7 maja 2012

[Recenzja] Black Sabbath - "Sabbath Bloody Sabbath" (1973)



"Vol 4." zapoczątkował eksperymentalny etap działalności Black Sabbath, a "Sabbath Bloody Sabbath" to najlepszy album z tego okresu. Utwór tytułowy to wręcz dotknięcie geniuszu. Niesamowity główny riff, na którym oparto także zwrotki, to mistrzostwo - wg mnie przebija "Iron Mana" i wszystkie inne dotychczasowe. Świetnym pomysłem było zestawienie ostrych zwrotek ze spokojnym refrenem, opartym na gitarze akustycznej. Utwór należy zresztą do najbardziej złożonych kompozycji grupy. Po gitarowej solówce rozpoczyna się część oparta na zupełnie innym motywie, chyba najcięższym w całej twórczości zespołu. Co ciekawe, zespół rzadko wykonywał ten utwór na żywo, mimo jego popularności wśród fanów.

Ciężko przebić tak genialne otwarcie, ale wolny "A National Acrobat" trzyma poziom. Dziwnym pomysłem było natomiast umieszczenie tuż po nim instrumentalnego "Fluff" - łagodnej kompozycji, która momentami wręcz cytuje utwór "Albatross" Fleetwood Mac. Jest to naprawdę fantastyczna melodia, ale pojawia się o wiele za szybko - byłoby to idealne zakończenie albumu. "Sabbra Cadabra" to kolejny świetny, heavy metalowy riff, ale utworowi bliżej do rocka progresywnego, ze względu na długie klawiszowe pasaże, za które odpowiada Rick Wakeman z grupy Yes. Kiedyś nie lubiłem tego utworu, bo przypominał mi o koszmarnym coverze Metalliki, który usłyszałem jako pierwszy. Obecnie, na szczęście, oryginału słucham bez żadnych uprzedzeń.

Czadowy "Killing Yourself to Live" został złożony z trzech różnych utworów (pozostałe dwa nosiły tytuły "You Think That I'm Crazy" i "I Don't Know If I'm Up or Down"), ale mimo to brzmi spójnie. Dziwi mnie jego niewielka popularność, bo to jeden z najlepszych kawałków zespołu. Nie da się tego powiedzieć o eksperymentalnym "Who Are You?", w którym gitary zostały całkiem wyparte przez syntezatory, na których tym razem zagrali sami muzycy. Utwór brzmi kiczowato i archaicznie. W "Looking for Today" powraca patent z utworu tytułowego, czyli zestawienie riffowych zwrotek z łagodnym refrenem, w którym pomysłowo wykorzystano flet. Tym razem nastrój jest bardziej pogodny, wręcz radosny. Mocna ballada "Spiral Architect" to udane zakończenie, chociaż orkiestracja wnosi zbyt patetyczny nastrój.

"Sabbath Bloody Sabbath" to ostatni udany album Black Sabbath w składzie z Ozzym Osbournem - przynajmniej do czasu ukazania się nowego albumu, który grupa właśnie nagrywa.

Ocena: 8/10



Black Sabbath- "Sabbath Bloody Sabbath" (1973)

1. Sabbath Bloody Sabbath; 2. A National Acrobat; 3. Fluff; 4. Sabbra Cadabra; 5. Killing Yourself to Live; 6. Who Are You?; 7. Looking for Today; 8. Spiral Architect

Skład: Ozzy Osbourne - wokal, syntezatory; Tony Iommi - gitara, pianino, syntezatory, flet; Geezer Butler - bass, syntezatory, melotron; Bill Ward - perkusja
Gościnnie: Rick Wakeman - instr. klawiszowe (4)
Producent: Black Sabbath


1 komentarz:

  1. Jeśli ktoś powie że to najlepsza płyta Black Sabbath to nie będę się kłócił. Otwieracz jest wręcz fenomenalny. Sabbath Bloody Sabbath to porywający progresywny numer. O dziwo świetnie śpiewa tu Ozzy. Trudno mu było nawet w późniejszych latach poprzwnie zaśpiewać ten numer na koncertach. Może dlatego tak rzadko był wykonywany na żywo. Album nie ma w sumie słabych momentów. Dominują rozbudowane i progresywne utwory. Sabbra Cadabra i Killing Yourself to Live oraz utwór tytułowy to moi faworyci z tego krążka. No i piękny jest instrumentalny Fluff. Chyba to moja ulubiona plyta Sabbs składu z Ozzym. Cenię ją wyżej niż debiut. A jest jeszcze genialny Master of Reality....

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.