[Recenzja] The Smile - "Cutouts" (2024)
Rekordowa ilość albumów w tym roku może nie należeć do King Gizzard & the Lizard Wizard. Do tej pory Australijczycy wydali ledwie jedną płytę, więcej nawet nie zapowiedzieli. Tymczasem brytyjskie trio The Smile, złożone z bardzo znanych muzyków, właśnie wydało swój drugi już tegoroczny longplay, a ogółem trzeci w stosunkowo krótkiej działalności. Tyle tylko, że "Cutouts" to efekt tej samej sesji, podczas której zarejestrowano opublikowany w styczniu "Wall of Eyes". Teoretycznie - i zgodnie z tytułem - jest to zatem zbiór odrzutów po tej poprzedniej płycie. Jednak materiał wcale nie jest słabszy. Bardziej przypomina to precedens "Kid A" / "Amnesiac", gdzie oba wydawnictwa trzymają równie wysoki poziom, niż "Load" / "ReLoad", z nierówną pierwszą i wyraźnie słabszą drugą odsłoną. "Cutouts", tak jak poprzednie albumy The Smile, to płyta o dwóch znacząco odmiennych obliczach. Pierwsze z nich to bardziej nastrojowe, su...