9 lutego 2016

[Recenzja] DeWolff ‎- "Roux-Ga-Roux" (2016)



Holandia niespecjalnie kojarzy się z muzyką rockową. Owszem, w latach 60. powstały tam takie grupy, jak Golden Earring czy Focus, a międzynarodowym sukcesem cieszył się singiel "Venus" grupy Shocking Blue. Jednak z czasem kraj ten coraz bardziej znikał z muzycznej mapy. Jeszcze do niedawna nie potrafiłbym wymienić żadnego holenderskiego wykonawcy, który zadebiutował w ostatnim ćwierćwieczu. Okazuje się jednak, że także tam są młodzi ludzie, którzy postanowili hołdować rockowej tradycji. Od dziewięciu lat w Holandii działa trio o nazwie DeWolff. Mimo krótkiego stażu, ma już całkiem bogatą dyskografię, która właśnie poszerzyła się o szósty album studyjny, zatytułowany "Roux-Ga-Roux". Poprzednich wydawnictw nie słyszałem, ale po zapoznaniu się z najnowszym dziełem Holendrów, postanowiłem nadrobić zaległości. Twórczość tria określania jest jako rock psychodeliczny, hard rock i blues rock. Takie inspiracje niewątpliwie na "Roux-Ga-Roux" słychać (w wielu utworach są także wyraźne wpływy... soulu), jednak wszystkie te elementy są tak wymieszane, że nie sposób przypisać tego albumu do konkretnego stylu.

Muzycy nawiązali do tradycji także w sposobie nagrywania - całkowicie analogowym, na taśmę, bez pomocy komputerów. Niestety, nie miałem możliwości przesłuchania albumu z analogowego nośnika, więc nie mogę w pełni doświadczyć efektów takiego nagrywania. Jednak nawet w wersji cyfrowej album posiada ciepłe brzmienie, które słychać szczególnie w wszechobecnych partiach organów elektrycznych i żeńskich, soulujących chórkach. Przywiązanie do analogowych czasów słychać także w samych kompozycjach. Otwierający album tytułowy "Roux-Ga-Roux" pełni podobną rolę, co utwór tytułowy na beatlesowskim "Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band", czy "Have You Ever Been" na hendrixowskim "Electric Ladyland", czyli krótkiego intra z partią wokalną. Zresztą i w warstwie muzycznej słychać inspirację Hendrixem - to charakterystyczne brzmienie gitary z nałożoną "kaczką" (efektem wah-wah). Bezpośrednią kontynuacją i rozwinięciem tego kawałka jest "Black Cat Woman". To bardzo przyjemny utwór, z bluesującymi zagrywkami gitary, organowym tłem, zgrabnie płynącą melodią i stopniowym zaostrzaniem. Pod koniec następuje dość zaskakujące przełamanie. Singlowy "Sugar Moon" wyróżnia się świetnym organowo-gitarowym motywem przewodnim, a także soulowymi chórkami w - bardzo chwytliwym - refrenie, nadającymi oryginalności i fajnego klimatu. Podobną dawkę przebojowości i gitarowo-organowych popisów zapewniają także takie utwory, jak "Baby's Got a Temper", "Easy Money" i "Lucid". Z kolei w "Stick It to the Man" - równie chwytliwym, jak wcześniej wymienione utwory - zamiast organów wykorzystano pianino, momentami nadające klimat starego bluesa, kiedy indziej nieco jazzującego charakteru.

Zespół nie unika także dłuższych, bardziej rozbudowanych utworów. Do nich należy sześciominutowy "Love Dimension", w którym hardrockowe partie gitar spotykają się z soulowymi partiami wokalnymi, a także zwolnieniami z klawiszowym akompaniamentem. Znalazły się tutaj także dwie jeszcze dłuższe, prawie ośmiominutowe kompozycje. "What's the Measure of a Man" z początku brzmi trochę topornie (z wyjątkiem niezłego refrenu), ale w drugiej połowie świetnie się rozkręca, nabiera bardziej improwizowanego charakteru, a także zyskuje psychodeliczny nastrój. Prawdziwą perłą jest natomiast "Tired of Loving You". Niespiesznie rozpoczęty jazzującym wstępem na elektrycznym pianinie, stopniowo nabierającym dynamiki. Pod koniec drugiej minuty utwór przeradza się w zgrabną balladę, zachwycającą piękną, odpowiednio udramatyzowaną, bluesową solówką na gitarze, która następnie ustępuje miejsca równie rewelacyjnemu popisowi na organach. Ciężko uwierzyć, że taki utwór powstał współcześnie, a nie czterdzieści lat temu. Longplay kończy "Toux-Da-Loux", czyli kontynuacja rozpoczynającego go "Roux-Ga-Roux", której sporą część stanowi perkusyjne solo.

Bardzo interesujący i zaskakujący album. Chociaż zaskoczeniem jest tu przede wszystkim fakt, że podobną muzykę można grać dzisiaj. Muzykę czerpiącą z różnych, łatwych do wskazania wzorców, jednak brzmiącą całkiem oryginalnie. A dzisiaj to rzadkość. Współczesne zespoły z kręgu tzw. retro rocka czerpią przeważnie z jednego, dwóch wykonawców i brzmią jak ich gorsza kopia. DeWolff nie brzmi jak niczyja kopia.

Ocena: 8/10



DeWolff ‎- "Roux-Ga-Roux" (2016)

1. Roux-Ga-Roux; 2. Black Cat Woman; 3. Sugar Moon; 4. Baby's Got a Temper; 5. What's the Measure of a Man; 6. Easy Money; 7. Lucid; 8. Stick It to the Man; 9. Tired of Loving You; 10. Love Dimension; 11. Toux-Da-Loux

Skład: Pablo van de Poel - wokal, gitara, bass; Luka van de Poel - perkusja, dodatkowy wokal; Robin Piso - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal
Producent: DeWolff


2 komentarze:

  1. No to od siebie dorzucę jeszcze rewelacyjne bluesowe Dutch Band'y - "Livin' Blues" i "Cuby and The Blizzards".. Miodzio !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Focus, Kayak, The Gathering, Golden Earring, Ayreon, Within Temptation... CHociaż, cholera, nie ma ich tak dużo w głowie na zawołanie :o)

    OdpowiedzUsuń