[Recenzja] Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)



Na "The Power and the Glory" muzycy Gentle Giant postanowili po raz kolejny zmierzyć się z formułą albumu koncepcyjnego. Tym razem teksty skupiają się na władzy oraz jej deprawacyjnym wpływie na sprawujące ją jednostki. Temat zawsze aktualny, choć też nieco banalny. Za to muzycznie grupa wciąż pozostaje absolutnie unikalna na tle całej pozostałej muzyki. Nie jest to już jednak tak równy materiał, jak cztery poprzednie płyty i daje się tu odczuć pewne ustępstwa wobec wydawcy. Po tym, jak album "In a Glass House" nie został opublikowany na amerykańskim rynku - chociaż to tam Gentle Giant miał najwięcej wielbicieli - kwintet odpuścił sobie dalsze komplikowanie muzyki, a nawet zrobił krok czy dwa wstecz. 

Największym kompromisem z wytwórnią było jednak wypuszczenie merkantylnego singla "The Power and the Glory" - do tamtej pory zespół nie nagrał jeszcze piosenki tak prostej, banalnej melodycznie, wpisującej się pod względem struktury, aranżacji czy brzmienia w rockową sztampę. Co ciekawe, kawałek dał tytuł albumowi, ale na niego… nie trafił. Uwzględniono go dopiero na kompaktowych reedycjach i w streamingu, co zresztą jest fatalnym pomysłem, bo nagranie nie tylko dramatycznie odstaje poziomem od reszty materiału, ale też burzy jego zamysł - na podstawowym wydaniu pierwszy i ostatni utwór tworzą klamrę. Singiel, oczywiście, nie został w żadnym kraju odnotowany na listach sprzedaży. Natomiast album poradził sobie całkiem nieźle w Ameryce Północnej, dochodząc do 78. miejsca w Stanach oraz 91. w Kanadzie, co było największym do tamtej pory sukcesem komercyjnym Gentle Giant.

Także pod względem artystycznym album "The Power and the Glory" okazał się znacznie lepszy od tak samo zatytułowanego singla. Szczególnie pierwsza strona winylowego wydania nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Siedmiominutowy otwieracz "Proclamation" to Gentle Giant w pigułce, z niebanalną, nieco dziwną, ale chwytliwą melodią, z nieprzewidywalną, pełną zwrotów akcji strukturą, zróżnicowaną i złożoną rytmiką, a do tego z bogatą aranżacją, zwracającą uwagę przeróżnymi brzmieniami klawiszowymi. To najmocniejszy punkt programu. Jeszcze dziwniej robi się w "So Sincere", choć jak na standardy tych najdziwniejszych kawałków zespołu - w rodzaju "An Inmate's Lullaby" czy "Schooldays" - ten jest jeszcze względnie normalny i przystępny, mimo mocno połamanej rytmiki oraz partii saksofonu i pianina ocierających się o jazz free.

Całkiem odmienne oblicze zespołu prezentuje "Aspirations" - subtelna, bardzo melodyjna ballada, trochę podobna do "Think of Me with Kindness" z "Octopus". To utwór niby prostszy, bardziej merkantylny, ale jednak niezwykle finezyjny, z bardzo przyjemnym brzmieniem klawiszy i basu. To właśnie to nagranie powinno być singlem promującym album, co zresztą potwierdza jego liczba odtworzeń w serwisie Spotify, wyraźnie przewyższająca inne utwory zespołu. Singlowy potencjał ma także kolejny na płycie "Playing the Game" (skrócona wersja znalazła się zresztą na stronie B nieszczęsnego "The Power and the Glory"). To już utwór bardziej energetyczny, o niesamowicie chwytliwej melodii, jednak także o bogatej, naprawdę pomysłowej aranżacji. Zwraca uwagę też wyjątkowo nowoczesne, jak na 1974 rok, brzmienie, szczególnie w przypadku niektórych partii klawiszowych, mających już wiele wspólnego z kolejną dekadą.

