Posty

Wyświetlam posty z etykietą squid

[Recenzja] Squid - "Cowards" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 3.02-9.02 Do Squid mam szczególny stosunek. Debiutancki album zespołu, "Bright Green Field" sprzed czterech lat, uważam za najlepszy rockowy debiut XXI wieku. Absolutnie powaliła mnie ta mieszanka post-punku z krautrockową motoryką, jazzującymi dęciakami i brzmieniami elektronicznymi - niby nic nowego, ale w takim zestawieniu zabrzmiało to świeżo, a całość rozpiera młodzieńcza energia. Wydany dwa lata póżniej "O Monolith" okazał się jeszcze lepszy. Muzycy pomysłowo rozwinęli swój styl i stworzyli jeszcze bardziej wyraziste kompozycje, tym razem bez żadnych wypełniaczy, jakie mogę wytknąć debiutowi. Tym bardziej jednak obawiałem się, czy grupa utrzyma ten poziom na "Cowards", swoim trzecim longplayu. Zwłaszcza, że single mocno ostudziły moją ekscytację. Po raz pierwszy w przypadku Squid zapowiedzi albumu zwyczajnie mnie zawiodły. W przeciwieństwie do singli z "Bright Green Field" i "O Monolith" nie wracałem do nich dlatego...

[Recenzja] Squid - "O Monolith" (2023)

Obraz
Od tego albumu zależało, czy Squid ugruntuje swoją pozycję jednego z najlepszych zespołów na współczesnej scenie rockowej, czy okaże się tylko sensacją jednego sezonu. Pierwszy album, "Bright Green Field" sprzed dwóch lat, to moim zdaniem najlepszy jak dotąd rockowy debiut XXI wieku. Jednocześnie nie jest to płyta pozbawiona wad - przede wszystkim zbyt długa, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nie każdy utwór wnosi tam coś unikalnego. Squid na "O Monolith" musiał udowodnić, że jest w stanie powtórzyć to, czego na swoich drugich albumach dokonały zaprzyjaźnione, wywodzące się z tej samej londyńskiej sceny grupy black midi i Black Country, New Road. "Cavalcade" oraz "Ants From Up There" stanowią znaczny postęp względem swoich poprzedników, przebijając je choćby muzyczną dojrzałością, większą wyrazistością kompozycji czy wypracowaniem bardziej idiomatycznego stylu. Czy to się tu udało? Squid niewątpliwie poczynił istotne postępy pod każdym prakty...

[Recenzja] Squid - "Bright Green Field" (2021)

Obraz
W poprzednich latach wielokrotnie narzekałem na współczesną kondycję muzyki rockowej. Czasy, gdy w ciągu roku ukazywało się po kilka, a nawet kilkanaście wybitnych albumów z tego gatunku, już dawno minęły. Zdawałoby się, że bezpowrotnie. Jednak ostatnie miesiące napełniają optymizmem. Nie tak dawno przecież zachwalałem pierwsze pełnowymiarowe dzieło grupy Black Country, New Road, a tu znów do sprzedaży i streamingu trafił bardzo obiecujący debiut. Squid wywodzi się z tej samej brytyjskiej sceny, co wspomniany przed chwilą BCNR czy szykujący się właśnie do wydania drugiej płyty black midi. Właściwie nie do końca mamy tu do czynienia z debiutantami, ponieważ Squid działa od połowy poprzedniej dekady i przez ten czas dorobił się kilku singli oraz EPek. Już pierwsze nagrania pokazywały spory potencjał, a z czasem młodzi muzycy zaczęli coraz bardziej komplikować swoją muzykę, nadając jej coraz ciekawszego kształtu. "Bright Green Field" to zwieńczenie tej ewolucji. Trzeba przyznać,...