11 listopada 2013

[Recenzja] Genesis - "Foxtrot" (1972)



Genesis mógł podzielić los wielu innych grup, które nie odniosły sukcesu i szybko zakończyły działalność. Na początku lat 70. zespół tonął w długach, a jako taką rozpoznawalność zdobył jedynie na mniej istotnych, pod względem biznesowym, rynkach ("Trespass" był notowany w Belgii, "Nursery Cryme" we Włoszech). Muzycy byli jednak wytrwali i... mieli odrobinę szczęścia. W 1972 roku przedstawiciele Charisma Records najwyraźniej zrozumieli, że inwestowanie w folkowy Lindisfarne w czasach, gdy taka muzyka traciła popularność, jest zbyt ryzykowne. Zamiast tego postanowili wesprzeć któregoś ze swoich bardziej postępowych podopiecznych. Na promocję Van der Graaf Generator okazało się za późno, bo zespół właśnie zawiesił działalność. Udzielono więc wsparcia Genesis. W rezultacie, czwarty album grupy, zatytułowany "Foxtrot", zyskał znacznie lepszą promocję od poprzednich, co zaowocowało 12. miejscem na liście UK Albums Chart. Był to początek pasma sukcesów, jakie zespół odnosił przez kolejne dwie dekady.

Trzeba jednak oddać temu wydawnictwu sprawiedliwość. Na "Foxtrot" znalazł się naprawdę udany materiał, pokazujący rozwój muzyków jako kompozytorów i instrumentalistów. Melotronowy wstęp "Watcher of the Skies" przyciąga uwagę, a później utwór fajnie się rozwija, łącząc chwytliwą partię wokalną, zadziorną gitarę, zróżnicowane brzmienia klawiszowe i dość złożoną grę sekcji rytmicznej. "Time Table" to dla odmiany prosta, melodyjna piosenka, bardzo przyjemna, ale trochę zbyt konwencjonalna. Bardziej złożony jest kolejny utwór, "Get 'em Out by Friday", zwracający uwagę teatralną partią wokalną Petera Gabriela, który wciela się w różne role, a towarzyszy temu odpowiednio zróżnicowana i dobrze przemyślana muzyka. "Can-Utility and the Coastliners" z początku wydaje się kolejną zwyczajną piosenką, ale z czasem interesująco się rozwija. Partie 12-strunowych gitar akustycznych i fletu przywołują ten typowy dla wczesnego Genesis, baśniowy klimat. "Horizons" to niespełna dwuminutowy popis Steve'a Hacketta na gitarze akustycznej. Ładny, ale w sumie niewiele wnoszący do całości. Więcej sensu miałby chyba jako część następującego po nim "Supper's Ready" - najdłuższego utworu w dorobku Genesis (trwa niemal 23 minuty), składający się z siedmiu zróżnicowanych części. Całość zachowuje dość spójny charakter, choć zdarza się parę dłużyzn. Ale jest tu właściwie wszystko, co może się podobać we wczesnym Genesis: baśniowy klimat, folkowe wpływy, ładne melodie i bogate brzmienie, oparte na różnych instrumentach klawiszowych, akustycznych i elektrycznych gitarach, a także partiach fletu, nie zapominając o charakterystycznym wokalu Gabriela.

"Foxtrot" pokazuje Genesis jako dojrzały zespół, któremu wciąż zdarzają się pewne potknięcia, ale który dzięki doświadczeniu coraz lepiej radzi sobie z kompozycjami, aranżacjami i wykonaniem. Fakt, że to wciąż to mniej interesujące oblicze rocka progresywnego, w którym chodzi raczej o ładne melodie i symfoniczny rozmach, niż faktyczne poszerzenie rockowych ram. Ale w takiej stylistyce jest to album wyjątkowo udany.

Ocena: 8/10



Genesis - "Foxtrot" (1972)

1. Watcher of the Skies; 2. Time Table; 3. Get 'em Out by Friday; 4. Can-Utility and the Coastliners; 5. Horizons; 6. Supper's Ready

Skład: Peter Gabriel - wokal, flet,  obój, instr. perkusyjne; Tony Banks - instr. klawiszowe, gitara, dodatkowy wokal; Steve Hackett - gitara; Mike Rutherford - bass, gitara, wiolonczela, dodatkowy wokal; Phil Collins - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Dave Hitchcock i Genesis


4 komentarze:

  1. Zdaje mi się, że i wielka ósemka proga to twór naciągany. Gabriel za bardzo pajacował.

    Strzelam, że w każdej recenzji Genesis do "We were Three" padnie słowo "kicz", "teatr" lub "symfoniczny" czy odniesienie do baśni. A w 1972 roku włoski prog już na dobre funkcjonował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tu niczego naciąganego. W wielkiej ósemce chodzi o to, że każdy z tych zespołów wniósł coś swojego i nie znając któregokolwiek z nich, nie ma się pełnego obrazu głównego nurtu rocka progresywnego. Akurat Genesis był najchętniej naśladowanym z tych zespołów, więc tym bardziej jego obecność jest w pełni uzasadniona.

      Z tych określeń jedynie "kicz" jest pejoratywne. A włoski prog nie ma nic do rzeczy - prekursorów nie ocenia się na podstawie ich naśladowców, to nie ma sensu.

      Usuń
    2. Ma do rzeczy tyle, że mogli się wzajemnie napędzać. A nigdzie tu nie napisałem, że włoski prog był naśladowaniem Genesis.

      Dla samego odznaczenia "znawca mainstreamowego progresu" nie mam ochoty ich słuchać. Bo to pośmierduje i Gentle Giantem, i Queenem, który też miał takie odpały jak Dżenezisy. Wg RYM "Selling" jest ich najlepszą płytą, więc skoro ma u Ciebie 7, to obawiam się, że dalej może być tylko gorzej.

      Usuń
    3. Ale czy ja twierdzę, że tak napisałeś? To zresztą nie ma znaczenia jak uważasz, bo to po prostu fakt,że Genesis był inspiracją dla włoskiego proga. Właśnie dlatego warto znać te ważne albumy i wiedzieć kiedy je nagrano i wydano. Genesis nie musiał inspirować się Włochami,Gentle Giantem ani tym bardziej Queenem, bo grał tak wcześniej.

      Za najlepszy album uważam ''Foxtrot''.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.