30 września 2016

[Recenzja] Trettioåriga Kriget - "Trettioåriga Kriget" (1974)



Trettioåriga Kriget, czyli wojna trzydziestoletnia, to bardzo dziwna nazwa zespołu. Twórczość tej szwedzkiej grupy jest jednak jak najbardziej godna polecenia. Może nie cała - bo z czasem muzycy zwrócili się w stronę mniej interesującej, bardziej popowej muzyki - ale na pewno warto znać jej najwcześniejsze albumy. Zespół został założony w 1970 roku przez szóstkę nastolatków (w tym dwóch perkusistów). Dość szybko z oryginalnego składu zostali tylko basista Stefan Fredin i perkusista Dag Lundquist, a poniekąd także Olle Thörnvall, który jednak porzucił grę na gitarze i harmonijce, aby skupić się na pisaniu tekstów. Nowymi muzykami zostali wokalista o swojsko brzmiącym nazwisku Robert Zima (z pochodzenia Austriak), oraz gitarzysta Christer Åkerberg. Zespół funkcjonuje w tym składzie do dzisiaj (mimo zawieszenia działalności w latach 80. na niemal dwie dekady).

Kolejnych kilka lat muzycy spędzili na tworzeniu autorskiego materiału oraz szlifowaniu własnego, oryginalnego brzmienia. Dopiero w 1974 podpisali pierwszy kontrakt i nagrali debiutancki longplay. "Trettioåriga Kriget" postrzegany jest jako pierwszy szwedzki album z ciężkim rockiem. Nie jest to jednak typowy hard rock, mimo niewątpliwie ciężkiego (i bardzo dobrego, także obecnie) brzmienia. Muzycy mają zdecydowanie szersze horyzonty i łączą tutaj różne style i gatunki. Już w otwierającym całość "Kaledoniska Orogenesen" mieszają się wpływy hard rocka i jazzu, do czego dochodzą akustyczne wstawki i naprawdę ciężkie fragmenty, zwiastujące nadejście heavy metalu. Kilkakrotnie pojawia się tu nawet dziki wrzask w stylu Kinga Diamonda - niemal dekadę przed debiutem Mercyful Fate! Utwór nie ma tradycyjnej, piosenkowej struktury, brzmi bardzo spontanicznie. Podobnie jest w pozostałych kompozycjach. W niektórych z nich brzmienie łagodzone jest melotronem ("Röster Från Minus Till Plus", "Ur Djupen") lub gitarą akustyczną ("Mina Löjen", "Handlingens Skugga"), ale nawet w nich nie brakuje ostrych gitarowych riffów i solówek, oraz intensywnej gry sekcji rytmicznej. Instrumentaliści pokazują naprawdę spore umiejętności i kunszt wykonawczy. Przyczepić można się natomiast do warstwy wokalnej. Zima, nie mający zbyt ciekawej barwy głosu, śpiewa z dość irytującą, pretensjonalną manierą. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wszystkie teksty są w języku szwedzkim, który nie jest tak śpiewny jak angielski.

"Trettioåriga Kriget" nie jest szczytowym osiągnięciem zespołu (na to miano zasługuje kolejny longplay, "Krigssång"), ale posłuchać zdecydowanie warto. Zawarta na nim muzyka może podobać się zarówno słuchaczom rocka progresywnego, jak i cięższego grania. A wykonanie jest na naprawdę wysokim poziomie. To kolejny dowód na to, jak wiele świetnej muzyki powstawało w latach 70. w Skandynawii, wbrew powszechnemu przekonaniu, że wartościową muzykę tworzyło się wówczas tylko na Wyspach Brytyjskich, w Ameryce Północnej i w Niemczech.

Ocena: 8/10



Trettioåriga Kriget - "Trettioåriga Kriget" (1974)

1. Kaledoniska Orogenesen; 2. Röster Från Minus Till Plus; 3. Fjärilsattityder; 4. Mina Löjen; 5. Ur Djupen; 6. Handlingens Skugga

Skład: Robert Zima - wokal; Christer Åkerberg - gitara; Stefan Fredin - bass; Dag Lundquist - perkusja i instr. perkusyjne, melotron
Producent: Adrian Moar


Brak komentarzy

Prześlij komentarz