Nieco słabsza okazuje się druga strona longplaya, choć rozpoczynający ją "Cogs in Cogs" wcale tego nie zapowiada. To bardzo energetyczny, intensywny numer, w którym prosty gitarowy riff zestawiono z bardziej progresywnymi brzmieniami klawiszy, złożoną rytmiką oraz bardzo skomplikowanymi wokalami podczas jednej z sekcji - nakładają się wówczas na siebie dwie partie, odpowiednio w metrum 6/4 i 15/8, dzięki czemu przeplatają się ze sobą na pięć różnych sposobów. Po czymś tak imponującym kolejny "No God's Man" wydaje się zbyt zwyczajny. To spokojniejsza piosenka, utrzymana gdzieś na pograniczu folku, muzyki dawnej i psychodelii, z wręcz sztampowym solo gitary. Ciekawiej prezentuje się "The Face", również inspirowany folkiem i muzyką dawną, ale oparty na zdecydowanie bardziej złożonej rytmice, ze świetnymi partiami skrzypiec - w tym zgrzytliwą solówką - i znów typowo rockową gitarą, która tym razem lepiej wtapia się w całość. Rozczarowuje natomiast finałowy "Valedictory", powtarzający motywy i linię wokalną z "Proclamation". Ma to sens w kontekście konceptu, ale prawie nic już nie wnosi na album. 

"The Power and the Glory" to wciąż album nieprzeciętny na rockowe standardy. Kreatywność w łączeniu nierzadko odległych wpływów, aranżacyjny kunszt, techniczna biegłość oraz zdolność układania naprawdę chwytliwych melodii, jakie prezentują tu muzycy Gentle Giant, była i jest nieosiągalna dla większości rockowych grup. Z drugiej strony, już tutaj daje się delikatnie odczuć pewne symptomy wyeksploatowania tej unikalnej stylistyki zespołu, a także uleganie presji ze strony wytwórni. Fakt, że dotyczy to głównie tytułowego kawałka, który na album nie trafił - a dopiero w mniejszym stopniu niektórych fragmentów płyty - jednak te czynniki miały od tego momentu tylko się pogłębiać i odbijać na kształcie kolejnych wydawnictw.

Ocena: 9/10

Zaktualizowano: 06.2024



Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)

1. Proclamation; 2. So Sincere; 3. Aspirations; 4. Playing the Game; 5. Cogs in Cogs; 6. No God's a Man; 7. The Face; 8. Valedictory

Skład: Derek Shulman - wokal (1,2,4-8), saksofon tenorowy (2); Kerry Minnear - wokal (2-4), instr. klawiszowe, wiolonczela (2), marimba (4), wibrafon (6); Gary Green - gitara, dodatkowy wokal (1,6,8); Ray Shulman - gitara basowa, skrzypce (2,4,7), gitara (6), dodatkowy wokal (1,6,8); John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal (6)
Producent: Gentle Giant


Komentarze

  1. To zwolnienie w "Proclamation" organy, mantrowy chór... No Kosmos, uwielbiam takie zabiegi. Słuchasz sobie słuchasz a tu nagle jak obuchem byś dostał i jesteś zachwycony tym co się dzieje. Tak jak w "Man-Erg" Van Der Graff ten sam poziom geniuszu tylko tam jest agresywnie... Nie no nie mam na to słów takie to jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zabiegi są w prawie każdym utworze Gentle Giant z czasów od "Acquiring the Taste" do "Free Hand", albo i nawet "Interview". I to nie, że raz czymś zaskoczą, ale nawet i parę razy na przestrzeni 4-minutowego kawałka, który w dodatku pozostaje spójny i logiczny. Niesamowite.

      Usuń
    2. Racja, ale ten zabieg w tym utworze ostatnio mnie urzekł dlatego musiałem o tym wspomnieć.

      Usuń
  2. Muzyka rockowa a zarazem od rocka odległa- ale to.tylko wyszło jej na korzysc! Najbliżej im do King Crimson. Znakomita płyta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Paskudny jest ten singiel tytułowy, jakby ktoś ich łańcuchami skrępował...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)