26 listopada 2013

[Recenzja] Genesis - "We Can't Dance" (1991)



Ze wszystkich opisanych na tym blogu albumów, ten znam zdecydowanie najdłużej. Towarzyszył mi od wczesnego dzieciństwa, początkowo z pirackiej kasety Taktu, później z oryginalnego CD. Inna sprawa, że dopiero niedawno po raz pierwszy przesłuchałem go z własnej woli... Nie znaczy to bynajmniej, że "We Can't Dance" jest słabym longplayem. Wręcz przeciwnie. To bardzo udana kontynuacja płyt "Genesis" i "Invisible Touch". Czyli kolejny krok ku powrotowi do prog rockowych korzeni grupy. Aż dwa utwory, "Driving the Last Spike" i "Fading Lights", trwają powyżej dziesięciu minut i sporo w nich instrumentalnych popisów Banksa i Rutherforda. Do rocka progresywnego można zaliczyć także około siedmiominutowe "No Son of Mine" i "Dreaming While You Sleep". Oba robią zresztą jeszcze większe wrażenie od dwóch wcześniej wymienionych i należą do ścisłej czołówki najwspanialszych utworów post-gabrielowskiego Genesis.

Oczywiście, muzycy nie zrezygnowali z tworzenia przebojów. Największe nadzieje wiązali z dość mdłym "Never a Time" (którego pierwotny tytuł brzmiał "B.B. Hit", czyli "Big, Big Hit"). Wydany na singlu, kawałek okazał się kompletną klapą. W notowaniach znacznie lepiej radziły sobie dość ostry "I Can't Dance" (z riffem i partią wokalną przypominającymi... AC/DC), niesamowicie chwytliwy "Jesus He Knows Me", balladowy "Hold on My Heart", a nawet bardziej ambitny "No Son of Mine". Wszystkie zasłużenie odniosły sukces. Z pozostałych utworów najlepsze wrażenie sprawia "Way of the World", o dość intrygującym brzmieniu. Natomiast pominięcie nijakiego "Living Forever" i nudnej ballady "Since I Lost You" wyszłoby płycie na dobre. Bo największą jej wadą jest czas trwania, przekraczający 70 minut. Cóż, 1991 rok to już okres dominacji kompaktów nad płytami winylowymi.

Ocena: 7/10



Genesis - "We Can't Dance" (1991)

1. No Son of Mine; 2. Jesus He Knows Me; 3. Driving the Last Spike; 4. I Can't Dance; 5. Never a Time; 6. Dreaming While You Sleep; 7. Tell Me Why; 8. Living Forever; 9. Hold on My Heart; 10. Way of the World; 11. Since I Lost You; 12. Fading Lights

Skład: Phil Collins - wokal i perkusja; Tony Banks - instr. klawiszowe; Mike Rutherford - gitara i bass
Producent: Genesis i Nick Davis


1 komentarz:

  1. Kuba Jasiński8 czerwca 2016 18:17

    Mimo wielu słabości, to dobra płyta. Zdecydowanie lepsza niż wszystko, co panowie nagrali w latach 1978-83. Czy także od Invisible Touch? Sprawa nie jest jednoznaczna. Ogromną zaletą Niewidzialnego dotyku była/jest równość materiału tam zawartego. Natomiast "starego" Genesis mamy tam jak na lekarstwo, bo nawet Domino poza tym, że jest dłuższy niż przeciętna, radiowa piosenka nie posiada aż tak wielu elementów charakterystycznych dla rocka progresywnego,
    a właściwie, to dwa różne utwory połączone w jeden. We Can't Dance poza tym, że zdecydowanie dłuższy (era CD), zawiera podobny jakościowo ładunek hitowości co IT, a nawet go miejscami przewyższa (No Son of Mine). Niestety, trafił się tu żart-koszmarek pod tytułem I Can't Dance, który właściwie jest jedynym poważnym mankamentem płyty. Znacznie więcej jednak na We Can't Dance jest muzyki bardziej ambitnej: oparty na konstrukcji Domina - Driving the Last Spike, niepokojący Dreaming While You Sleep i opus magnum wydawnictwa - Fading Lights; Banks daje tu popis na miarę The Cinema Show i Is That Quiet Earth?. Tak naprawdę jednak, tylko ta ostatnia kompozycja przenosi nas w jakimś sensie do klasycznego okresu w karierze grupy bez wyraźnego liftingu. Niestety, znalazły się tu też rzeczy może nie tyle złe, co zbędne, wiele nie wnoszące do wizerunku płyty. Poza I Can't Dance, który jest jedyną poważną wpadką, można tu zaliczyć Never A Time oraz przesłodzone Hold On My Heart. Living Forever może irytować trochę niewykorzystanym potencjałem, ma się wrażenie, że Banks i Collins mogli tu więcej namieszać, w pozytywnym sensie. Z kolei Since I Lost You powinien figurować raczej jako solowa propozycja Collinsa, to piosenka napisana przez niego dla Erica Claptona, który stracił w nieszczęśliwym wypadku syna. Way of the World to typowy utwór z kategorii "szału ni ma, ale ujdzie". Czyli podsumowując: mamy 4 killery: No Son of Mine, Driving the Last Spike, Dreaming While You Sleep i Fading Lights. 2 utwory bardzo dobre, po prostu pop-rockowe hity: Jesus He Knows Me i Tell Me Why, poza tym przyzwoite Living Forever, Way of the World. Czyli wychodzi taka solidna czwórka. Na plus warto zaliczyć powrót Phila do analogowych, potężnie brzmiących bębnów - znowu jest tak, jak bywało choćby w In the Air Tonight czy w Mamie; natomiast w Fading Lights Phil pokazuje, że w głębi duszy pozostał muzykiem jazzowym. No i w związku z tym nadal nie mogę się zdecydować, która płyta Invisible Touch, czy ta jest lepsza...?

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.