27 czerwca 2012

[Recenzja] Pink Floyd - "Animals" (1977)



Po łagodnym "Wish You Were Here" muzycy Pink Floyd postanowili nagrać zdecydowanie mocniejszy album. "Animals" to zdecydowanie najostrzejszy longplay w och dyskografii, zarówno w warstwie muzycznej, jak i słownej. Roger Waters, po raz kolejny autor wszystkich tekstów, zaproponował album koncepcyjny, na którym w ostrych słowach krytykuje menadżerów, myślących tylko o pieniądzach i własnej karierze ("Dogs"), polityków i innych ludzi na wysokich szczeblach władzy ("Pigs (Three Different Ones)"), ale też ślepo im posłusznych zwykłych obywateli ("Sheep"). Koncept ten wyraźnie nawiązuje do powieści "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella, chociaż sam Waters zawsze zaprzeczał, że owe dzieło było dla niego inspiracją.

Album rozpoczyna się jednak spokojnie, od niespełna półtora minutowej miniaturki "Pigs on the Wing (Part I)" - to tylko gitara akustyczna i śpiew Watersa. Utwór ma pogodniejszy nastrój od kolejnych kawałków, oraz nietypowy dla grupy tekst, będący miłosnym wyznaniem Rogera do ówczesnej żony. Druga część utworu - pod względem muzycznym identyczna - zamyka album. Początkowo obie części stanowiły jeden utwór, a łącznikiem pomiędzy nimi była gitarowa solówka Gilmoura, z którą wiąże się pewna anegdota. Pod koniec sesji nagraniowej muzycy zespołu mieli przesłuchać niejakiego Snowy'ego White'a, gdyż ze względu na gitarowy charakter "Animals" potrzebowali drugiego gitarzystę na trasę koncertową. White trafił jednak na niewłaściwy moment - muzycy byli wściekli, gdyż okazało się, że przypadkiem została skasowana wspomniana solówka. Kiedy White stwierdził, że chciałby pograć z zespołem, zanim zgodzi się do nich dołączyć, Gilmour odparł mu szorstko: Nie byłoby cię tutaj, gdybyś nie potrafił grać, nie?, Waters zasugerował jednak, żeby pozwolić mu zagrać utracony fragment. Wersja z zaimprowizowaną przez niego solówką została wydana tylko we Francji (na singlu) i w Stanach (na albumie "Animals" w wersji 8-track, czyli tzw. kasecie kartridżowej).

Pierwszym "właściwym" utworem jest 17-minutowy "Dogs" - jedyny na płycie, którego Waters nie skomponował samodzielnie, a z pomocą Gilmoura. Jest to też jedyny utwór, w którym można usłyszeć wokal gitarzysty. "Dogs" powstał jednak kilka lat wcześniej: już w 1974 roku był wykonywany na żywo, wówczas pod tytułem "You've Got to Be Crazy". Mroczny nastrój kompozycji wywołuje skojarzenia z "Welcome to the Machine" z poprzedniego longplaya, ale początek utworu jest dość łagodny. Akompaniament partii wokalnej Gilmoura stanowią gitary akustyczne i klawiszowe dźwięki w tle. Jednak dynamika szybko wzrasta, dołącza sekcja rytmiczna, a potem rozbrzmiewa zadziorna solówka Gilmoura - jedna z kilku w tym utworze, przy czym każda kolejna brzmi coraz ostrzej. Oczywiście, nie brak tu progresywnych zmian motywów i nastrojów - największy następuje w dziewiątej minucie, kiedy "żywe" instrumenty ustępują miejsca zimnym dźwiękom syntezatora i odgłosom szczekających psów. Po kilku minutach wraca jednak główny motyw, zaś sama końcówka (już z wokalem Watersa) należy do najcięższych - ale i najbardziej zapamiętywalnych - momentów albumu.

Najbardziej zadziornym utworem na albumie jest jednak "Pigs (Three Different Ones)" - brutalnemu tekstowi Watersa (z wersami typu You fucked up old hag / Ha, ha, charade you are) towarzyszą tutaj ciężkie brzmienie gitar i jeszcze ostrzejsze solówki - zwłaszcza ta kończąca utwór robi wrażenie. Melodia jest co prawda całkiem chwytliwa, za sprawą linii basu i klawiszowych ozdobników Ricka Wrighta, ale trudno traktować ten niemal 12-minutowy w kategoriach przeboju (chociaż Brazylijczycy wydali go na singlu - w wersji skróconej do czterech minut). Najbardziej znanym fragmentem albumu jest natomiast "Sheep", kolejny starszy utwór, grany na koncertach już kilka lat wcześniej (jako "Raving and Drooling"). Rozpoczyna się lekko jazzowymi dźwiękami pianina elektrycznego, a po chwili dochodzi pulsująca linia basu, nie tak odległa od tej z "One of These Days". Kiedy włączają się Gilmour i Mason, a Waters zaczyna wykrzykiwać swój oskarżycielski tekst, utwór nabiera wręcz hardrockowej mocy. Ale jednocześnie zachowuje progresywny charakter, co ma odbicie w długości - to kolejne kilkunastominutowe dzieło. Kontrowersje wywołał fragment z sarkastyczną parafrazą Psalmu 23, chociaż został on przetworzony wokoderem, przez co jest słabo słyszalny.

"Animals", mimo ostrego przekazu i brzmienia, okazał się kolejnym sukcesem Pink Floyd, osiągając 2. miejsce na Brytyjskim notowaniu, a 3. na amerykańskiej liście Billboardu. Obecnie album pozostaje jednak w cieniu innych dokonań grupy. Niesłusznie. Zespół idealnie połączył tutaj progresywność poprzednich dzieł (ze wskazaniem na utwór "Echoes" i album "Wish You Were Here") z mocniejszym brzmieniem i przekazem, które można traktować jako zapowiedź wydanego dwa lata później "The Wall". Może trochę mniej tutaj zapadających w pamięć melodii, ale pięknych fragmentów nie brakuje. Bez wątpienia "Animals" należy do największych arcydzieł zespołu, a także całej muzyki rockowej.

Ocena: 10/10



Pink Floyd - "Animals" (1977)

1. Pigs on the Wing (Part I); 2. Dogs; 3. Pigs (Three Different Ones); 4. Sheep; 5. Pigs on the Wing (Part II)

Skład: Roger Waters - wokal, bass i gitara; David Gilmour - gitara, wokal (2), syntezator; Rick Wright - instr. klawiszowe; Nick Mason - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Pink Floyd


1 komentarz:

  1. Kurde, nie znam tej wersji "Pigs...", a bym posłuchał...

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.