo pomysłowo i starannie zaaranżowany, pełen kontrapunktowych partii instrumentalnych, które doskonale się uzupełniają. Zwraca uwagę bardzo nowoczesne - przynajmniej na 1974 rok, ale broniące się do teraz - brzmienie klawiszy i basu, kojarzące się z latami 80., ale bardziej naturalne, ani trochę kiczowate. Kilka lat później, przy odpowiedniej promocji, mógłby to być przebój. Oczywiście w skróconej wersji, bo prawie siedmiominutowa wersja albumowa byłaby zbyt ambitna do radia.

Druga strona albumu, przypadkiem lub nie, składa się głównie z trochę bardziej konwencjonalnych - jak na ten zespół - utworów. Nawet te pozornie prostsze utwory są bardzo interesujące. W "Cogs in Cogs" charakterystyczne zabawy z partiami wokalnymi, klawiszowymi i rytmem, zestawione zostały z prostym gitarowym riffowaniem. W łagodniejszym i odrobinę bardziej złożonym "No God's a Man" rolę takiego kontrapunktu pełnią nieskomplikowane partie organów i konwencjonalna gitarowa solówka. Bardzo pomysłowym utworem jest "The Face", jednocześnie chwytliwy i skoczny, a zarazem skomplikowany rytmicznie i z świetnie zaaranżowanymi, dobrze współgrającymi partiami skrzypiec i gitary. Finałowy "Valedictory" łączy ciężkie, hardrockowe riffowanie z bynajmniej nie hardrockowymi klawiszami i nieoczywistą warstwą rytmiczną.

"The Power and the Glory" to kolejne potwierdzenie geniuszu Gentle Giant. Kompozycje, aranżacje i wykonanie są wciąż na najwyższym poziomie, nieosiągalnym dla niektórych bardziej popularnych przedstawicieli progresywnego rocka. Jak na standardy Gentle Giant, jest to całkiem przystępny album, choć niewątpliwie ambitny.

Ocena: 9/10



Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)

1. Proclamation; 2. So Sincere; 3. Aspirations; 4. Playing the Game; 5. Cogs in Cogs; 6. No God's a Man; 7. The Face; 8. Valedictory

Skład: Derek Shulman - wokal (1,2,4-8), saksofon (2); Kerry Minnear - wokal (2-4), instr. klawiszowe, wiolonczela (2), instr. perkusyjne (4,6); Gary Green - gitara, dodatkowy wokal; Ray Shulman - bass, skrzypce (2,4,7), gitara (6), dodatkowy wokal; John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Gentle Giant


2 komentarze:

  1. PurpleSabbath2 lutego 2017 22:49

    Każdy kolejny album Olbrzyma od debiutu do "Power and the Glory" jest moim zdaniem o poziom lepszy. Tutaj osiągnęli swoje apogeum. Za to potem było już coraz gorzej. Po przyzwoitych "Free Hand" i "Interview' nagrywali taki syf, że żałuję, że w ogóle tego słuchałem. A przecież byli tak genialnym zespołem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry album, ale moim zdaniem nie umywa się do Ośmiornicy i Szklarni. Obok pięknych momentów (do których zaliczam 'Proclamation", "So Sincere" a nawet ten bardziej komercyjny "Playing the Fool") są też zdecydowanie mniej zacne, w których zespół zaczyna zdradzać komercyjne zapędy.

      Usuń