19 kwietnia 2016

[Recenzja] Grand Funk Railroad - "Grand Funk" (1969)



Jeżeli debiutancki album Grand Funk Railroad, "On Time", można porównać z takimi wykonawcami, jak Cream czy Free, tak wydanemu jeszcze w tym samym roku "Grand Funk" bliżej do Led Zeppelin czy nawet Black Sabbath (ze względu na uwypuklone partie basu). Podstawę stylu grupy wciąż stanowi blues, jednak brzmienie jest cięższe, po prostu hard rockowe. Zmieniło się też podejście muzyków do struktur kompozycji, które tutaj częściej mają charakter luźnych jamów, oddalając się od piosenkowych form. Wszystkie te zmiany słychać już na przykładzie dynamicznego otwieracza, "Got This Thing on the Move". Utwór zbudowany jest na ciężkiej, zakręconej partii basu Mela Schanera, której towarzyszą gitarowe popisy i ekspresyjna partia wokalna Marka Farnera, oraz perkusyjne kanonady Dona Brewera. To dobra zapowiedź tego, czego należy się spodziewać przez kolejne czterdzieści minut.

Co prawda, w "Please Don't Worry" robi się nieco łagodniej za sprawą mniej intensywnego brzmienia gitary (pomijając liczne solówki), jednak rozszalała sekcja rytmiczna nie pozwala na wytchnienie. Podobnie jest w dwóch kolejnych utworach, "High Falootin' Woman" i "Mr. Limousine Driver", wyróżniających się nieco bardziej komercyjnym charakterem - oba zostały zresztą wydane na promującym album singlu (stroną A był "Mr. Limousine Driver") - ale bez popadania w sztampę. To wciąż solidny hard rock o bluesowym posmaku. Chwytliwa melodia pojawia się także w "In Need". To pierwszy utwór, w którym muzycy - jeszcze dość nieśmiałe - nawiązali do swojej nazwy, wprowadzając elementy funku. Nie brakuje tu jednak dłuższych fragmentów instrumentalnych o charakterze bluesowych improwizacji - w jednym z nich pojawia się nawet harmonijka. Nieco słabiej na tle całości wypada "Winter and My Soul", który razi monotonią, mimo dynamicznych kontrastów. Podobny patent z dynamicznym zróżnicowaniem o wiele lepiej wyszedł w "Paranoid", który poza tym wyróżnia się niezłą melodią i rewelacyjną partią basu. Najlepsze pojawia się jednak na koniec - zaostrzona i rozimprowizowana do niemal dziesięciu minut wersja "Inside Looking Out" z repertuaru The Animals. Muzycy pokazują tu swoją umiejętność zespołowej improwizacji, ale każdy z nich ma też okazję do zaprezentowania swoich indywidualnych popisów.

"Grand Funk" to album równie udany, co jego poprzednik, mimo odmiennego charakteru - na "On Time" większy nacisk położono na kompozycje, tutaj na improwizacje i solowe popisy. W obu przypadkach muzycy pokazali się od najlepszej strony. Zespół w tamtym czasie był u szczytu swoich możliwości. Nie tylko w studiu, ale i na żywo, o czym świadczy pewna anegdota. Gdy w październiku 1969 roku grupa rozgrzewała publiczność przed występem Led Zeppelin, reakcja widzów była tak entuzjastyczna, że menadżer Brytyjczyków, Peter Grant, odłączył prąd w trakcie popisów Grand Funk, z obawy przed przyćmieniem przez nich głównej gwiazdy. Nigdy więcej już nie pozwolił, aby zespoły dzieliły ze sobą jedną scenę.

Ocena: 8/10



Grand Funk Railroad - "Grand Funk" (1969)

1. Got This Thing on the Move; 2. Please Don't Worry; 3. High Falootin' Woman; 4. Mr. Limousine Driver; 5. In Need; 6. Winter and My Soul; 7. Paranoid; 8. Inside Looking Out

Skład: Mark Farner - wokal, gitara, instr. klawiszowe, harmonijka; Mel Schacher - bass; Don Brewer - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Producent: Terry Knight


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.